Recenzja książki "Prezes" Stephena Freya

Autor: Kormak
3 sierpnia 2008

Na tylnej stronie okładki Prezesa zachwala sam Donald Trump, amerykański miliarder, znany nie tylko z majątku, ale także braku gustu, przerażającej fryzury, olbrzymiego ego i własnego reality-show The Apprentice (w Polsce zatytułowany Trampolina). Można gdybać, czy podpieranie się reklamą takiego indywiduum to trafiona decyzja, ale cóż, Trump na robieniu pieniędzy na Wall Street na pewno się zna, a właśnie o tym opowiada Prezes. Jego autor, Stephen Frey, w świecie finansów obraca się od lat, najpierw jako członek rady nadzorczej banku na Manhattanie i pracownik JP Morgan, a obecnie jako właściciel firmy inwestycyjnej. Od 1995 roku spłodził czternaście thrillerów opowiadających o mrocznych machinacjach na najwyższych szczeblach biznesu, niewątpliwie korzystając z własnych doświadczeń.

Prezes to pierwsza z czterech (wydanych do tej pory) książek, której głównym bohaterem jest Christian Gillette, który zostaje prezesem Everest Capital, jednej z największych spółek kapitałowych na świecie, po podejrzanej śmierci poprzedniego szefa. Już podczas pogrzebu swojego pracodawcy Gillette przekonuje się, że może nie zagrzać długo miejsca na nowym stanowisku, kiedy jego limuzyna wylatuje w powietrze. Człowiek o jego pozycji posiada wielu wrogów, poczynając od konkurencji na Wall Street, a kończąc na ambitnych pracownikach własnej firmy. Kiedy na co dzień obraca się miliardami dolarów, ufać nie można nikomu, nawet własnym ochroniarzom. Problem w tym, że Gilette komuś zaufać musi, jeśli chce przeżyć i zrealizować swoje ambitne plany. Jeśli źle wybierze, straci wszystko...

Przyznam, że biznesowy język i nowomowa świata wielkich finansów nie leży w sferze moich zainteresowań, ale Frey zadbał o to, żeby także podobni do mnie czytelnicy już na samym początku otrzymali dawkę ekonomii w pigułce. Christian Gillette w rozmowie z wspólnikiem Benem Cohenem praktycznie objaśniają punkt po punkcie meandry zakładania prywatnych funduszy inwestycyjnych, fuzji przedsiębiorstw, zarządzania itd. Może to trochę razić sztucznością, ale przynajmniej daje pewną wiedzę, która pozwala orientować się w dalszej fabule. Wyjątkami są śmieszne momenty, kiedy np. tłumaczy się nam, co to takiego jest BlackBerry (przetłumaczone w polskiej wersji na Jeżynę), jakby wiedza na temat elektroniczncyh gadżetów zarezerwowana była dla menedżerów wysokiego szczebla...

Autor próbuje połączyć sceny pościgów, strzelanin i bójek z chłodnymi gierkami rezydentów gabinetów drapaczy chmur. Chce abyśmy uwierzyli, że walka o władzę, wpływy i pieniądze na Wall Street nie różni się zbytnio od gangsterskich porachunków – czasem zresztą mam wrażenie, że Prezes odrobinę ma przypominać Ojca chrzestnego, a Christian modelowany jest na Michaela Corleone. Widać to szczególnie w pierwszym rozdziale, kiedy do nowego prezesa po pogrzebie przychodzą kolejni goście z prośbami o przysługi. Od razu przed oczami stanęła mi bardzo podobna scena ze ślubu córki pewnego capo di tutti capi.

Powróćmy jednak na ziemię i nie dajmy się ponieść, bo Prezes to nic innego jak średniej jakości thriller, nie należący nawet do czołówki w swoim gatunku. Pomijając koślawy język (toporne sceny miłosne...), mało interesującą fabułę i nierówne tempo akcji, książka kuleje przede wszystkim z braku interesujących postaci, co tworzy dystans między nimi a czytelnikiem. Christian Gilette to antypatyczny japiszon, skupiony wyłącznie na zarabianiu pieniędzy, któremu nie sposób kibicować. Dotyczy to zresztą niemal wszystkich, bo jak tutaj współczuć multimilionerom, którzy walczą o wyższą premię czy kolejny procent udziałów? Co prawda Frey podejmuje próby uczłowieczenia swojego bohatera, zdradzając co nieco z jego przeszłości czy pokazując troskę o latynoskich imigrantów (która okaże się zresztą samolubnym gestem), ale nie owocuje to tym, żebyśmy w Christianie dostrzegli osobę z krwi i kości. Przypomina on bardziej Patricka Batemana z American Psycho. Chwilami przeszkadzało mi też portertowanie niektórych postaci, ocierających się momentami już nie o etniczne stereotypy, a niemal skryty rasizm. Szczególnie zawodzi też zakończenie, gdzie zamiast jakiegoś twistu czy skomplikowanego biznesowego manewru otrzymujemy tępą strzelaninę rodem z filmów klasy B, a Christian Gillette zamiast pociągać z daleka za sznurki, chwyta za broń.

Świat wielkich korporacji jest często bezlitosny, okrutny i obrzydliwy, ale z Prezesa wyłania się kompletnie zafałszowany jego obraz. Frey wydaje się też zapominać, że w gabinetowych wojnach o miliardy prawdziwymi ofiarami nie są panowie prezesi, a drobni ciułacze, którzy z powodu najmniejszych wahań na rynku mogą stracić dorobek całego życia. Prawdziwi Christianowie Gillette tego świata co najwyżej przez parę miesięcy będą musieli obywać się bez nowego jachtu.

Christian Gillette #1 - Prezes

Autor: Stephen Frey
Wydawnictwo: Świat Książki
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2008
Liczba stron: 448
Format: 125x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-247-0372-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus