"Królestwo cieni" - recenzja antologii

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Alicja "cichutko" Laskowska
12 marca 2013

W cieniu Lovecrafta
 
Robert Ervin Howard żył zaledwie 30 lat. Mimo tak krótkiego życia, udało mu się wnieść niemały wkład w literaturę. Wielkość jego zasług mierzyć należy nie tylko zadziwiającą obszernością pozostawionej spuścizny literackiej, nie tylko jej różnorodnością, rozciągającą się przez takie gatunki jak fantasy, kryminał, horror czy utwory historyczno-przygodowe, ale przede wszystkim przez stworzenie ikon kultury popularnej: Conana Barbarzyńcy i Salomona Kane'a, które przeżyły swego ojca i na dobre zadomowiły się w różnych współczesnych mediach.
 
Jego krótkie życie i rozległą twórczość omawia szerzej Howard Phillips Lovecraft w notatce Pamięci Roberta Ervina Howarda, zamieszczonej jako wstęp do zbioru Królestwo cieni i inne opowiadania z mitologii Cthulhu. Nie jest to, oczywiście, przypadek, ponieważ to właśnie Lovecraft jest odpowiedzialny za stworzenie Cthulhu – Wielkiego Przedwiecznego, źródło kosmicznego strachu i kolejną ikonę współczesnej kultury popularnej.
 
Kwestia "mitologii Cthulhu" jest problematyczna. Badacze i komentatorzy prozy Lovecrafta sprzeczają się o to, czy taka mitologia (jako spójna całość) faktycznie istnieje i jak dużo w niej zamiaru autora, a jak dużo ingerencji jego naśladowców. Jednak jak zauważa Sunand Tryambak Joshi, powinniśmy raczej skupić się na próbach uporządkowania pojęć i na tym, jaką mitologię inicjuje Lovecraft, niż odrzucać to zjawisko.
 
Nie chcę tu rozstrzygać sprawy mitologii Cthulhu. Królestwo cieni jest przecież wystarczającym dowodem na to, że Lovecraft wypracował nie tylko specyficzny styl, ale również pewien zasób tematów i motywów, których wskrzeszenia i modyfikacji podjęli się inni autorzy. W tym przypadku lepiej więc skupić się na tym, w jaki sposób pisarstwo Lovecrafta wpływa na Howarda. A robi to na kilka sposobów.
 
Po pierwsze – formą. Utwory pomieszczone w Królestwie cieni to krótkie opowiadania, których większość posiada pierwszoosobową narrację. Bohater opowiada historię, w której brał udział – jako uczestnik bądź świadek nieprawdopodobnych, a jednocześnie przerażających zajść. Wyjątek stanowią utwory o pewnym epickim rozmachu, gdzie narracja jest trzecioosobowa. Teksty te wyraźnie wyróżniają się w zbiorze i stanowią dość oryginalne ujęcie Howarda, który w jednym opowiadaniu potrafi połączyć Dagona z Conanem.
 
Najmocniej inspiracja Lovecraftem objawia się oczywiście w obrębie tematyki oraz motywów. Materią opowiadań Howarda są starożytne kulty, antyczne rasy i zapomniane skarby, które – wszystkie trzy – powinny pozostać w ukryciu, jednak z różnych powodów zostają przypomniane przez nieostrożnych bohaterów. Ich ingerencja budzi dawno uśpione zło. Co ważne – nie kończy się to światową katastrofą. Zło w opowiadaniach Howarda przebudza się, manifestuje, prowadzi do śmierci bądź szaleństwa, jednak dzieje się to na niewielką skalę. W jego utworach zagrożenie czyha tylko na ludzi ciekawych, chciwych, żądnych zemsty. Jest konsekwencją ich wyborów, a nie niekontrolowanym zagrożeniem płynącym z zewnątrz.
 
Howard wykorzystuje asortyment motywów spopularyzowanych przez Lovecrafta. Mamy tu tajemnicze księgi opisujące jeszcze bardziej tajemnicze kulty, ruiny, w których czają się potwory, mamy dziwne artefakty, pisma i języki nieznane ludzkim cywilizacjom. 
 
Niestety w swoim naśladownictwie Lovecrafta Howard zapędza się czasem za daleko. Jak już wspomniałem – najlepiej wypadają te opowiadania, które łączą pierwiastki mitologii Cthulhu z epickością charakterystyczną dla stylu Howarda. Lovecraft przeniesiony w światy typu sword & sorcery wypada świeżo i twórczo. Opisy wymyślonych, fantastycznych miast, krain, pałaców, armii – w tym Howard dorównuje lovecraftowskiej "cyklopowej architekturze", pozostając jednocześnie oryginalny. Im mniej naśladownictwa, tym lepiej. Problem jednak w tym, że Howard czasem tak bardzo stara się wzorować na Lovecrafcie, że zaczyna... powielać samego siebie. Niektóre teksty w zbiorze niewiele różnią się między sobą. Zmieniają się nazwiska i opisy, zmieniają szczegóły, ale schemat fabularny pozostaje zgoła ten sam. Dzieci nocy i Lud mroku zbliżone są nie tylko tytułami, ale i konstrukcją dzieła: bohater przenosi się z czasów współczesnych do odległej rzeczywistości, w której wciela się w postać fantastycznego herosa rozprawiającego się z dziesiątkami przedstawicieli niższej, spotworniałej rasy. Tego typu powtórzeń jest w Królestwie cieni niemało.
 
Jeszcze słowo o wydaniu. Nie wiem, jak innowacyjnych technik druku używa wydawnictwo Agharta, lecz ich książki odstają od standardów spotykanych na polskim rynku. Okładka pokryta jest folią, która już po pierwszej lekturze zaczyna się odklejać, natomiast papier wydziela nieprzyjemną woń kleju. Po przebrnięciu przez 260 stron tekstu książka wygląda już na mocno sfatygowaną, co nie wróży jej długowieczności.
 
Królestwo cieni to zarówno dobry przykład na to, jak rodziła się mitologia Cthulhu, jak i przejaw wielu niebezpieczeństw, jakie wiążą się z podążaniem ścieżkami wytyczonymi przez Lovecrafta. Wyraźnie widać, że utwory bliższe Howardowi pod względem zarówno stylistycznym, jak i fabularnym, wypadają dużo lepiej niż naśladowania samotnika z Providence.

Królestwo cieni i inne opowiadania z mitologii Cthulhu

Autor: Robert E. Howard
Tłumaczenie: Mateusz Kopacz
Wydawnictwo: Agharta
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 2013
Liczba stron: 266
Format: 150x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788393302857
Wydanie: I
Cena z okładki: 29 zł


blog comments powered by Disqus