Zazdrosny potwór - recenzja "Christine"

Autor: Patryk Balawender
20 marca 2011

Na naszych oczach era amerykańskiego samochodu chyli się ku końcowi. Auto - symbol wolności, sunący z zawrotną prędkością po bezkresnych autostradach, opiewany w niezliczonych piosenkach i filmach - odzierane jest z romantycznej otoczki. Christine Stephena Kinga to książka m.in. właśnie o ciemnej stronie auto-mitu.

Zmierzch trwał już w 1983 r, kiedy opublikowano Christine, ale młody chłopak posiadający samochód wciąż mógł poczuć się kimś. Cztery kółka były sposobem na wyrwanie się z małomiasteczkowej nudy i zdobycie popularności wśród płci przeciwnej. Jak to napisał satyryk PJ O’Rourke, sam będący automaniakiem, “mając wystarczająco dużo odwagi i silnego charakteru, naćpany i mający bzika na punkcie dziewczyn młody facet mógł zginąć w płonącym wraku, tym samym oszczędzając sobie upadku związanego z łysieniem i posiadaniem rodzinnego kombi”. W Stanach Zjednoczonych samochód jest nie tylko niezwykle ważną częścią narodowej tożsamości, ale wręcz fetyszem. Tę naładowaną erotyzmem obsesję na punkcie lśniących chromem maszyn przedstawił w swoim krótkim filmie pt. Kustom Kar Kommandos reżyser-okultysta Kenneth Anger. Jego 3-minutowy obraz (obejrzeć możecie go tutaj) miał wielki wpływ na takich twórców, jak Scorsese czy Tarantino, którzy w swoich filmach z równą lubością przedstawiali auta.

Christine jest właśnie historią takiej niezdrowej obsesji na punkcie samochodu, której nabawił się Arnie Cunningham - nieśmiały, chuderlawy nastolatek o paskudnej cerze. To miłość od pierwszego wejrzenia. Arnie poświęca każdą wolną chwilę na odrestaurowanie wraku czerwono-białego Plymoutha Fury rocznik 1958, którego poprzedni właściciel, zdziwaczały opryskliwy staruszek LeBay, nazywa pieszczotliwie właśnie damskim imieniem “Christine”. Siedemnastolatek wydaje na nią pieniądze przeznaczone na college, czym powoduje wściekłość swoich nadopiekuńczych rodziców. Przez swoje nowe hobby popada też konflikt ze szkolnymi typkami spod ciemnej gwiazdy i zaczyna pracować dla właściciela warsztatu samochodowego, załatwiając dla niego interesy, których legalnymi nazwać nie można. Nikt nie jest w stanie przemówić Arniemu do rozsądku, nawet jego najlepszy przyjaciel Dennis Guilder. Są jednak także dobre strony posiadania Christine: chłopak zdobywa serce najładniejszej dziewczyny w szkole, Leigh Cabot. Idylla trwa jednak krótko, a w mieście zaczynają w makabryczny sposób ginąć ludzie, którzy stanęli na drodze Arniego. Dennis i Leigh zaczynają sobie zdawać sprawę, że Christine nie jest zwyczajnym autem, a w samym Arniem zachodzi przerażająca przemiana.

Książka ta może z początku zniechęcić objętością i wlokącą się fabułą, wszystko jednak ma swój cel. Christine to nie jest po prostu horror. To przesycona nostalgią powieść o problemach dorastania, miłosnych zawodach i bolesnym wniosku, że najbliższe nam osoby ostatecznie odejdą albo też zdradzą nasze zaufanie. Nie zabrakło tu krytyki i demitologizacji kultu, jakim otacza się samochody. Posłuszną zaś człowiekowi maszynę King zmienia w coś obdarzonego własną wolą, zaborczego i zazdrosnego, jeżącego włosy na głowie. Na ukazanie tego potrzeba czasu i wielu zapełnionych kartek, ale pisarz z nawiązką odpłaca nam spędzony nad jego dziełem. Ekranizacja w reżyserii Johna Carpentera była co najwyżej średnio udana, bo wycięto większość pobocznych, acz ważnych, wątków i spłycono relacje między postaciami - obie rzeczy są najmocnieszymi punktami w prozie Kinga.

Do bohaterów Christine czujemy sympatię i obchodzą nas ich losy - tego sentymentu nie podziela sam autor, serwując zakończenie, które jest niezwykle depresyjne i przejmujące. Mógłby oczywiście zagrać pod publikę, umieszczając łatwy do przełknięcia happy-end, ale wówczas King nie byłby Kingiem, a książka ta nie stałaby się jedną z najpopularniejszych i najlepiej ocenianych w jego dorobku.

Christine

Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydanie polskie: 1/2009
Liczba stron: 648
Format: 140 x 205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7648-023-7
Wydanie: III
Cena z okładki: 39


blog comments powered by Disqus