Recenzja książki "Stukostrachy"

Autor: Wiktor "Inferre" Dynarski
Korekta: Bartosz Czartoryski
5 grudnia 2009

W zeszłym roku wydawnictwo Prószyński i s-ka uraczyło nas kolejną edycją jednej z książek Stephena Kinga, który wciąż pozostaje w ścisłej czołówce najbardziej płodnych pisarzy horrorów. Pomysł, zdaje się, ciekawy, tym bardziej że prace wspomnianego autora cieszą się, nawet w Polsce, kraju czytelnictwa niemal zerowego, sporą popularnością. Tym razem wybór padł na obszerne, prawie sześćsetstronicowe, „Stukostrachy”

Pierwsze rozdziały książki – zapowiadają prawdziwą, znaną już większości czytelników, kingowską grozę. Główna bohaterka – pisarka dobrze sprzedających się westernów – Roberta Anderson mieszka w cichym, raczej leniwym miasteczku New Haven, gdzieś w stanie Maine. Razem ze swoim wiernym towarzyszem, psem Peterem, prowadzi niewielką farmę, w której zaciszu tworzy kolejne kowbojskie historie – innymi słowy relaksuje się z dala od swojej toksycznej siostry, zatruwającej życie reszcie rodziny Od czasu do czasu jej myśli kierują się też ku staremu przyjacielowi – Jimowi Gardenerowi – poecie i wykładowcy, którego policja określa mniej wzniosłym mianem „alkoholika strzelającego do własnej żony”. 

Nadchodzi jednak dzień  zmian. Podczas leśnego spaceru z Peterem, Bobby potyka się o dziwny, najwyraźniej metalowy przedmiot. Od czasu tego kontaktu zaczyna zachowywać się coraz mniej racjonalne, coś przejmuje nad nią kontrolę i każe odkopać to, co znalazła w lesie. Tam zdaje się przebywać tajemnicza siła, najwyraźniej oczekująca odkrycia. Szał wiedzy niedługo zaczyna ogarniać całe miasteczko, ludzie przekonują się, że potrafią konstruować urządzenia, o których nigdy by nie pomyśleli. Miasteczko zaczyna powoli ewoluować w zjednoczoną, prawdziwie „wspólną” społeczność. A przyświeca im tylko jeden cel: zmieniać. Samo Haven przeistacza się w swoistą enklawę. Nikt nie może go opuścić, ani do niego wkroczyć. Pod groźbą śmierci. A wszystko to przez ogromną, zakopaną w lesie konstrukcję.

„Stukostrachy”, które swój oryginalny, angielski tytuł wzięły z amerykańskiej dziecięcej wyliczanki, konwencją przypominają coś w rodzaju horroru, jednak, niestety, nie są nim. Momenty grozy występują w kilku początkowych rozdziałach, potem zaczyna się robić do tego stopnia nieciekawie, że odłożenie książki bywa naprawdę zrozumiałe. Być może wina leży po stronie nieustannie biegnącego czasu – rzeczy wywołujące przerażenie w połowie lat osiemdziesiątych, dzisiaj nie robią na nas aż takiego wrażenia. Z drugiej strony zawinić mogła też objętość, gdyż trudno utrzymać napięcie przez sześćset stron. Tak obszerny materiał nie jest wolny od męczących powtórek, a one rzeczywiście nie gwarantują, pożądanej w tym przypadku, atmosfery horroru.

Przyzwyczailiśmy się  jednak do tego, że książki Stephena Kinga rekompensują nam epizodyczne dłużyzny znakomitym, wręcz eksplodującym finałem. „Stukostrachy” pod tym względem rozczarowują.

Stukostrachy

Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Łukasz Praski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 11/2004
Tytuł oryginalny: Tommyknockers
Liczba stron: 728
Format: 120x195 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 83-7337-656-9
Wydanie: II
Cena z okładki: 39,00 zł



blog comments powered by Disqus