Stanislav Grof "Najdalsza podróż" - recenzja książki

Autor: Beata Bartecka
10 stycznia 2011

W Polsce nie rozmawia się o śmierci. Owszem, media uwielbiają ten temat, ale język i sposób, w jaki o tym mówią, ma charakter raczej sensacyjny. Straszą i oskarżają, sięgają po silne emocje, ale pozostawiają ludzi bez głębszej refleksji. O ile śmierć może być jeszcze atrakcyjna (począwszy od książkowych czy filmowych “wyciskaczy łez”, przez wampiryczną modę, aż po sukcesy licznych sekt), to samo umieranie ciągle pozostaje na uboczu, a może nawet jest tematem tabu, tym bardziej teraz, kiedy młodość jest dyktatorem społecznych pragnień. Umieranie jest bowiem brzydkie, często pozbawione godności, a także zbyt złożone emocjonalnie. Dotyka nie tylko osoby, które umierają, ale wszystkich, którzy są blisko niej - od rodziny, przyjaciół, po lekarzy, pielęgniarki, aż po przypadkowe, obce osoby. Co jakiś czas pojawiają się publiczne dyskusje na te tematy, które nie zamykają się w politycznych czy też tabloidowych hasłach, niekiedy zbyt dużo tam coelhowskiej, pustej wrażliwości, którą cechuje przekonanie, że można całą tę problematykę zamknąć w jednym zdaniu. Dlatego też wydanie Najdalszej podróży, książki o śmierci i umieraniu, której autorem jest czeski naukowiec Stanislav Grof powinno stać się ważnym wydarzeniem (tak, nie bójmy się takiego określenia).

Mocno znany w kontrkulturowych kręgach Grof poświęcił się badaniu stanów świadomości, wpierw w Czechosłowacji, a od 1967 roku w Stanach Zjednoczonych. Kojarzony jest przede wszystkim z jego naukowej fascynacji oddziaływania LSD na ludzi. Kiedy zaczynał, LSD nie było na liście zakazanych środków, jak ma to miejsce obecnie. Wielu naukowców, w tym także najbardziej znany Timothy Leary, eksperymentowało z tym specyfikiem, próbując poznać jego właściwości i możliwości oddziaływania na stany psychiczne człowieka. Grof jako jedyny przeprowadził ponad 3 tysiące sesji, w trakcie których podawał pacjentom LSD. Co ważne, nie pozostawiał ich na pastwę nieokiełznanych halucynacji, szaleńczych wizji, jak to swego czasu robiło amerykańskie wojsko. On sam oraz inni terapeuci i asystenci byli przy pacjentach cały czas, nie tylko obserwując reakcje, ale również stając się opiekunami czy też bardziej przewodnikami. Grof poszedł o krok dalej - wykorzystał swoje wieloletnie doświadczenie i naukowe pasje, by stworzyć projekt, w którym ludziom umierającym z powodu chorób nowotworowych podawano psychodeliki. Chciał sprawdzić, czy takie sesje z “narkotykami” przemienią ich fizyczne odczuwanie i psychiczne podejście do śmierci. O tych właśnie badaniach mówi Najdalsza podróż.

To powinna być lektura obowiązkowa. Dla każdego. Nie chodzi tutaj o kwestię psychodelików, choć może się zdawać, iż jako temat wysuwają się w książce na pierwszy plan. To opowieść o tym, dlaczego tak ważne jest ciągłe mówienie o umieraniu i śmierci. Najdalsza podróż przybliża tę tematykę nie tylko w kontekście eksperymentów. Grof wpierw dokładnie omawia, w jaki sposób w przeszłości ludzkiej cywilizacji, w różnych religiach i kulturach, podchodzono do kwestii śmierci. Opisuje role szamanów, znachorów, opowiada o rytuałach przejścia, które służyły nie tylko włączeniu jednostki do wspólnoty. Były również doświadczeniem, które naznaczone śmiercią (często w sposób bardzo dosłowny, z racji głodzenia czy wystawiania na niebezpieczeństwo) pomagało “zrozumieć” strach przed umieraniem, konfrontowało z lękiem przed własną śmiertelnością. Autor przybliża też różnego rodzaju zjawiska, które śmierci dotyczą, jak chociażby doświadczenia wizji z poprzednich wcieleń, by pokazać, że ten temat nie jest jeszcze całkowicie poznany i zbadany.

Pierwsza część książki jest bardzo rozbudowana, może dla wielu będzie zbyt dogłębna w opisach, jednak bez niej trudno zrozumieć, że nasze obecne postawy wobec śmierci (czyli zobojętnienie, milczenie, wypieranie) są chyba najgorszym sposobem na poradzenie sobie z nią. W kolejnej części Stanislav Grof skupia się na swoich badaniach, dotyczących oddziaływania LSD na nieuleczalnie chorych ludzi, które wymykają się stricte naukowym opisom. Jest w tym dużo humanistycznej postawy, która nie stroni od współczucia i empatii, ale jednocześnie nie poddaje się banalizacji, nie ulega fałszywemu poczuciu zrozumienia wszystkiego. Przywołane są liczne historie, w których pokazane zostało, jak wiele można zrobić, by w tych ostatnich miesiącach ludzie nie musieli odczuwać tylko strachu, bólu i nie mieli wrażenia, iż tracą swoją godność. Doświadczenia, jakich doznali na sesjach z LSD, dały umierającym nie tyle fałszywe nadzieje na wygranie walki z rakiem, a raczej umożliwiły odzyskanie spokoju, często też łagodziły, a nawet całkowicie eliminowały, fizyczny ból. Jednocześnie po sesjach pojawiały się emocje, które wydawały się być nieadekwatne w obliczu śmierci - jak radość czy poczucie szczęścia. Dzięki temu ostatni okres ich życia nie był jedynie pasmem cierpienia. Stał się czasem, w którym mogli cieszyć się z prozaicznych rzeczy czy też możliwością kontaktu z najbliższymi.

Już słyszę głosy narzekania i oskarżeń tych, którzy w badaniach Grofa widzą jedynie farmakologiczny eksperyment (a wiadomo, że narkotyki dają złudne poczucie szczęścia, więc dlaczego nie miałyby dać go ludziom bez nadziei?). Zapewne pojawiłyby się, ale tylko u tych, którzy nie sięgnęliby do tej książki i nie przeczytali dokładnie każdego zdania. Autor bowiem nie stawia banalnej tezy, że dzięki dawce LSD świat umierających stał się lepszy. Wbrew pozorom mówi o czymś znacznie poważniejszym - o możliwości zmiany jakości życia, nawet jeśli będzie ono trwało kilka krótkich miesięcy. Ten czas może być okresem przemiany nie tylko ich postrzegania siebie i świata, odczuwania bólu, duchowego nastawienia do umierania, ale również momentem granicznym dla otaczających go ludzi, a nawet lekarzy. Dla Grofa sesje z LSD nigdy nie były po prostu sesjami z LSD: to ogromny projekt, obejmujący dokładne badania, stałą opiekę terapeutyczną i emocjonalne zaangażowanie wszystkich, którzy w nim uczestniczą. To godziny rozmów z umierającymi, ale także z ich rodzinami, dzięki czemu mogą oni lepiej poradzić sobie z rozpaczą i żałobą.

Patrząc na długość tej recenzji, myślę, że mogłabym jeszcze długo opisywać książkę Grofa. Osobiste, trudne doświadczenia sprawiają, że Najdalsza podróż jest dla mnie lekturą, którą odbieram bardzo emocjonalnie. Nie mogę jednak przestać myśleć, że to, co proponuje czeski badacz, jest wielką rewolucją, która może i teoretycznie obejmuje niewielką grupę osób, ale w praktyce dotyczy nas wszystkich. W zakończeniu Grof pisze o szansie, iż w amerykańskich szpitalach ten projekt będzie mógł wyjść poza eksperymentalne pomieszczenia i stać się nową jakością w opiece nad umierającymi. W Polsce zapewne nie doczekamy się tego za naszego życia.

Najdalsza podróż

Redakcja: Joanna John, Dariusz Misiuna
Autor: Stanislav Grof
Okładka: Wojciech Benicewicz
Tłumaczenie: Maciej Lorenc, Dariusz Misiuna
Wydawnictwo: Okultura
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 6/2010
Tytuł oryginalny: The Ultimate Journey. Consciousness and Mystery of Death
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 384
Format: 145x210 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-88922-26-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 61 zł


blog comments powered by Disqus