"Joyland" - recenzja wydania Hard Case Crime


 
Joyland, czyli koniec dzieciństwa
 
W jednym z wywiadów Stephen King wyjawił, że wszystko zaczęło się od pewnej wizji: na pustej plaży siedzi chłopiec na wózku inwalidzkim, w ręku trzymając latawiec. Z czasem do tego melancholijnego obrazka dołączyło tło, odległy pejzaż, a w nim wielki park rozrywki. W ten sposób zarysował się w umyśle autora Joyland, a wraz z nim jego najnowsza powieść pod tym samym tytułem. 
 
Nie przez przypadek pisarz zdecydował się wydać swoją książkę pod skrzydłami wydawnictwa Hard Case Crime, które od lat specjalizuje się w historiach typu "pulp", czyli unikatowych, często przerysowanych opowieściach z gatunku kryminału, thrillerów i fantastyki. To książki w miękkich, "gorszych" okładkach, z charakterystyczną grafiką w stylu noir, zazwyczaj rysowaną ręcznie. Joyland doskonale wpasowuje się w ten tradycyjny klimat, trochę retro jak na dzisiejsze czasy. Wydana jedynie w wersji papierowej, z unikatową okładką projektu Glena Orbika, książka jawi się jako relikt przeszłości. Wspomnienie młodości pisarza. Niewinnych czasów, które przeminęły i już nigdy nie wrócą.
 
Ta nostalgiczna nuta jest kluczowym elementem fabuły Joyland. Pomimo, iż historia ta wydaje się jedynie kryminałem z elementem paranormalnym, to w jej wnętrzu kryje się przypowieść o dorastaniu i utracie złudzeń dzieciństwa. Jest tu morderstwo z przeszłości, jest pełen tajemnic i wyjątkowych postaci park rozrywki, jest ktoś, kto skrywa mroczny sekret. I jest nasz bohater – Devin Jones, dla którego praca w Joyland miała być jedynie letnią, sezonową przygodą. 
 
Wybór miejsca, w którym rozgrywa się opowieść, z pewnością nie był przypadkowy. Stany Zjednoczone słyną z parków rozrywki, których historia zaczyna się na początku dwudziestego wieku, kiedy to na podmiejskich polach i wiejskich placach królowały tak zwane "carnivals", czyli przyjezdne wesołe miasteczka. Były to małe, "przenośne" biznesy, karawany nierozerwalnie złączone więzami rodzinnymi, dyktujące sposób na życie całych generacji. Ich popularność zakończył powojenny boom ekonomiczny, a wraz z nim polepszenie warunków życia klasy średniej. To wtedy przeobraziły się one w pierwsze stacjonarne lunaparki, pozostające wciąż w rodzinnych rękach, które z czasem zastąpione zostały przez skomercjalizowane, franczyzowe parki tematyczne, jakie znamy dziś. Joyland to rodzinny biznes, którego okres świetności już dawno przeminął. Przeżywa już swoje ostatnie momenty i powoli odchodzi w zapomnienie. Istnieje tu nie tylko w wymiarze realnym, ale także symbolicznym, ukazującym zarówno przemiany społeczne, jak i te zachodzące w głównym bohaterze. Następuje tu ostatnia próba zatrzymania przemijającego czasu. Uchwycenia scenki niczym w zamkniętej śniegowej kuli.
 
Historię Joyland poznajemy z perspektywy Devina. Jako starszy mężczyzna wraca on we wspomnieniach do lata, które naznaczyło jego całe życie i zmieniło jego bieg, do czasu sprzed swych dwudziestych pierwszych urodzin. Decyzja o podjęciu pracy w Joyland przychodzi nagle, gdy okazuje się, że związek z jego dotychczasową dziewczyną chyli się ku upadkowi. Pomimo złamanego serca i straconych nadziei Devin decyduje się "sprzedawać radość" dzieciakom i ich rodzicom, nieustannie zmagając się z poczuciem straty. W lunaparku dostaje szansę, by zacząć wszystko od nowa, zyskać ważne doświadczenia i ostatecznie naprawić swoje życie.
 
Zapalnikiem wywołującym burzę opisanych w książce wydarzeń staje się morderstwo sprzed lat, popełnione w jednej z głównych atrakcji Joyland – Domu Strachu. To właśnie tam, podczas jazdy kolejką, zadźgana została młoda dziewczyna imieniem Linda Grey. Nieznany sprawca, jej domniemany chłopak, zniknął bez śladu. Po niej zaś... pozostał duch. Prawdziwa legenda obiektu, którą tylko nieliczni mają szansę zobaczyć. Devin, wraz z nowymi przyjaciółmi, wpada na trop zagadki i całość nabiera tempa. Jak to u Stephena Kinga bywa, wydarzenia przybierają dramatyczny obrót, by zakończyć się wielkim, "filmowym" finałem.
 
Wątek nierozwikłanego morderstwa idealnie spaja najważniejsze treści, jakie chciał przekazać w swojej powieści King. W trakcie tego dziwnego lata Devin musi pogodzić się z utratą swojej pierwszej wielkiej miłości, nauczyć się odpuszczać i pozwolić innym odejść. Kilkakrotnie staje się odpowiedzialny za czyjś los i poznaje smak poświęcenia. Wszystko to staje się wstępem do nowego etapu jego życia, dorosłości. Devin bezwiednie opuszcza niewinną krainę dzieciństwa, "krainę radości" (od angielskiego "joy", czyli radość), przemijający Joyland.
 
Stephen King przyzwyczaił nas już, że jego nazwisko kojarzy się nieodłącznie z poczuciem grozy i niepokoju, naszymi największymi koszmarami. Utożsamiamy go ze strachem i makabrą. Dla wielu czytelników to właśnie on jest horrorem. A my przecież uwielbiamy się bać... Być może właśnie dlatego Joyland jest dziełem tak nietypowym na tle całej twórczości Kinga. Nie jest to horror. Nie jest to thriller. To smutna i nostalgiczna opowieść z dreszczykiem, świetnie napisany kryminał. Unosi czytelnika trochę jak ten latawiec z wizji pisarza – daje nadzieję, by zaraz potem brutalnie ściągnąć nas na ziemię. Joyland to piękna historia zarówno na lato, jak i na każdą inną porę roku. Polecam.

Joyland (Hard Case Crime)

Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Hard Case Crime
Liczba stron: 288
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9781781162644
Wydanie: I


blog comments powered by Disqus