Recenzja książki "Stal nie przemija"

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Bool
14 marca 2012

Fantasy jako gatunek uległ swoistej typizacji, sprowadzeniu do łatwo rozpoznawalnych i często powtarzanych schematów dotyczących konstrukcji świata przedstawionego, bohaterów i fabuły. To skostnienie stało się problemem dla bardziej postępowych pisarzy i dziś tworzenie literatury fantasy jest raczej próbą dialogu z konwencją niż jej konsekwentną realizacją. Ten dialog posiada dwie główne odmiany. Pierwsza z nich polega na łączeniu fantasy z innymi gatunkami. W efekcie otrzymujemy różne mieszanki, jak urban fantasy, steampunk czy zwykle mało fortunny romans paranormalny. Druga odmiana dialogu z konwencją polega na jej formalnej krytyce, parodii czy próbie podjęcia pewnej gry. Mamy tutaj Pratchetta, który wyśmiewa "od wewnątrz" wszystkie schematy, mamy Kosticka, który podważa "fantastyczność fantasy" i tworzy światy realistyczne, gdzie fantastyka ma status wirtualny, mamy wreszcie Richarda Morgana, który w pierwszym tomie nowej trylogii próbuje na swój sposób wywrócić konwencję.

Autor kreuje świat na pierwszy rzut oka bardzo typowy. Następnie wybiera pewne jego elementy i odwraca je lub wyolbrzymia, by w gargantuicznych rozmiarach stały się parodią siebie samych.

Trójka kluczowych dla historii postaci – Ringil, Arceth i Egar – to zasłużeni herosi, uczestnicy wielu bitew. Ich powojenne losy przypominają życie amerykańskich weteranów: społeczeństwo, którego bronili z oddaniem, ryzykując własnym życiem, teraz traktuje ich z dużo mniejszym szacunkiem i uznaniem, niż mogliby się tego spodziewać. Zmienieni wojaczką, nie mogą odnaleźć się w świecie zdominowanym przez konflikty o mniej oficjalnym charakterze. Otwarty bój z mieczem w dłoni okazuje się mniej męczący niż intrygi snute w czasie pokoju.

Akcja skupia się na Ringilu, który jest typem anty-bohatera. Cyniczny i wulgarny, raczej nie zaskarbia sobie sympatii czytelnika. Ale Morgan idzie o krok dalej i czyni ze swojego głównego bohatera homoseksualistę. Przy czym Gil nie pozwala zapomnieć o swej orientacji, co chwilę dając wyraz swemu pożądaniu. I tu największa zasługa autora: poprzez tak skonstruowaną postać zwraca on uwagę na zachowawczy, heteronormatywny charakter konwencji fantasy. Większość światów alternatywnych zbudowana jest bowiem wokół męskiej dominacji i typowych stosunków seksualno-społecznych. Postaci o orientacji innej niż heteroseksualna pojawiają się rzadko, zwykle na drugim planie i są przedstawiane jako odmieńcy.

Kolejną rysą na gładkiej powierzchni skostniałego gatunku jest brutalność i wulgarność świata oraz języka. Można je odczytywać jako wadę książki, nieporadność autora, można jednak założyć, że jest to akt świadomy i celowy. Morgan w ten sposób szydzi z konwencji, która, chcąc zbliżyć się do "realizmu" i "dorosłości", napełnia się przekleństwami oraz opisami scen erotycznych. W "Stali..."  jednych i drugich jest dużo, tak dużo, że często wydają się one pozbawione sensu. Bezzasadność seksu, wulgarności i przemocy po raz kolejny obnaża poetykę współczesnego fantasy, w której tego typu elementy pojawiają się coraz częściej i, podobnie jak w książce Morgana, bez większego sensu.

"Stal nie przemija" to pozycja dla dojrzałych czytelników. Nie tylko dlatego, że zawiera sceny zdecydowanie przeznaczone dla osób dorosłych, i nie dlatego, że homoerotyzm może wprawiać w konsternację. Owocna lektura tego dzieła wymaga przede wszystkim pewnej świadomości gatunkowej i czytelniczej. Bo owszem, Richard Morgan szokuje, ale nie o wywołanie kontrowersji tutaj chodzi, lecz o próbę zastanowienia się nad obecną kondycją literatury fantasy.

Stal nie przemija

Autor: Richard Morgan
Wydawnictwo: ISA
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 11/2011
Tytuł oryginalny: Land Fit for Heroes: The Steel Remains
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 400
Format: 115x175 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788374182331
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł


blog comments powered by Disqus