Recenzja książki "Stephen King na wielkim ekranie"

Autor: Bartosz Czartoryski
Korekta: Sonia Miniewicz
19 marca 2010

W bibliotekach i księgarniach, w najdalszym zakamarku labiryntu półek, gdzie stoją woluminy z napisem horror, niepodzielnie rządzi jeden król. Jego imię stało się już dobrem światowej kultury popularnej i jest rozpoznawalne zarówno dla kinomana, miłośnika literatury, jak i mieszkańca bezludnej wyspy. Innymi słowy: Stephen King jest wszędzie. Mało który pisarz może dumnie, obok  kolekcji napisanych przez siebie książek, postawić niemal tak samo pokaźny zbiór pudełek z filmami zrealizowanymi na podstawie jego prozy. Nowa propozycja wydawnictwa Prószyński i spółka pokazuje dobitnie, jak bardzo King przysłużył się nie tylko literaturze grozy, ale i kinu spod znaku straszydeł, mar i upiorów.
 
Mogłoby się więc wydawać, że filmografia stanowi rozwiązanie idealne przy poszukiwaniu klucza, według którego kompilowany jest zbiór opowiadań danego autora. Nic bardziej mylnego – w przypadku człowieka, którego niemal każda książka doczekała się ekranizacji, wybór sprowadza się do zamknięcia oczu i wskazania palcem tytułu z długiej na kilometr listy. Wystarczy otworzyć zbiór na spisie treści, by wiedzieć, że możemy spodziewać się wszystkiego, skoro ze skazanymi na Shawshank w jednej celi siedzą dzieci kukurydzy, a przy maglownicy pracują mali ludzie w żółtych płaszczach. Przekrojowe potraktowanie twórczości Kinga ma swoje plusy, lecz podczas lektury nie opuszcza wrażenie, iż czynnik przypadkowości pełnił przy wyborze tytułów funkcję nadrzędną.

Nie oznacza to tym samym, że „Stephen King na wielkim ekranie” to strata czasu – raczej, potocznie mówiąc, „zapchajdziura” wydawnicza, z którą można spędzić wieczór lub dwa bez ryzyka nudy. Przecież amerykański gwiazdor literackiego horroru rzadko zawodzi, a „Skazani na Shawshank” czy „Mali ludzie w żółtych płaszczach” to przykłady niezwykle satysfakcjonującej lektury. Złośliwy bożek złej literatury jednak czuwa i uśmiech z twarzy gotowy jest zetrzeć koszmarkiem „Dzieci kukurydzy”, którego wersja filmowa , w co trudno uwierzyć, jest jeszcze podlejsza niż pierwowzór. Z kolei „1408” przegrywa ze swoim kinowym odpowiednikiem będąc dość przeciętną, choć stylistycznie trzymającą wysoki poziom, historią o nawiedzeniu. Za to „Maglownica”, utytłana w błocie perełka,  powinna stać się klasykiem literatury klasy B, tego groszowego horroru, za którym King tak przepada.

Opowiadania zgromadzone w „Stephen King na wielkim ekranie” pochodzą z różnych, wcześniej opublikowanych wydawnictw, brak nawet krótkiego, premierowego dzieła niekoronowanego mistrza grozy, chyba że policzyć kilkuzdaniowe komentarze poprzedzające każdą z historii. Nie zachęcą one do kupna zbioru nawet najzagorzalszych miłośników pisarza z Bangor w stanie Maine, wszak znają oni te kawałki na pamięć. Zaś czytelnik niezaznajomiony z prozą Kinga zapewne sięgnie chętniej po cieszące się niesłabnącą estymą „Lśnienie” lub „Miasteczko Salem” niż antologię z recyclingu.

Stephen King na wielkim ekranie

Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki, Maciejka Mazan, Arkadiusz Nakoniecznik, Michał Wroczyński
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2009
Tytuł oryginalny: Stephen King Goes To The Movies
Rok wydania oryginału: 2009
Liczba stron: 480
Format: 140x200 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-7648-096-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 36 zł


blog comments powered by Disqus