Recenzja książki "Niebezpieczna gra"

Autor: Anna Kołodziejska
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
14 czerwca 2011

Robina Cooka raczej przedstawiać nie trzeba. A jeśli już zachodzi taka konieczność, to wystarczy jedna krótka fraza: bodajże najlepszy twórca thrillerów na świecie. Thrillerów bardzo specyficznych, gdyż rozgrywających się w kuluarach medycznych. Tam kostium detektywa przywdziewają dociekliwi lekarze, którzy badają poszlaki tajemniczych zbrodni nie tylko pod mikroskopowym okularem, ale też wychodzą poza mury laboratoriów i gabinetów, by dociec prawdy. Zwykle to oni, lepiej niż predysponowani do tego rodzaju działań przedstawiciele policji, potrafią nie tylko wpaść na trop mordercy, ale dodatkowo go schwytać i mężnie doprowadzić przed wymiar sprawiedliwości. Może dla pozbawionego fascynacji gatunkiem odbiorcy brzmi to nieco osobliwie, ale niebywała popularność powieści autora „Czynnika krytycznego” mówi sama za siebie.

W najnowszej książce główną rozgrywającą będzie Laurie Mountgomery-Stapleton, utalentowana pani patomorfolog, która będzie musiała stawić czoło naprawdę groźnym przeciwnikom – japońskiej jakuzie i amerykańskiemu gangowi. Co może mieć wspólnego świat przestępczy z lekarką, która dopiero co opuściła pielesze domowe po urlopie macierzyńskim? Okazuje się, że bardzo wiele. Poczynając od tego przedziwnego konglomeratu krzyżujących się interesów, autor wychodzi naprzeciw oczekiwaniom nawet najwybredniejszych miłośników „lektury z dreszczykiem”.

Oczywiście, znając klimaty powieści Cooka, i w „Niebezpiecznej grze” możemy spodziewać się zagadki o charakterze medycznym. Na wokandzie są eksperymenty w materii genetycznej, ściślej zaś kwestia dotycząca medycyny rekonstrukcyjnej opartej na pozyskiwaniu komórek macierzystych odpowiedzialnych za bioodnowę ludzkiego ciała. Człowiek, który dokonał przełomu w tej dziedzinie, umiera w dość niepokojących okolicznościach. Badająca sprawę jego zgonu Laurie dociera do danych, które zaczynają być niebezpieczne nie tylko dla niej samej, ale i dla jej najbliższych.

To, w czym można rozkochać się u autora „Ciała obcego”, wiąże się z jego znakomitym wyczuciem stopniowania napięcia. Za każdym razem spotkać można bardzo dobrze dobrane proporcje, a wszelkie retardacje, służące do przetrzymywania odbiorcy w stanie dezorientacji i niepewności co do losów głównego bohatera, nigdy nie wpadają w koleiny pułapki zbędnych dłużyzn i przysłowiowego „wodolejstwa”. Co innego bohaterowie. Tutaj zawsze pojawia się pewne rozczarowanie, związane z popadaniem autora w rutynę. Postacie występujące w najnowszym dziele Cooka nie wychodzą poza schemat gatunku, mimo to są świetnie naszkicowanymi, wyrazistymi charakterami, jak zwykle stojącymi po dwóch opozycyjnych stronach dobra i zła.

Jak charakteryzowanie twórczości Cooka dla wielbicieli tego gatunku wydaje się zbędnym gestem, tak rekomendowanie najnowszego owocu jego pracy w ogóle mogłoby być pominięte. Po raz kolejny Robin Cook, pomimo swego wieku, udowadnia, że wciąż jest na szczycie i aktualnie nie ma zamiaru obwieszczać swej detronizacji. Od przygód Laurie, która faktycznie wikła się w tytułową niebezpieczną grę, ciężko odgrodzić się założoną między stronicami zakładką i ot tak wrócić do zwykłego porządku. Książka wciąga – niebezpiecznie!

Niebezpieczna gra

Autor: Robin Cook
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Wydawnictwo: Rebis
Wydanie polskie: 1/2011
Liczba stron: 456
Format: 128 x 197 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788375106558
Cena z okładki: 35,90 zł


blog comments powered by Disqus