Recenzja książki "Piter"


Nie trzeba nikogo przekonywać, że "Metro 2033" i jego kontynuacja były bestsellerami. Świetnie napisane książki o niesamowitym klimacie, osadzone w rozbudowanym świecie postapokaliptycznej społeczności – otoczonej murami podziemnego schronu, a jednocześnie zamkniętej w pułapce pełnej mrocznych korytarzy i niesamowitych drapieżników. Trudno się dziwić, że takie powieści nie przeszły bez echa. Autor, Dmitrij Głuchowski, uruchomił projekt "Uniwersum Metro 2033", w ramach którego kolejni autorzy tworzą książki osadzone w podziemnym świecie po wojnie jądrowej. Pierwszą z serii jest właśnie "Piter".

Początek nie zapowiada późniejszych fajerwerków rodem z kina akcji. Poznajemy kilka stacji petersburskiego metra, życie ich mieszkańców, zwyczaje – niemal jak w pozycji stricte etnograficznej. Tym, co czytelnika może uderzyć, jest brak ciężkiej atmosfery wszechobecnego niebezpieczeństwa – w tunelach nie ma potworów i żadna tajemnicza siła nie wpływa na mieszkańców. Nieszczęście, które uderzyło w rodzinną stację głównego bohatera, też jest jak najbardziej przyziemne: kradzież agregatu prądu. Iwan, by go odzyskać, wyrusza na wojnę. Z pomocą innych diggerów sukcesywnie przejmuje kolejne stacje, tropiąc jednocześnie polityczną intrygę, która przewróci całe jego życie do góry nogami.

Jako samodzielna powieść "Piter" sprawdza się znakomicie. Autor, bazując na pierwowzorze, stworzył własny system społeczny, który musi mierzyć się z zupełnie odmiennymi niż w "Metrze 2033" problemami, opartymi na polityce i ekonomii. Mimo początkowej powolności, fabuła wciąga, z czasem rozwijając się coraz szybciej, by ostatecznie pozostawić czytelnika w stanie euforii pomieszanej z delikatnym rozczarowaniem. Rozczarowaniem, bo doszedł już do ostatniej strony...

Główny bohater "Pitera", Iwan, jest pełnokrwistą postacią, samodzielnie decydującą o swoim losie, nawet wtedy, gdy wpada w sam środek wiru zdarzeń. Przy czym jego "bohaterstwo" pozbawione jest patosu i uniesień – Iwan to człowiek, który prze do przodu, ile tylko starczy mu sił i samozaparcia, i robi to w konkretnym celu. Jest inteligentny, mściwy i odważny, bywa załamany lub wzruszony – innymi słowy, to jedna z najbardziej "żywych" postaci literackich, z jakimi można mieć do czynienia.

Sama pozycja, nawet na tle "Metra", jest oryginalna i nie powiela schematów. Dodatkowo autor postanowił nie oszczędzać czytelnika. W swej powieści pozastawiał fabularne pułapki, wciągające odbiorcę jeszcze głębiej w opisywaną historię. Pod sam koniec książki pojawia się wiele pytań, które pozostawiają nas, biednych entuzjastów fantastyki, w zawieszeniu. Trudno powiedzieć, czy Wroczek zrobił to specjalnie, zostawiając sobie furtkę do napisania kolejnej części, czy może nie starczyło mu już miejsca... W każdym wypadku, taki zabieg potęguje tylko przyjemność z czytania.

Jedyne, co może przeszkadzać, to pojedyncze fragmenty, w których autor wyraźnie starał się naśladować Głuchowskiego. Wydają się one przyklejone na siłę – nie do końca pasują do wartkiej narracji, a przedstawione w nich motywy wyraźnie odstają od całości. Jeśli jednak przełkniemy tę pojedynczą gorzką pigułkę, nie pozostanie już nic na przeszkodzie, by cieszyć się lekturą.

"Piter" nie jest tak dobry ani innowacyjny jak "Metro 2033", jednak sam w sobie jest naprawdę świetną powieścią. Rosyjscy recenzenci uważają, że to najlepsza, jak dotąd, książka z serii opartej na uniwersum Metra 2033. Pozostaje czekać na kolejną, zapowiadaną już na kwiecień część – "Do światła" – i mieć nadzieję, że dorówna książce Wroczka.

Metro #4 - Uniwersum Metro 2033: Piter

Autor: Szymun Wroczek
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Wydawnictwo: Insignis
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 11/2011
Liczba stron: 600
Format: 140x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788361428466
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,99 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus