Kiedy gliniarz jedzie na wakacje - recenzja książki "Niuch"

Autor: Monika "Katriona" Doerre
Korekta: Alicja "cichutko" Laskowska
11 lutego 2013

Swoją przygodę z fantastyką, trwającą po dziś dzień, zaczęłam będąc w liceum. Wtedy to po raz pierwszy, zdrowa na ciele i umyśle, postanowiłam bliżej zaznajomić się z tym gatunkiem. Zaczęłam od rodzimej literatury, dopiero po jakimś czasie sięgając po pozycje zagranicznych pisarzy. Pierwszym autorem, z którego twórczością się zapoznałam, był Terry Pratchett. Pamiętam jak dziś emocje, jakie mną targały, kiedy skończyłam czytać Blask fantastyczny. Już wtedy wiedziałam, że mój "romans" z dorobkiem angielskiego pisarza nie skończy się na jednej książce. Obecnie zaznajomiłam się już z prawie wszystkimi pozycjami, jakie wyszły spod pióra Brytyjczyka. Prawie, gdyż dopiero ostatnio miałam możliwość zabrać się za lekturę Niucha.

Sam Vimes staje przed nie lada wyzwaniem – musi wyjechać z Ankh Morpork. Jego ukochana żona wpadła bowiem na pomysł, by odwiedzić ich wiejską rezydencję. Komendant straży nie pała zbytnim optymizmem, gdyż nie lubi urlopów, a tym bardziej tych, które musi spędzać poza swoim ukochanym miastem. Wyjazd na wieś to, według bohatera, zło ostateczne, kara za grzechy, apokalipsa wcielona. Niestety Sybil jest nieugięta. Kiedy Sam i jego rodzina docierają na miejsce, komendant nie wie jeszcze, że znalazł się w miejscu, w którym popełniono przestępstwo.

Świat stworzony przez Pratchetta jest barwny, nowatorski i wciągający. Mnogość postaci i wątków może przyprawić o lekki zawrót głowy, jednak to właśnie dzięki temu powieści pisarza są takie ciekawe i nietuzinkowe. Niuch jest kolejną częścią należącą do Świata Dysku. Wiele postaci poznaliśmy we wcześniejszych częściach cyklu, pojawiają się jednak zupełnie nowi i niezwykle barwni bohaterowie, jak choćby posterunkowy Feeney. Moim ulubieńcem dalej pozostaje Sam Vimes – twardy, pomysłowy i podejrzliwy glina.

Wysłanie typowego mieszczucha, który wszędzie węszy spisek, na wakacje na wieś było istnym strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu pomysłowi komizm sytuacyjny i słowny, występujący w każdej książce autorstwa Pratchetta, został podkreślony i spotęgowany. Wielokrotnie przyłapywałam się na podśmiechiwaniu pod nosem. W niektórych momentach sarkazm oraz ironia wprost wypływały spomiędzy kartek książki.

Tym, co stanowi siłę napędową powieści pisarza, są nie tylko ironia i sarkazm, ale również różnego rodzaju zabawy konwencjami oraz gry słowne. W każdej książce Pratchetta można odnaleźć odwołania do utartych schematów z życia codziennego czy też innych dzieł literackich. W Niuchu najmocniej uwypuklona została idylliczna wizja wsi. Wprawdzie tutaj nie jest ona przedstawiona tak jak choćby w Pieśni Świętojańskiej – Vimes narzeka na dźwięki natury, a nie rozkoszuje się nimi, jednak właśnie na tym polega zabawa konwencjami.

W Niuchu Pratchett podkreśla temat tolerancji – ciemiężone gobliny uznawane są za szkodniki, których należy się pozbyć. Mimo że są istotami żywymi – czują i myślą – nie mają żadnych praw. Dopiero Sam Vimes dostrzega w nich coś więcej.

Tym, co mnie rozczarowało, było tempo akcji. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że był to zabieg celowy, a wolna akcja miała symbolizować leniwie płynący czas na wsi, jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że zabieg ten był nieprzemyślany. Przez dobrych sto stron nie poczułam tego dreszczyku emocji, jaki towarzyszy zagłębianiu się w dobrze opowiadaną historię. Później, kiedy akcja nabrała tempa, nadal czegoś mi brakowało. Nie potrafiłam wczuć się w sytuację bohaterów, książka nie wciągnęła mnie tak, jak to zwykle bywa. Pomysł był bardzo dobry, jednak niektóre rozwiązania okazywały się za bardzo wymuszone i irracjonalne.

Oprawa edytorska oraz tłumaczenie są na najwyższym poziomie. Poza kilkoma drobnymi błędami (powtórzenia) nie natrafiłam na rażące zaniedbania korektorskie. Natomiast jeśli chodzi o tłumaczenie – Piotr W. Cholewa jest marką samą w sobie. Każdy przekład, jakiego się podejmie, zamienia się w złoto. Nie inaczej okazało się i w tym przypadku.

Na uznanie zasługuje również pasująca do reszty kolekcji Świata Dysku okładka. Widać na niej Sama Vimesa sterującego statkiem. Wokół niego znajdują się uciekające kury (każda z nich potrafi złożyć kwadratowe jajko, o czym czytelnik może się dowiedzieć z książki). Zapewne łajba, na które znajduje się bohater, to "Piękna Pipka".

Reasumując, Niuch jest pozycją obowiązkową dla każdego miłośnika twórczości Pratchetta. Jeżeli ktoś nigdy nie miał do czynienia z książkami tego autora, powinien zacząć od początku, a przynajmniej od pierwszej powieści poświęconej Straży. Wprawdzie pozycja ta nie jest najlepszą w dorobku pisarza, jednak grzechem byłoby ją pominąć.

Świat Dysku #39 - Niuch

Autor: Terry Pratchett
Okładka: Paul Kidby
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2012
Tytuł oryginalny: Discworld: Snuff
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 360
Format: 140x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788378391050
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus