Król na wyspie - recenzja książki "Colorado Kid"

Autor: Tomasz Nowak
17 października 2007

Współczesna literatura zgubił gdzieś przesłanie. Coraz częściej na kartach powieści, a nawet opowiadań spotykamy "wyrywki rzeczywistości". Ot, fragmenty codziennego życia, które mogą przydarzyć się dziś, albo jutro, całkowicie pozbawione posmaku przygody, sensacji czy niezwykłości.

I w ten właśnie nurt postanowił wpisać się Stephen King tworząc kryminał i to dziwny - opowieść "po latach", pozbawioną w zasadzie emocji. A przecież nie tego chyba oczekuje się od mistrza w budowaniu napięcia i strachu?

Jak dwóch staruszków gazetę robiło

Colorado Kid powstał w 2005 r., po trzyletnim rozbracie z literaturą, jak King zafundował sobie po wydaniu Buicka 8. Do tego powstał nieprzypadkowo. Otóż wydawnictwu Dorchester Publishing zamarzyło się przywrócenie świetności czasom, kiedy sukcesy świecił kryminał noir i publikacje pulpowe. W tym celu powołano serię książek pisanych na zamówienie pod wspólną nazwą Hard Case Crime, ozdobionych specyficznymi, stylizowanymi okładkami. Wśród twórców zaproszonych do wzięcia udziału w projekcie, znalazł się również Stephen King.

Stworzona przez niego opowieść to w sumie banalna "historyjka niezwykła", przyprawiona szczyptą nieprawdopodobieństwa gawęda o minionych latach. Otóż dwóch staruszków prowadzi miejscową gazetę na wyspie Moose-Lookit, usytuowanej - a jakże - u wybrzeży Maine. Pewnego dna postanawiają "wtajemniczyć" terminującą u nich, młodą adeptkę dziennikarstwa Stephanie McCann w nierozwiązaną dotąd historię sprzed ćwierć wieku. Dla dziewczyny to swoisty ostateczny sprawdzian "przydatności" przed pełnym włączeniem w szeregi redakcji, dla wiekowych i czerstwych redaktorów - sentymentalna wyprawa w przeszłość. I to w zasadzie wszystko.

Pytania bez odpowiedzi

Historia zwłok człowieka, który przebył w niewiadomy sposób dwa tysiące mil i umarł w cokolwiek dziwny sposób na plaży na małej wysepce, nie tylko właściwie nie ma zakończenia, ale po prostu wydaje się wydumana. Zdaje się zresztą, że wcale nie o nią chodziło, że jest ona raczej tłem do czegoś zupełnie innego. Do czego? Trudno powiedzieć. Może miały to być przemyślenia o rzemiośle dziennikarskim? Próba gry z czytelnikiem poprzez nadanie książce formy relacji prasowej? Dydaktyczna pogadanka? A może hołd dla sielskiego, małomiasteczkowego życia na wyspie odciętej od stałego lądu? O innych ewentualnościach wolę nie myśleć.

Pytań bez odpowiedzi jest tu wiele, a najgorsze jest to, że nie brzmią one wcale przekonująco. Tym bardziej, jeśli ktoś oczekuje jakieś szczególnej eskalacji napięcia, nagłego wkroczenia niezwykłych postaci, niespodziewanych faktów czy wreszcie rozwiązania zagadki, srodze się rozczaruje. King stworzył bowiem raczej antykryminał. "Tak książka jest czymś w rodzaju medytacji na nierozwiązaną zagadką" - napisał sam w posłowiu do edycji amerykańskiej, którego nie wiedzieć, czemu "oszczędził" nam wydawca polski.

Na wyspie nonsensu?

Konkretnej treści wystarczyłoby w "Kidzie" raptem na opowiadanie, a została rozdęta do rozmiaru noweletki. Szkoda, gdyż od autora, o takim statusie oczekuje się w sposób naturalny pewnej maestrii, jeśli nie językowej, to chociażby fabularnej. Tutaj natomiast mamy do czynienia z eksperymentem formalnym, który po prostu nie powiódł się. I to nie tylko z powodu rozdętych czytelniczych oczekiwań. King zwyczajnie nie ma pomysłu i nie radzi sobie z materią suspensu. Skromna fabułka jest niedorobiona, a dydaktyczne i "dyskretnie tajemnicze" wstawki u faceta, który zawsze dotąd prędzej czy później wykładał wprost kawę na ławę i to najczęściej waląc z grubej rury - brzmią strasznie niewiarygodnie.

Takie są konsekwencje przyporządkowania do jednego gatunku i ponosi je nawet mistrz, który próbuje swych sił na obszarach dotąd sobie nieznanych. Najlepiej byłoby chyba dla wszystkich gdyby król powrócił z wyspy mrzonek tam, gdzie naprawdę jest królem, a snucie opowieści w stylu Stary człowiek i morze pozostawił nieco bardziej biegłym w tym temacie.

Choć z pewnością będą i tacy - wierzę w to głęboko - którzy po tej lekkiej lekturze w bezsenną noc albo gdzieś na plaży czy w pociągu, powiedzą że to świetna książka. Gdyby tak nie było, prawdopodobnie King by jej nie napisał. Wszak on doskonale wie, co w literackim światku "ma wzięcie" i w tym też jest niewątpliwie królem.

Colorado Kid

Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2005
Tytuł oryginalny: Colorado Kid
Rok wydania oryginału: 2005
Liczba stron: 120
Format: 125x195 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 8374690828
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,90 zł



blog comments powered by Disqus