"Spryciarz z Londynu" - recenzja książki

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Szczepan Matyjasek
29 kwietnia 2014

 
To nie jest kolejna powieść dla fanów Świata Dysku
 
Kariera pisarska Terry'ego Pratchetta nabrała szybkiego tempa już wiele lat temu. Autor fenomenalnej serii Świat Dysku podbił serca rzeszy czytelników, lecz prawdziwa wielkość artysty sprawiła, że nie pozwolił na wygodne i lukratywne zamknięcie się w wykreowanym przez siebie świecie. Owszem, kontynuuje cykl kreśląc kolejne jego części, eksperymentując nawet w jego obrębie, lecz jednocześnie podejmuje literackie projekty wykraczające poza jego ramy. Stąd nowa trylogia w klimatach science-fiction pisana wespół ze Stephenem Baxterem, którą otwarła Długa ziemia, stąd także Spryciarz z Londynu, powieść nietuzinkowa w dorobku autora Koloru magii, ze względu na mocno realistyczną poetykę oraz historyczne tło. Z powodu owej nietuzinkowości, Spryciarz stanowi pewne wyzwanie dla czytelników Świata Dysku, przyzwyczajonych do nieco innych rozwiązań, a także dla krytyków, którzy z tych samych powodów powinni wziąć powieść w obronę przed rzeczonymi czytelnikami.
 
Odmienność Spryciarza sprawiła bowiem, że recepcja tej książki wypadła nienajlepiej. Ktokolwiek spodziewa się dyskowego klimatu w realistycznej powieści, musi się zawieść. Nie jest to wszakże winą autora, a tylko nieprzystających oczekiwań czytelnika. Opisanie XIX-wiecznego Londynu w sposób znany z cyklu fantasy jest nieziszczalne w samych swych założeniach. Nie znaczy to, że Spryciarza trzeba z góry przekreślić, należy do niego podejść inaczej, zgodzić się na inną poetykę, przyjąć perspektywę dzieła, zaufać Pratchettowi.
 
Spryciarz z Londynu opowiada historię Dodgera, mieszkającego w Londynie za czasów królowej Wiktorii. A w zasadzie mieszkającego pod Londynem. Należy on bowiem do przedstawicieli biedoty, utrzymującej się przy życiu dzięki temu, co znajdą w kanałach wielkiego miasta lub ukradną na jego powierzchni. Zrządzeniem losu Dodger staje się świadkiem ataku na tajemniczą kobietę, w obronie której skutecznie staje. Dyktowana moralnymi pobudkami interwencja uwikła go niespodziewanie w intrygi o zasięgu globalnym. A przynajmniej ogólnoeuropejskim, co w tamtych czasach było w zasadzie synonimiczne.
 
Dodger staje się bohaterem, rycerzem w lśniącej zbroi... czy raczej potarganej marynarce, dzierżącym brzytwę w miejsce kopii, kierującym się kodeksem ulicy, w którym honor rozumiany jest dość specyficznie. Zdobywa serce niewiastym ale i zaprzysięgłych wrogów, dużo od niego potężniejszych, przynajmniej na płaszczyźnie materialnej. Spryt, osobisty urok, życiowa zaradność i inteligencja będą musiały wystarczyć mu za oręż (obok wspomnianej brzytwy, rzecz jasna) dzięki któremu zmierzy się z ważnymi tamtego świata. I oczywiście wygra. To nie ulega wątpliwości już od samego początku, nie jest więc wielkim zaskoczeniem. Bo Spryciarz z Londynu operuje wieloma kliszami. Trzeba przy tym pamiętać, że to zamknięta powieść, licząca mniej więcej 400 stron. Te ramy sprawiły, że autor musiał podjąć decyzję, na co położy większy nacisk, czemu poświęci więcej miejsca i uwagi. Zdecydował się na prostą fabułę i szablonowe postaci, dzięki czemu mógł rozwinąć charakter głównego bohatera oraz pogłębić rys socjologiczny dziewiętnastowiecznego miasta.
 
Można więc postawić Spryciarzowi szereg zarzutów: że historia jest słaba (bo jest); że postaci jednowymiarowe, niewyraźne, często historyczne, ale przy tym mało "ludzkie" (bo takie są); że motywacje – zarówno fabularne, jak i personalne – naciągane, mało wiarygodne (bo często takie są). Być może jednak nie o to chodziło. Łatwo wykreować świetne, genialne postaci, takie jak Śmierć czy Babcia Weatherwax ze Świata Dysku, mając do dyspozycji tysiące stron całego cyklu. Łatwo uwiarygodnić historię, która ciągnie się jak Długa ziemia (3 tomy). Nie da się jednak zamknąć wszystkiego w jednej, krótkiej opowieści.
 
Wszystkie wspomniane wyżej braki znajdują wszakże swoją przeciwwagę. Pratchett doskonale kreśli miejsce akcji. Nie tylko pod względem architektury i topografii, ale przede wszystkim socjologii. Ukazuje społeczne rozwarstwienie, problem przeludnienia miasta i zubożenia mieszkańców. Wskazuje na nieprzekładalność oficjalnej, surowej moralności na faktyczne postawy ludzkie. Wreszcie dotyka spraw natury higienicznej, które w XIX-wieku były uciążliwe. Londyn z kart Spryciarza można nie tylko zobaczyć oczyma wyobraźni, ale też poczuć czytelniczym nosem. I nie są to miłe zapachy...
 
Pomimo tego, że Spryciarz z Londynu odnosi się w swej poetyce do tradycji powieści realistycznej – a co za tym idzie jest mniej zabawny, mniej aforystyczny, mniej autoreferencyjny od narracji Świata Dysku – to w kontekście dorobku literackiego Pratchetta jest dziełem mocno eksperymentalnym. Oczywiście oceniać ten eksperyment można różnorako, warto jednak rozumieć go właśnie jako eksperyment i przyjąć jego założenia, a nie traktować go jako "trochę inny Świat Dysku".

Spryciarz z Londynu

Autor: Terry Pratchett
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 4/2013
Tytuł oryginalny: Dodger
Rok wydania oryginału: 2012
Liczba stron: 416
Format: 140x200 mm
Oprawa: twarda w obwolucie
ISBN-13: 978-83-7510-980-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł


blog comments powered by Disqus