Wizje użytecznego idioty

Autor: Tadeusz A. Olszański
12 listopada 2006

Sakriversum, "najlepszą niemiecką powieść fantastyczną wszech czasów" (aż tak źle jest z niemiecką fantastyką?) czyta się gładko. Jest napisana i przełożona fachowo, aczkolwiek bez fajerwerków. Ot, czytadło. Ale tylko z pozoru. Dziś możemy czytać ją dla rozrywki, lekceważąc przesłanie, czy raczej - łopatologicznie wyłożoną tezę. Inaczej było w 1983 r., gdy powieść Mielkego ukazała się po raz pierwszy. Wtedy jej "antywojenne" przesłanie było oczywiste. I sądzę, że to właśnie jemu (a także przepajającemu ją nihilizmowi), a nie zgrabnej powiastce o Sromotnych i Bękartach, zawdzięcza ona swą wielką popularność.

Przypomnijmy: jednym z głównych elementów ostatniej fazy tzw. zimnej wojny było rozmieszczanie w Europie Środkowej rakiet średniego zasięgu z głowicami jądrowymi, sowieckich SS-20 i - w odpowiedzi - amerykańskich Pershing i Cruise, a także próba wprowadzenia do Europy amerykańskich głowic neutronowych, rażących siłę żywą przeciwnika, ale nie powodującą wielkich zniszczeń materialnych (znakomity środek powstrzymania wojsk pancernych w silnie zurbanizowanym terenie). Zachodnioeuropejscy "obrońcy pokoju" podnieśli wówczas (właśnie na początku lat osiemdziesiątych) wielki krzyk, oskarżając Zachód o dążenie do wojny, a w Niemczech organizowano masowe demonstracje pod hasłem "lepiej być czerwonym niż martwym". Cały ten ruch, głoszący, że bomby małej mocy i o ograniczonym działaniu są groźniejsze od bomb wielkiej mocy, wypalających wszystko w promieniu wielu kilometrów i pozostawiających trwałe, poważne skażenie (wybuch neutronowy praktycznie go nie powoduje), był, co do czego nie ma dziś najmniejszych wątpliwości, inspirowany i finansowany przez Moskwę i Berlin Wschodni. Jego szeregowym uczestnikom słusznie należy się tytuł "użytecznych idiotów", tj. ludzi, którzy ze szlachetnych pobudek, nieświadomie realizowali polityczne cele Moskwy, groźne dla nich samych.

Do takich właśnie "użytecznych idiotów" należał Mielke, który jednym z głównych motywów Sakriversum uczynił zagładę ludzkości i większości świata zwierzęcego w wyniku zmasowanego i irracjonalnego użycia broni neutronowej. O politycznym tle konfliktu nie ma najmniejszej wzmianki; pod koniec powieści pada sugestia, że broni użyto po to, by przekonać się, co się stanie, więc z bezmyślnej ciekawości. W pewnym momencie musiało zapewne dotrzeć do autora, jak absurdalny to pomysł, wprowadził więc bomby (jądrowe?) emitujące "fale wibracyjne (...) superdługie drgania fal dźwiękowych", które "siedmiokrotnie obiegły ziemię dookoła. Zaburzyły pole magnetyczne, zmieniły warstwę ozonową i wykasowały pamięć świadomości u wszystkich istot żywych" ["drgania fal", "pamięć świadomości"?! - może tłumacz coś tu pokręcił?]. Fizyka Star Treku wysiada... Ale skoro tak, to dlaczego cała ziemia nie nadaje się do zamieszkania? Przecież skażone mogą być tylko tereny (niezbyt licznych) wybuchów. I jakim cudem "neutronowy błysk" powoduje mumifikację ciał?

Aha, i jeszcze to: jakim cudem po wybuchu neutronowym działają skomplikowane urządzenie elektroniczne?! O impulsie elektromagnetycznym autor nie słyszał?! Ano, pewnie nie słyszał...

*

Przed laty czytałem w "Fantastyce" skrót tej powieści, jeśli dobrze pamiętam, zawierający samą historię Sakriversum - enklawy, ukrytej na poddaszu katedry (której pokrycia dachowego najwidoczniej nie remontowano przez siedemset lat...), trochę opowiastki, trochę - przypowiastki. I to się czytało dobrze. Wszystkie nieprawdopodobieństwa i niespójności, w konwencji bajki były do strawienia. Nawet "alchemiczny nihilizm", zgodnie z którym cywilizacja jako całość jest nienaprawialnym złem.

Jednak w całości książki ta bajka ma poboczne znaczenie. Jej istotną treścią jest opowieść o zagładzie Europy - tej ostatecznej, którą wyprorokował autor na 8 marca 2018 r., i tej wcześniejszej, gdy pogrążyła się ona w eko-totalitarnej dyktaturze, wymuszonej przez wyczerpanie się złóż ropy naftowej. Ta antyutopia oparta jest po części na doświadczeniach autora, który do 1955 r. mieszkał w Niemczech wschodnich, po części na lekturze Orwella oraz opisów funkcjonowania III Rzeszy, gdzie w czasie wojny zaprowadzono drastyczne przepisy oszczędnościowe. I zupełnie nie przekonuje.

Cóż bowiem mamy: Niemcy (zapewne wraz z dużą częścią świata) poddane totalnej inwigilacji elektronicznej ze zautomatyzowanym systemem oceny "wartości jednostki ludzkiej", zwanym Prewencyjną Opieką włącznie. Wszystko po to, by chronić energię - jakby podtrzymywanie takiego systemu nie pochłaniało jej więcej, niż zakazane indywidualne kucharzenie (oszczędniejsze od zbiorowego żywienia). Ale to, co w Paradyzji, świecie małym i niemal hermetycznie zamkniętym, broni się znakomicie, tu - w rzeczywistym, otwartym świecie - jest nie do obrony. Kto miał dość oleju w głowie, dostrzegał niemożność takiego "domknięcia" kontroli społecznej także ćwierć wieku temu. Jak Zajdel, który pisał właśnie o lukach, potknięciach, możliwościach kantowania systemu...

Nihilista Mielke wierzy w moc Maszyny i gotowość ludzi do nieograniczonego posłuszeństwa (jego rodacy mieli do niego więcej skłonności niż nasi). Wierzy w Maszynę do tego stopnia, że każe bardzo skomplikowanym systemom komputerowym pracować bez błędów i zakłóceń przez ponad miesiąc od wymarcia ich operatorów i konserwatorów. Najwidoczniej nie było to oprogramowanie Microsoftu...

Dla fantastyki krótkiego zasięgu dwadzieścia lat to niemal wieczność. Nie mamy jeszcze co prawda roku 2018, ale z "naukowo-technicznych" wizji autora możemy sięjuż tylko śmiać. I nie jest to tylko konsekwencja upływu czasu. To także wina autora, jego niewielkiej przenikliwości, małej wiedzy, niechlujstwa intelektualnego. Powstała w tym samym czasie wizja, zawarta w Limes inferior, nie budzi dziś śmiechu, lecz podziw. Zajdel trafnie dostrzegł niektóre trendy, zidentyfikował realne zagrożenia.

Uśmiech politowania budzi też tandetna ezoteryka, próbująca połączyć teorie alchemików z odrzuceniem Boga (choć nie - anonimowego Sacrum), bajki o templariuszach i paranaukową magię, pozwalającą stworzyć w XIII w. pojazd latający, zdolny okrążyć ziemię, a panteizm z przekonaniem o troistej naturze świata, opierającej się na układzie trzech kwarków (rozwój fizyki zadrwił z Mielkego - dziś znamy sześć kwarków). Cywilizacja jest złem, religia jest złem, poznanie jest złem. Dobro może płynąć wyłącznie z kontemplacji ezoterycznej Tajemnicy i stosowania jej wskazań w życiu. Nie tajemnicy Universum/Sakriversum, ale "Wielkiej Księgi i testamentu dawnego Budowniczego Katedry". Dziękuję, nie skorzystam.

Recenzja pochodzi z fanzinu "Miesięcznik ŚKF" #178 (7/2005).

Sakriversum

Autor: Thomas R.P. Mielke
Wydawnictwo: Solaris
Miejsce wydania: Olsztyn
Wydanie polskie: 2004
Tytuł oryginalny: Das Sakriversum
Rok wydania oryginału: 1984
Liczba stron: 436
Format: 125x195
Oprawa: miękka
ISBN: 8388431927
Wydanie: I
Cena z okładki: 37,90 zł
Materiały powiązane:




blog comments powered by Disqus