Odkopane po latach

Autor: Mirosław Skrzydło
25 stycznia 2008

Każdy poczytny pisarz powinien posiadać swego alter-ego, takiego mrocznego braciszka, który porządnie namiesza mu w życiu. Richard Bachman wywarł wielki wpływ na późniejszą twórczość Stephena Kinga. Można śmiało powiedzieć, że to Bachman stworzył Kinga, a nie na odwrót. Szkoda, że pan Richard „umarł” w 1985 roku. Kto wie, ile świetnych książek odeszło wraz z nim? Na szczęście King zdołał odnaleźć jedno z dzieł swego nagle uśmierconego alter-ego. Po ponad 30 latach Blaze zagościł na półkach księgarń.

Tytułowy Blaze to potężny, niepełnosprawny intelektualnie przestępca, którego życie jest pasmem dramatów i tragedii. Bity przez ojca cherlak (po ostatnim pobiciu mózg Blaze’a przestał prawidłowo funkcjonować), zagubiony wychowanek sierocińca i w końcu, za sprawą niejakiego George’a Rackleya, złodziej, oszust i wyjęty spod prawa degenerat.

Blaze, z powodu ogromnych luk w pamięci trwałej, nie jest świadom swych przewinień. Zachowuje się irracjonalnie, niczym kilkuletnie dziecko. Posłusznie wypełnia kolejne polecenia George’a, który traktuje go jak skończonego kretyna, nie potrafiącego podjąć żadnej autonomicznej decyzji. Blaze natomiast jest tak silnie uzależniony od George’a, jak niemowlak od swej rodzicielki. Sprawy komplikują się, gdy zwyrodniały opiekun ponad dwumetrowego kolosa ginie. Ale czy w rzeczywistości George’a już nie ma? Czy nie przetrwał czasem jako wytwór chorego umysłu swego podopiecznego? I jak zachowa się Blaze, gdy wypełni ostatni z wielkich planów mentora? Co uczyni z porwanym niemowlęciem bogatej i wpływowej rodziny?

Na te i inne pytania, dotyczące przede wszystkim wpływu przeszłych wydarzeń na obecne postępowanie tytułowego bohatera, znajdziecie odpowiedź na stronicach krótkiej (w porównaniu z późniejszymi dziełami Kinga), a zarazem bardzo przejmującej i melancholijnej, jednowątkowej opowieści.

Richard Bachman, w przeciwieństwie do Stephena Kinga, nie skupia się tak bardzo na szczegółowych opisach postaci, mających na celu spotęgowanie napięcia opisywanych historii. U niego na pierwsze miejsce wysuwa się akcja i pobieżne zaprezentowanie kolejnych wydarzeń, biegnących jednym, prostym torem.

Trudno nie współczuć Blaze’owi. W końcu to nie jego wina, że stał się takim zagubionym, nieświadomym granicy między dobrem a złem, człowiekiem. To w gruncie rzeczy wynik środowiska, które go ukształtowało i niejako wychowało, oraz serii nieszczęśliwych w skutkach zdarzeń. Blaze nie jest bohaterem pozytywnym, a przynajmniej nie powinien za takiego uchodzić. Wykazuje jednak krztę moralności i rozsądku, które są tak potrzebne do prawidłowego funkcjonowania w środowisku.

Stephen King powrócił do dawnego wcielenia. Niejako odkopał część swego dorobku, która nieodłącznie będzie związana z jego tajemniczym alter-ego. Dzięki za to znalezisko, Królu Horroru! Czekam na kolejne. Założę się, że na półkach Richarda Bachmana znajdzie się kilka poczętych przez niego, intrygujących powieści. „Braciszek” Kinga, zapewne czymś nas jeszcze zaskoczy. To bardziej niż pewne.

Blaze

Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 11/2007
Liczba stron: 272
Format: 140x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7469-609-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 32 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus