Recenzja książki "Reguła dziewiątek"

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Zunia
29 marca 2011

Pisarzy takich, jak Goodkind można zaliczyć do grona zdolnych rzemieślników. Na polskim gruncie typ ten reprezentuje Andrzej Pilipiuk, do czego zresztą sam się przyznaje. Książki takich autorów charakteryzują się w miarę równym poziomem, przyjemnością odczuwaną w trakcie lektury, wartką akcją i brakiem cech szczególnych. „Reguła dziewiątek” całkowicie spełnia te kryteria – jednak dużo więcej powiedzieć się o niej nie da.

Oto Alex Rahl, młody mężczyzna, ratuje przed piratem drogowym piękną, tajemniczą nieznajomą. Alex jest malarzem i – jak się dowiadujemy – właśnie obchodzi dwudzieste siódme urodziny. Ocalona przez niego kobieta zgadza się odwiedzić galerię jego obrazów – tam, wyraźnie wzruszona, porzuca naszego bohatera. Ta część powieści jest naprawdę zajmująca – mamy tu i atmosferę tajemniczości, i akcję, a nawet zalążek możliwego romansu i niewiadome niebezpieczeństwo. Jednak tak ciekawie zarysowana fabuła dalej nie spełnia pokładanych w niej nadziei.  Okazuje się bowiem, że Alex dostaje w spadku strzeżoną od wieków posiadłość oraz „musi wypełnić proroctwo, by ocalić nieznany świat, w którym magia jest niezbędnym składnikiem życia”. Zostajemy więc brutalnie wtłoczeni w sztampową zagrywkę powieści fantastycznych klasy B. A to dopiero jedna trzecia książki…
 
Bohaterowie – a jest ich w sumie dwójka – wydają się dość nierówni. Tajemnicza nieznajoma, wyszkolona agentka jak się okazuje, bywa bezradna jak dziecko, płaczliwa i całkowicie zagubiona. Alex z kolei, chociaż to artysta-malarz, bez wahania skręca wrogom karki i dźga nożem w witalne punkty; autor wyjaśnia to szkoleniem przeprowadzonym przez dziadka-komandosa. Z kolei wrogowie z innego świata niepokojąco przypominają postaci schwartzcharakterów z kreskówek – są okrutni i groźni, ale nieporadni.
 
Sama fabuła pod koniec powieści zaczyna wyraźnie wskazywać, że na jednym tomie się nie skończy. Goodkind zarysował złożone, rozległe uniwersum, które nie sposób pomieścić na 400 stronach z niewielkim okładem. Zostawił też sobie wyraźną furtkę w postaci otwartego zakończenia – ładnie zamyka akcję powieści, ale ewidentnie wskazuje na o wiele więcej dostępnych możliwości.
 
Całość można ocenić jako bardzo nierówną. Są momenty naprawdę dobrego warsztatu, które czyta się z prawdziwą przyjemnością, inne z kolei są po prostu nudne i przegadane. Wygląda to tak, jakby autor tworzył powieść ratami, między innymi pisarskimi projektami, i na siłę uzupełniał brakujące fabularnie elementy.
 
„Reguła dziewiątek” to nieco kulawa rzemieślnicza robota. Ciekawy początek został zaprzepaszczony przez standardowe, ograne rozwiązanie. Jednak nadal jest to książka nie najgorsza, którą – pominąwszy miejscami przynudzające dialogi – można czytać z całkiem miłym uczuciem niezmarnowania czasu.
 

Reguła Dziewiątek

Autor: Terry Goodkind
Tłumaczenie: Lucyna Targosz
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 5/2010
Tytuł oryginalny: The Law of Nines
Rok wydania oryginału: 2009
ISBN-13: 978-83-7510-429-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 43,90 zł



blog comments powered by Disqus