Recenzja książki "Świat finansjery"

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Magda Pudło
17 maja 2010

Co się dzieje, gdy największy oszust świata zyskuje stałą posadę, ciepłe gniazdko i poczucie bezpieczeństwa? Moist von Lipwig, znany nam doskonale z „Piekła pocztowego”, właśnie utknął na wygodnej posadce naczelnika poczty Ankh-Morpork. Po niebezpiecznym – i jakże pasjonującym! – okresie renowacji budynku, wprowadzania reform, odbudowywania świetności leciwej instytucji i walk o czołowe miejsce na rynku usług pocztowych, Moista dopadła nuda. Codzienne obowiązki naczelnika obejmują podpisywanie setek dokumentów, przeglądanie projektów znaczków, rozmowy z podwładnymi i znowu podpisywanie. Trudno się dziwić, że szuka adrenaliny nawet w Klubie Ekstremalnego Kichania! Na szczęście lord Vetinari zawsze wie, jak zadowolić swoich najwartościowszych poddanych...

Przed Moistem nowe zadanie: przywrócenie dawnej świetności ankhmorporkiańskiemu bankowi. Pełni w nim obowiązki prezesa w imieniu... małego pieska, zaś obsługa banku niezbyt go lubi. Kuzyni zmarłej pani prezes również. W jaki sposób nasz oszust wybrnie z matni rodzinnych tarć, inflacji, kradzieży złota, armii golemów i groźby rozpoznania, kim naprawdę jest?

Pratchett, jak zwykle, świetnie operuje słowem. Dzięki tłumaczeniu Piotra Cholewy możemy na nowo zagłębić się w Świecie Dysku i zachwycać legendarnym już językowym mistrzostwem brytyjskiego autora. Soczyste dialogi, barwne opisy Ankh-Morpork – to to, co fani Pratchetta lubią najbardziej.

Jeśli popatrzymy na tę część „Świata Dysku” jako na oddzielną powieść, zobaczymy porządną, ciekawą książkę fantasy. Interesujący bohaterowie wprowadzą nas w wir miasta, w którym tłum zdaje się być żywą istotą, ekonomia stoi na głowie, a bogowie osobiście pilnują, aby ateiści zostali ukarani szybko i skutecznie, a najlepiej również publicznie. Tak, to kwintesencja „pratchettowości” – absurd wyniesiony do rangi sztuki, ujęty w ramy zasad tak logicznych, że nie można z nimi dyskutować. Tutaj się nie rozczarujemy!

Nie ma jednak róży bez kolców. Jako samodzielna pozycja „Świat finansjery” spokojnie może zostać uznany za niezłą książkę osadzoną w fantastycznym świecie i napisaną przez dobrego, sprawnego autora. Jednak jeśli rozważyć ją jako element cyklu – bodaj najdłuższego w historii fantastyki – sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Znany z jednej z poprzednich części Moist, oszust i cwaniak, wychodzący cało z każdej opresji, traci tutaj wiele uroku: zagubiony, ledwie daje sobie radę w nowej sytuacji. Vetinari wyjątkowo też zdaje się nie do końca wiedzieć, czego chce. Akcja wydaje się być na siłę popychana do przodu przez upartego, wytrwałego (jak golem) autora, dążącego do założonego zakończenia bez przebierania w środkach. Miejscami powieść jest wręcz – o zgrozo! – nudna. Fani twórczości brytyjskiego pisarza zawiodą się, niestety. „Świat finansjery” w rankingu utworów osadzonych w Świecie Dysku plasuje się dość nisko – gdzieś pomiędzy „Piramidami” a „Równoumagicznieniem” – częściami, o których nikt nie pamięta, dopóki mu się o nich nie przypomni.

Jeśli na półce potencjalnego czytelnika stoi szereg „pratchettów”, to tej części nie może tam zabraknąć – w końcu co kolekcja, to kolekcja. Pozostali, ci, którzy ze Światem Dysku nie mieli większej styczności albo czytają opowieści z jego kręgu raczej rekreacyjnie i bez zbytniego oddania, powinni zrezygnować. Jest dużo lepszych tomików niż „Świat finansjery”.

Świat Dysku #36 - Świat finansjery

Autor: Terry Pratchett
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 8/2009
Tytuł oryginalny: Discworld: Making Money
Rok wydania oryginału: 2007
Format: 142 x 202 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7648-201-9
Cena z okładki: 29,90 zł



blog comments powered by Disqus