Recenzja książki "Świat Dysku: Ostatni kontynent"

Autor: Anwyn
26 lipca 2006

 I tak oto została wydana kolejna z książek Pratchetta, której fabuła toczy się w Świecie Dysku. Jak w wielu wcześniejszych dyskowych opowieściach, głównym jej bohaterem jest mag Rincewind. Tym razem przeżywa on swoje przygody na pustym i jałowym tytułowym ostatnim kontynencie – ziemi, na której nigdy nie spadł deszcz. Do czasu, aż pojawił się tam pechowy mag z Ankh-Morpork.

 Równolegle do przygód Rincewinda Pratchett opisuje nam niezwykłe przeżycia, jakie są udziałem grona pedagogicznego Niewidocznego Uniwersytetu i pani Whitlow. Szacowne to grono, w towarzystwie równie szacownej gospodyni, przez przypadek przeniosło się na rajską wyspę, której przyroda starała się spełniać każde ich życzenie. Takie dzikie rozpasanie natury bardzo drażniło jej Stwórcę, który dopiero od magów i pani Whitlow dowiedział się o łatwiejszych sposobach rozmnażania fauny i flory, niż ciągłe konstruowanie ich przedstawicieli od nowa. Wycieczka okazała się jednak bardziej kłopotliwa niż magowie uważali na początku, gdyż niezwykłe uniwesyteckie okno przeniosło ich zarówno w przestrzeni, co jest w pełni zrozumiałe, jak i czasie - o tysiące lat wstecz. To niewątpliwie utrudniło ich powrót do domu. Jednakże tak wybitne umysły, jak ich, były w stanie poradzić sobie ze wszystkim. A przynajmniej tak sadzili.

 Czym jest sam ostatni kontynent zwany inaczej Czeteriksy? To widziany oczyma Pratchetta, a raczej Rincweinda, dyskowy odpowiednik Australii. To dziwne miejsce pełne pyłu, gadających kangurów, dziwnych ludzi i krasnoludów. Autor nie zapomniał także o tamtejszym piwie, owcach i transwestytach. Z tym wszystkim przyszło zetknąć się Rincewindowi bezczelnie manipulowanemu przez kangura. I ponownie Rincewind wbrew sobie zostaje bohaterem.

 Ostatni kontynent zaczyna się raczej mało ciekawie. Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron miałam wielką ochotę odłożyć go na półkę i nie marnować czasu. Znudził mnie. Wzięłam się jednak w garść i przeczytałam go do końca. I nie żałuję tej decyzji. Od połowy książka robi się zabawna i wciągająca tak, że nawet dowcipy Pratchetta przestają wydawać się wymuszone.

 Podsumowując mogę stwierdzić, że nie jest to najlepsza z książek o Świecie Dysku. Sądzę, że Ostatni kontynent uznanie może zdobyć jedynie w oczach zagorzałych fanów tego cyklu. Niemniej opis dyskowej Australii serwowany przez autora jest warty poznania.

Świat Dysku #22 - Ostatni kontynent

Autor: Terry Pratchett
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 2/2006
Tytuł oryginalny: Discworld: The Last Continent
Rok wydania oryginału: 1998
Liczba stron: 304
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7648-303-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,91 zł


blog comments powered by Disqus