O Krzyżakach piszą różnie - recenzja książki "Serce Zakonu"

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Magda Pudło
25 września 2010

Oj, nie lubimy Krzyżaków. Nie lubimy, bo po prawdzie nie mamy za co. W powieści Roberta Borkowskiego nie lubią ich wszak nie tylko Polacy, i to z różnych powodów. I właśnie o owej niechęci jest ta historia.

Intrygą opowieść stoi
W przededniu bitwy na polach Grunwaldu zamek malborski, stolica państwa pruskiego, tętni życiem. Wszyscy rycerze – mnisi oraz liczni zagraniczni goście – gotują się na krucjatę przeciwko Polakom – pseudochrześcijanom, na których tronie zasiada skryty obrońca pogan. Rozprawa z nimi ma przysporzyć Zakonowi Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie nieśmiertelnej chwały i bogactw. Tylko jedna osoba pozostaje niepocieszona. To Eberhard von Hohendorf, jedyny z rycerzy-mnichów, tkwiący w dniach nadchodzącej chwały w murach malborskiej twierdzy, aby zawiadywać nią podczas nieobecności dostojników.
Nie wszystko może jednak stracone? Tuż przed samą wyprawą brat z zakonu, Stasske vom Bolmen, bliski kompan Wielkiego Mistrza, powierza von Hohendorfowi w najgłębszym sekrecie wielką tajemnicę, której rycerz ma strzec równie pilnie jak zamku. Ten, chcąc wywiązać się ze swego zadania i zasłużyć na przyobiecaną łaskę Ulricha po jego tryumfalnym powrocie spod Tannenbergu, angażuje się w przydzielone zadanie z całą mocą. Jeszcze nie wie, że staje się częścią zawiłej rozgrywki politycznej, której celem jest, jak to zwykle bywa, władza.
Rozgrywające się wokół sprawy, które wykraczają od samego początku poza dotychczasowy ogląd świata brata Eberharda, zaczynają zataczać coraz szersze kręgi. Praktycznie każdy, kogo spotyka na swej drodze, okazuje się cząstką zakrojonego na wielką skalę spisku – jest naprawdę kimś innym niż ten, za kogo się podaje.
Jako że wszyscy dookoła realizują jawiące się jako wielka prywata własne, skryte cele, także von Hohendorf ulega ostatecznie dość niespodziewanemu dla siebie samego porywowi i na wieść o grunwaldzkiej klęsce pragnie zmienić całkowicie dotychczasowe życie. Sytuację odmienia jednak nagle przybycie do zamku Henryka von Plauen wraz z oddziałami odwodowymi, chroniącymi Pomorze, które nie uczestniczyły w bitwie. Za chwilę pod mury podciągną również wojska polsko-litewskie i rozpocznie się długie oblężenie. Von Hohendorf musi opowiedzieć się wówczas po jednej ze stron. Gra idzie o jego honor i życie, a także o stawkę znacznie większą: Malbork – tytułowe serce Zakonu.

Z innej perspektywy
Odwrócenie kontekstu – ukazanie wydarzeń 1410 roku z perspektywy Krzyżaków oraz osnuta na tej historii na wskroś sensacyjna intryga – to pomysł świetny, ale zarazem bardzo wymagający. Szczególny jest już sam czas akcji, pomijany jakby zwykle, a przynajmniej stojący w cieniu symbolu zwycięstwa, jakim stał się Grunwald. Jakże to? Jagiełło po takim pogromie nie zdołał unicestwić całkowicie znienawidzonego wroga? Ano, nie zdołał, bo jak pokazuje Borkowski, nie pozwolił mu na to splot wielu wydarzeń. Pisarz nie usprawiedliwia, ale też nie oskarża Jagiełły o niewykorzystanie wielkiego tryumfu. Nie sugeruje też, że Zakon jakimś cudem czy szatańskim sprytem wybronił się przed całkowitym unicestwieniem. Jego zdaniem to wynik ówczesnej sytuacji dziejowej, którą my, z dzisiejszej perspektywy, postrzegamy w sposób cokolwiek uproszczony.
W tej i podobnych kwestiach autor ciekawie przedstawia bezpośredni ogląd i sądy, jakie współcześni musieli ferować wobec zachodzących wówczas zdarzeń. Jednakże, wnikając obficie w uwarunkowania historyczne, bywa czasem trochę zbyt nachalny. Relacje i wprowadzenia, ciekawe ze względów poznawczych, niepotrzebnie są aż tak obszerne i dosłowne. Zakłócają tym samym tempo akcji, choć ich lektura nie jest na szczęście szczególnie uciążliwa.
Znakomicie wykorzystuje zaś Borkowski samo miejsce i czas – malborski zamek skrywał i pewnie jeszcze do dziś skrywa wiele zagadek, których poznanie jest już samo w sobie fascynujące, a co dopiero, kiedy „odkrywa się” je niejako „przy okazji” ważkich wydarzeń.
Intrydze powieści sprzyja także czas politycznego zamętu, jaki wywołało w Prusach niespodziewane zwycięstwo Polaków i Litwinów, wraz z wszystkimi jego konsekwencjami. Widać, że autor porusza się po realiach epoki sprawnie, umiejętnie ukazując rozmaite jej aspekty – od codziennego życia po geopolityczne dylematy, z jakimi musieli się zmagać władcy ówczesnego świata.

Blaski i cienie
Przez książkę przewija się także przynajmniej kilka interesujących postaci – historycznych i fikcyjnych, mniej lub bardziej barwnych – których prawdziwe cele, trzymane w sekrecie, ujawniają się dopiero wraz z ich odkryciem przez von Hohendorfa. Mnich prowadzący dotychczas proste życie za murami klasztornego azylu prawie wszystko postrzega jako nowe, zaskakujące, ale zarazem odważnie mierzy się z kolejnymi przeciwnościami.
Jeśli zaś chodzi o zdecydowane mankamenty „Serca zakonu”, to rażą w nim głównie dwie rzeczy. Pierwsza to konstrukcja postaci samego Eberharda von Hohendorf. O ile jego prostota i ufność, nawet ta trącąca naiwnością, nie kolidują z naszym wyobrażeniem o rycerskim etosie, o tyle w sprawach uczuć zdaje się on zachowywać trochę jak nadmiernie rozbudzony nastolatek. Takoż, jako mnich przyzwyczajony do karności i posłuszeństwa za sprawą surowej reguły, bywa nadspodziewanie gadatliwy i skłonny do zwierzeń, zwłaszcza w kwestiach osobistych oraz dotyczących zakonnych sekretów. To trochę nie przystoi, mości rycerzu…
Drugą sprawą jest drażniąca stylizacja dialogów, oparta w zasadzie tylko na kilku, kilkunastu wyrazach, powtarzanych uparcie przez interlokutorów. Zabieg ten dodaje wypowiedziom niepotrzebnej sztywności. Oczywiście, inny był wówczas styl zwracania się do siebie nawzajem, ale takie proste „naznaczenie” języka na wskroś współczesnego wybranymi tylko akcentami z dawnej epoki nie oddaje go w sposób należyty. W efekcie Borkowski stworzył dziwny miks językowy, do którego wszak wraz postępem akcji można się przyzwyczaić.
Generalnie, pomimo pewnych wad, lektura „Serca Zakonu” naprawdę wciąga. Choć z góry wiadomo, jaki będzie skutek oblężenia, to jednak koleje losów bohaterów frapują na tyle, abyśmy, przechodząc do kolejnego rozdziału, chcieli się dowiedzieć, co też stanie się z nimi dalej. Tym bardziej, że samo zakończenie powieści wcale nie trąci banałem, co we współczesnej rodzimej literaturze popularnej należy uznać za wyjątkowo cenne.

Serce Zakonu

Autor: Robert Borkowski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydanie polskie: 7/2010
Liczba stron: 460
Format: 155 x 235 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-7506-532-9
Cena z okładki: 34,90 zł



blog comments powered by Disqus