Rysa na spiżu - recenzja książki "Egzekutor"

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Przemek Szymczak
27 kwietnia 2011

Zawiłe są doprawdy ścieżki historii, a jeszcze bardziej – meandry ludzkiej pamięci. Niemniej jedne bez drugich obejść się nie potrafią, o ile rzecz jasna, założeniem docelowym ich konfrontacji jest dążenie do prawdy.

Wspomnienia, jakie spisuje autor „Egzekutora”, są wyrywkowe. Dotyczą jego działalności w ramach struktur AK, do których dostał się, widząc w nich jedyną dla siebie szansę na wyrwanie się z miernej codzienności. Sam autor podkreśla, że jako młody chłopak, faszerowany podniosłymi hasłami o honorze, walce o wolność i patriotyzmie, nie ma jeszcze wykształconego zmysłu człowieczeństwa. Ślepo wykonuje zatem wszystkie zlecone mu rozkazy, bo te dowartościowują go we własnych oczach. Tym bardziej, że są to skądinąd głównie słuszne wyroki śmierci na kolaborantach – na tych przynajmniej skupia swą i czytelnika uwagę. Z czasem jednak zaczynają ogarniać go wątpliwości. Owszem, jest pewien, że wojna oznacza trupy, że wrogów trzeba niszczyć, że czyni słusznie. Problem pojawia się, kiedy przechodzi już linia frontu, AK zostaje zdradzona przez Sowietów i toczy nadal podziemną walkę z UB, UPA i sowieckimi okupantami. Ta walka zbyt często pociąga za sobą ofiary przypadkowe.
Podczas kolejnych egzekucji Dąmbski zaczyna zastanawiać się, dokąd to zmierza. Czy strzał w głowę jest naprawdę złotym środkiem, który rozwiążę wszystkie problemy na zawsze? A co z dawnymi przyjaciółmi, których musi likwidować? Co z niewinnymi ludźmi cierpiącymi „przy okazji”? Zdaje się, że te pytania narastały w nim, nie znajdując sensownej odpowiedzi ani ujścia aż do jego samobójczej śmierci w 1993 roku.

Wspomnienia Dąmbskiego to nie jakieś rozliczenie czy rozczulanie się nad przeszłością. Nie jest to także próba samousprawiedliwienia się, a raczej introspekcja. Sam autor nie jawi się tu jako szaleniec czy osoba szukająca odkupienia swych win. Przeciwnie, wydaje się dalej być zimnym, dogłębnie skalkulowanym człowiekiem, tyle że jakby głębiej świadomym przeszłości, zmarnowanego życia – swojego i pomordowanych przez UB za jego sprawą bliskich.

Historycy i ludzie znający okoliczności i szczegóły opisywanych przez Dąmbskiego wydarzeń toczą spór o prawdziwość wspomnień spisanych w „Egzekutorze”. Puryści pragnący za wszelką cenę uchronić dobre imię AK wykazują dobitnie, że kłamał; inni, patrzący z większym dystansem, w szerszym kontekście, choćby korzystający z archiwów IPN, są ostrożniejsi. Z obu stron padają argumenty wzajemnie się wykluczające.

Zdaniem tych, którzy Dąmbskiemu uwierzyli przynajmniej po części najważniejsza jest już nawet nie stuprocentowa zgodność wspomnień egzekutora z faktami, bowiem pamięć ludzka szwankuje, a on spisywał je po wielu latach. Istotne jest to, że mamy do czynienia z bodajże pierwszą próbą ukazania innego oblicza Armii Krajowej. Jest to niewątpliwie rysa na spiżowym pomniku, jaki zbudowały jej utarte mity i stereotypy. Niemniej fakt istnienia „brudnej roboty” (w jej nieistnienie podczas wojny wierzą tylko naiwni) nie kala i nie nadwyręża żadną miarą jej wspaniałych czynów i zasług.

Trudno liczyć, że za sprawą owej pojedynczej rysy cały brąz nagle odpadnie, ale pierwszy krok został wykonany. Teraz tylko (aż?) trzeba zrozumieć, że ważny jest nie pomnik, ile żywa tkanka historii, jaką on skrywa. Istotna jest pamięć i dążenie do odtworzenia prawdziwego oblicza ówczesnych wydarzeń i nie chodzi tu o szkalowanie, rozliczanie czy tryumf oportunistów przekonanych święcie o małości ludzkiego ducha. Chodzi o następny krok ku prawdzie, która dopiero w swej pełni staje się nauką, przestrogą – cenną informacją dla przyszłych pokoleń. Oby starczyło im rozumu, by skorzystać z niej dobrze.

Egzekutor

Autor: Stefan Dąmbski
Wydawnictwo: Fundacja Ośrodka Karta
Wydanie polskie: 4/2011
Liczba stron: 122
Format: 130 x 200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788361283508
Cena z okładki: 24 zł



blog comments powered by Disqus