Recenzja książki "Piąty elefant"

Autor: RAJ
11 października 2006

Krasnoludy będą miały nowego dolnego króla! Król ten będzie najwyższym sędzią rasy krasnoludzkiej. Będzie tym, który ustala prawa i wskazuje kierunek, w którym mają maszerować wszystkie krasnoludy. I albo będzie to droga w świetlaną przyszłość połączoną z postępem na miarę  Wieku Nietoperza (czytaj: będzie korzystna dla Ankh-Morpork), albo też będzie to droga do ultrakonserwatyzmu i zacofania (czytaj: będzie niekorzystna dla Ankh-Morpork). Oczywiście jest więc, że na tak ważnej koronacji nie może zabraknąć najlepszego dyplomaty jakim dysponuje Patrycjusz – czyli diuka Ankh...
Czy coś się Wam nie zgadza? I bardzo słusznie, ponieważ diuk Ankh jest szerzej znany jako komendant Straży Miejskiej Sam Viemes. Człowiek zasadniczo prostolinijny, który o dyplomacji i dyplomatach ma zdanie jak najgorsze. A ponieważ w delegacji jest też troll Detrytus oraz
!krasnoludka! Cudo Tyłeczek to jest rzeczą pewną, że nie obejdzie się bez skandalu...
Czyżby to było jakieś nieporozumienie?
Coż... Patrycjusz już nie raz udowodnił, że wie co robi...

W Piątym elefancie spotkamy naszych ulubionych bohaterów ze Straży Miejskiej działających w bardzo nietypowych dla siebie okolicznościach. Każdy z nich staje przed wyzwaniem, które w zasadzie przekracza jego możliwości. Dodatkowo odwiedzimy wraz z nimi Uberwald i poznamy jakże interesujących tambylców – z  rodziną Angui na czele.
Poznamy też zupełnie nowe wilkołaki, wampiry i tradycyjne krasnoludy a intryga kryminalna powszechnie obecna w tomach o Straży przeplata się z nie mniej zagmatwaną intryga polityczną.
W wrzucenie Vimesa i jego towarzyszy w środek politycznej intrygii to jak wrzucenie g... hmmm... efektu przemiany materii organizmów żywych w wiatrak.
Jednym słowem – świetna zabawa dla czytelnika!
Jak zwykle znajdziemy sporo odwołań do naszego świata, czasem nie bardzo oczywistych ale za to celnych (tłuszcz najcenniejszym bogactwem!) a czasem oczywistych ale niezbyt zrozumiałych i sensownych (fotoradar w wersji fantasy – bez specjalnego sensu i powiązania z akcją)...

W tym momencie dochodzimy do pewnych ALE... Niestety niektóre fragmenty wydają się być wzięte z zupełnie innej bajki lub dorzucone z braku pomysłu. Marchewa działa jakoś tak zupełnie niemarchewowo... W zasadzie nie bardzo wiem czemu on właściwie występuje w tej książce, bo jest tutaj zupełnie poboczną, nieistotną postacią choć przebywa w miejscu gdzie dzieje się główna intryga. Wygląda to trochę tak jakby autorowi zabrakło pomysłów...

Przyznam się szczerze, że choć bardzo lubię tomy opowiadające o Straży Miejskiej i do wielu z nich często wracam, to po przeczytaniu Piątego elefanta mam lekko mieszane uczucia. Moim zdaniem jest to bardzo nierówna książka. Pomysły i skojarzenia z najlepszej Pratchettowskiej szkoły przeplatają się z wątkami pozbawionymi sensownego uzasadnienia. Powszechne u Pratchetta nabijanie się z absurdów naszej rzeczywistości oraz wartka akcja, gdzieniegdzie zanikają zastąpione przez nie wiadomo co...

Ale! ale!  Nie zrozumcie mnie źle! Ta książka jest przeciętna jak na Świat Dysku. Bo jeśliby spojrzeć na przeciętne książki fantastyczne innych autorów, to błyszczy ona wśród nich jak klasyczna prattchetowska perła. Autor bynajmniej nie stracił swojej lekkości pióra i (jak zwykle przy Świecie Dysku) „połknąłem” ten tom w tempie ekspresowym (czytałem nawet podczas obiadu!). 
Tak więc spokojnie mogę powiedzieć, że Piąty elefant jest dobrą książką i bynajmniej nie żałuję wydanych na nią pieniędzy.

Świat Dysku #24 - Piąty Elefant

Autor: Terry Pratchett
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 9/2006
Tytuł oryginalny: Discworld: The Fifth Elephant
Rok wydania oryginału: 1999
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7648-141-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus