Jake Grafton na emeryturze - recenzja "Kłamców i złodziei"

Autor: Kormak
2 listopada 2007

Jake Grafton, główny bohater thrillerów Stephena Coontsa, który pierwszy raz pojawił się w 1986 r. na łamach słynnej powieści Lot Intrudera (przeniesionej na srebrny ekran pięć lat później), zestarzał się. Ten admirał marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, ratujący co roku Amerykę (a nawet całą zachodnią cywilizację) od całkowitej zagłady w końcu musiał kiedyś przejść na emeryturę. Jego zawód sprawiał także, że coraz trudniej było pisarzowi wymyślać kolejne, oryginalne fabuły (o ile w tym nurcie o oryginalności jeszcze w ogóle możemy mówić). Po wielu latach namysłu Coonts znalazł w końcu następcę Graftona w osobie Tommy'ego Carmellini. Ten złodziej biżuterii, któremu prokuratorzy dali prosty wybór: więzienie albo praca dla CIA (zgadnijcie, co wybrał?), pierwszy raz pojawił się w siódmej książce z przygodami Jake'a Graftona pt Kuba. W każdej kolejnej były włamywacz miał coraz większy udział, aż przyszedł czas na prawdziwy chrzest. Kłamcy i złodzieje to pierwsza powieść, w której Carmellini stał się głównym bohaterem, a admirał Grafton usunął się na drugi plan, ale nie zniknął całkowicie.

Do napisania nowego thrillera Stephena Coontsa natchnęła prawdziwa historia Wasilija Mitrochina, emerytowanego archiwisty KGB, który w 1992 roku uciekł do Anglii wraz z sześcioma walizkami notatek, które sporządzał w sekrecie przez 20 lat. W Kłamcach i złodziejach walizek jest siedem, a zbieg nazywa się Michaił Gonczarow. Przez Anglię dociera do Stanów Zjednoczonych, gdzie agenci CIA mieli poddać go intensywnym przesłuchaniom w kryjówce w lasach Wirginii. Właśnie tam w roli szefa ochrony mocodawcy z Langley wysyłają Tommy'ego Carmelliniego, ale kiedy dociera on na miejsce zastaje wymordowanych strażników, a komandosi właśnie podpalają budynek. Nasz bohater cudem uchodzi z życiem, ratując z płomieni tłumaczkę Kelly Erlanger oraz jedną z walizek wypełnionych notatkami, ale szybko okazuje się, że ktoś próbuje wrobić go w wymordowanie agentów, a zabójcy depczą mu po piętach. Komuś z najwyższej hierarchii w Białym Domu bardzo zależy, aby nic z archiwów Gonczarowa nie ujrzało światła dziennego, szczególnie tuż przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi.

Na szczęście Tommy nie jest całkiem osamotniony w swoich kłopotach. Liczyć może na pomoc Willy'ego Druta (z którym prowadzi warsztat ślusarski), admirała Graftona i jego żony oraz dawnej dziewczyny Dorsey O'Shea. Ta zblazowana dziedziczka wielomilionowej fortuny, znająca wszystkich liczących się ludzi w Waszyngtonie, odegra znaczącą rolę w rozwikłaniu intrygi. Tak pokrótce można streścić fabułę książki i trzeba przyznać, że nie ma w niej za grosz oryginalności. Nie po to jednak sięgamy po szpiegowskie thrillery, by oczekiwać nie wiadomo czego. Ot, niezobowiązująca rozrywka, która pomoże zabić czas w podróży lub w wolnej chwili, kiedy akurat nie mamy ochoty na ambitniejszą lekturę (a mózg też czasem musi odpocząć). Akcja toczy się wartko od pierwszych stron, główny bohater ledwo może złapać oddech, a trup ściele się gęsto.

Główny problem polega jednak na tym, że w zalewie podobnych czytadeł Kłamcy i złodzieje nie wyróżniają się niczym. Nie wiem czy to wina autora, czy może tłumacza (który momentami ma problemy np. ze zgrabnym przełożeniem amerykanizmów w rodzaju soccer-moms), ale język jest dosyć toporny. Narracja w pierwszej osobie nie jest najlepszym pomysłem, kiedy główny bohater jest prostakiem (co wychodzi szczególnie we fragmentach opisujących jego relacje z płcią piękną) i wypowiada się wyświechtanymi sloganami. Chciałoby się, żeby Coonts trochę zabawił się z konwencją, a tymczasem kiedy mamy hakera (a raczej w tym przypadku hakerkę), to naturalnie geniusza nie mającego sobie równych. Zawodowy zabójca, tropiący Carmelliniego - oczywiście legendarny, nieuchwytny i także najlepszy na świecie itd. itd. Sam Tommy Carmellini zaś obdarzony został urokiem, któremu oprzeć nie może się żadna kobieta. Dobrze chociaż, że tym razem autor pohamował trochę fantazję i nie doprowadził Ameryki na skraj nuklearnego holokaustu (choć niewątpliwie w kolejnych książkach cyklu to nastąpi) - intryga jest bardziej kameralna, polityczna. Niestety jest jednocześnie dosyć toporna (kto jest kim czytelnik domyśli się w miarę szybko) i mało ciekawa - a to chyba najgorszy grzech, jakim może cechować się thriller.

Czy fani Jake'a Graftona zaakceptują nowego bohatera książek Stephena Coontsa? Mnie Tommy Carmellini do siebie nie przekonał, ale nie przekreślałbym go tak do końca. Może kiedyś jeszcze dam mu szansę, kiedy będę miał kilka godzin wolnych podczas jazdy pociągiem lub gdy za oknem będzie szaro i ponuro, a na półce z książkami nie znajdzie się akurat nic bardziej wymagającego.

Tommy Carmellini #1 - Kłamcy i złodzieje

Autor: Stephen Coonts
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 10/2007
Tytuł oryginalny: Liars and Thieves
Liczba stron: 416
Format: 135x215 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7510-038-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus