Terry Pratchett "Smoki na zamku Ukruszon" - recenzja książki


Tylko dla maluchów

Terry Pratchett to pisarz zasłużony dla literatury. By zyskać takie miano, należy spełniać dwa kryteria. Pierwsze ma charakter jakościowy i jest tu bezdyskusyjne: cykl Świat Dysku jest wybitny (choć składający się z mocniejszych i słabszych części, wiadomo), stworzone przez autora uniwersum i bardzo charakterystyczny typ narracji przyciągnęły olbrzymie grono fanów. Także współpraca ze Stephenem Baxterem (trylogia Długa Ziemia) i Neilem Gaimanem (Dobry omen) wydała doskonałe owoce. Zdanie Pratchetta liczy się w środowisku pisarzy i fanów literatury fantastycznej, ale sam twórca coraz częściej odnotowywany jest też przez krytyków i czytelników spoza tej niszy. Drugie kryterium ma charakter ilościowy i dotyczy stażu "w branży". Tu również autor Muzyki duszy spełnia kwalifikacje – zarówno pod względem obszernego dorobku artystycznego, jak i zaawansowanego już wieku.

I, niestety, posunięcie w latach nie jest dla Pratchetta łaskawe. Pisarz cierpi na chorobę, która stopniowo uniemożliwia mu dalsze tworzenie. Przez to wycofuje się z życia publicznego i... przygotowuje coś na kształt rewizji swojej twórczości. Nie tak dawno temu mogliśmy zaopatrzyć się w Mgnienie ekranu – zbiór opowiadań z wczesnych (czasem bardzo wczesnych) lat twórczości ojca Dysku. Teraz Smoki na zamku Ukruszon zabierają nas w szóstą i siódmą dekadę minionego wieku, kiedy dużo młodszy Pratchett, pracujący jako dziennikarz relacjonujący lokalne wydarzenia w jednym z hrabstw Londynu, zdobywa pierwsze literackie szlify, a jednocześnie publikuje opowiadania dla dzieci. Smoki... to czternaście takich opowiadań, w większości  identycznych z tymi, które ukazały się w dodatku do lokalnej prasy.

Opowiadania są różnorodne pod względem treści i realiów, w których zostały osadzone. Z jednej strony mamy tu baśnie o tematyce zwierzęcej, z ożywionym żółwiem na czele, z drugiej: klasykę gatunku, czyli smoki i rycerzy. Mamy też pomysłowego jaskiniowca i szukającego pracy świętego Mikołaja. Na dodatek jeszcze dwa opowiadania o Ludzie Dywanu, które stanowią zalążek pierwszej powieści Pratchetta – Dywan. To duży rozrzut, który strony uniemożliwia łączenie tekstów w jedno spójne uniwersum, jednak przeciwdziała nudzie, co w literaturze dla dzieci jest szczególnie ważne.

Bo Smoki na zamku Ukruszon to typowa literatura dziecięca, wbrew deklaracjom wydawcy, jakoby książka ta była "prawdziwą gratką dla starszych miłośników twórczości Pratchetta". Nie jest nią, ponieważ dojrzałego Pratchetta stosunkowo w niej niewiele. Kilka (dodanych w procesie autorskiej redakcji) przypisów to za mało, by przywołać klimat wypracowany parę lat po napisaniu tych utworów. Zresztą adresat tekstu jest wyraźnie widoczny. To opowiadania o charakterze dydaktycznym, wiele uczące, ale też nieco naiwne w swoim wyidealizowanym obrazie świata, mocno upraszczające społeczne zależności, operujące jednowymiarowymi postaciami – i tak dalej. Nie ma w tym nic złego, jeśli pamiętamy o konwencji baśni oraz o dziecięcym odbiorcy, ale nie jest to jednocześnie literatura, która może zainteresować starszego czytelnika. Chyba, że ten starszy czytelnik ma małe dzieci, którym chce poczytać dobrą literaturę przeznaczoną dla nich. Wtedy Smoki... nadają się dla niego idealnie.

Smoki na zamku Ukruszon

Autor: Terry Pratchett
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 11/2014
Tytuł oryginalny: Dragons at Crumbling Castle
Liczba stron: 352
Format: 135x215 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788378186373
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł


blog comments powered by Disqus