Recenzja "Star Wars: Dziedzictwo mocy IX - Niezwyciężony"

Autor: Smok
Korekta: Hagath
9 lutego 2013

Niezwyciężonego, ostatnią część dziewięciotomowej serii Dziedzictwo Mocy, można porównać do Zemsty Sithów. Głównym podobieństwem pomiędzy obydwoma dziełami jest silne przeświadczenie o tym, że sporo rzeczy można było zrobić staranniej i z większą finezją, a nie jak to ostatecznie topornie uczyniono.

Druga galaktyczna wojna domowa trwa w najlepsze. Żniwo śmierci jest przerażające. Jacen Solo, dla rodziny i dawnych kompanów Darth Caedus, ewentualnie Sam-Wiesz-Kto, dumnie kroczy ścieżką Ciemnej Strony, a jego dobre chęci znacząco wpłynęły na wybrukowanie kilku piekielnych kręgów. Młody Solo niejako przy okazji stworzył też wizję Sitha, który powinien służyć Galaktyce, a nie nią władać. Tym samym zagroził Jedi, którzy do tej pory mieli monopol na usługiwanie mieszkańcom Republiki. Wyrok Zakonu nie mógł być inny niż śmierć. Oficjalnie za rany, które Caedus zadał Galaktyce, ale kto tam tych Jedi wie…

Przy wybieraniu kata obyło się bez niespodzianek. Owa niewdzięczna rola przypadła Jainie Solo, Mieczowi Jedi, a prywatnie siostrze skazańca. Co ciekawe, Jaina pozostała jedyną osobą, która wierzy, że jej brata da się uratować i że gdzieś tam w głębi duszy Mrocznego Lorda tkwi jeszcze ziarenko dobra. Tym sposobem czytelnik dostaje w bonusie coś na kształt gwiezdnowojennej parodii Hamleta. Zabić go, czy może próbować ocalić, oto jest pytanie! Ciekawym zabiegiem podkreślającym zarówno przeobrażenie, jakie przeszedł Caedus, jak i wątpliwości jego siostry, jest rozpoczynanie każdego rozdziału od cytatu ukazującego Jacena przed przemianą w lorda Sithów.

Jedną z nielicznych zalet Niezwyciężonego jest  kreacja Luke’a Skywalkera. Zazwyczaj najciekawiej przedstawione są czarne charaktery, natomiast w książce Denninga palmę pierwszeństwa dzierży Luke. Wielki Mistrz Jedi, chociaż bardziej pasowałby tytuł Jego Wielka Manipulatorskość, zachowuje się niczym lalkarz z wieloletnim doświadczeniem. Manipuluje, wykorzystuje, prawdę zakrywa i ciągle knuje, a na każdą nowinę ma jedną odpowiedź - przewidziałem to. Gdzieś tam zapewne łezka w oku Palpatine’a się kręci.

Wracając do konfrontacji pomiędzy rodzeństwem Solo, Denning kazał czekać na ten pojedynek długo, rzekłbym nawet, że za długo. Niby po drodze dzieje się całkiem sporo, giną ludzie, ktoś kogoś porywa, ktoś przed kimś ucieka, ale wszystko to opisane jest w sposób mało wciągający, a czasami nawet zbyt zwięzły, chociaż niemało rzeczy prosiłoby się o bardziej szczegółowe potraktowanie. Czasami można mieć wrażenie, jakby Denning zmęczył się tym całym Dziedzictwem Mocy i chciał na siłę, jak najszybciej zakończyć pisanie Niezwyciężonego. Widać to wyraźnie po finałowej walce pomiędzy Jainą i Caedusem. Zamiast epickiego starcia, które godnie zwieńczyłoby jeden z największych konfliktów w historii Galaktyki, czytelnik dostaje pojedynek, który kończy się szybciej niż jedno okrążenie w czasie wyścigów na Malastare. Sama wojna też nie jest przedstawiona jakoś przekonująco. Ten ogromny konflikt w Niezwyciężonym został ukazany jako seria niemalże kameralnych potyczek. Próby szybkiego zakończenia książki widać też w scenach po walce Jainy z Caedusem, gdzie dużo wątków zostało zamkniętych z gracją Jabby w składzie porcelany, a nie mniejsza ich ilość pozostała otwarta.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że pomimo licznych wad  Niezwyciężonego nie można nazwać złą książką. Ogólny zarys fabularny czy część rozwiązań  powinna przypaść do gustu większości czytelników. Jednak ostateczny kształt i niedoszlifowanie sprawiają, że powieści Denninga równie daleko do dobrych co do nieudanych pozycji gwiezdnowojennych. Ot, taki średniak, który z pewnością lepiej wypadłby jako jedna z części dużej serii, a nie jej zakończenie.

Star Wars: Dziedzictwo Mocy #9 - Niezwyciężony

Autor: Troy Denning
Wydawnictwo: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2011
Liczba stron: 400
Format: 125x190 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788324139491
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,80 zł


blog comments powered by Disqus