Veit Etzold "Cięcie" - recenzja


Facbookowy Żniwiarz
 
Kiedy na początku XXI wieku powstał nowy trend w internetowych serwisach – nazywany dzisiaj Web 2.0 – nikt nie spodziewał się, że interakcja w sieci zajmie tak istotne miejsce w zachodniej cywilizacji. Początkowo nic nie zapowiadało wydarzeń, które zaczęły toczyć się tak szybko i na taką skalę, jednak gdy w 2004 roku stworzono pierwszą wersję Facebooka, nastąpił przełom. Dzisiaj firma Zuckerberga skupia ok. miliarda użytkowników. Przez to zarówno Facebook, jak i podobne serwisy stwarzają, wbrew pozorom, ogromne zagrożenie – nie tylko dla prywatności korzystających zeń osób, często nie zabezpieczających w żaden sposób swojego profilu. Niejednokrotnie słychać o złodziejach, którzy na portalach społecznościowych sprawdzają, kto aktualnie zostawia dom bez opieki, po czym ogołacają go do cna. To jednak, jak się okazuje, może być nie jedyny problem.
 
Wydaje się, że taki może być morał zawarty między wierszami powieści Cięcie autorstwa Veita Etzolda, niemieckiego bankiera i - co ciekawe – absolwenta anglistyki. Opracowując pomysł na ten kryminał, najwyraźniej porzucił klasyczne, sprawdzone już strachy, sięgając po te współczesne: mordercę, który wie o tobie wszystko, bo obserwuje cię w Internecie. 
Komisarz Clara Vidalis z berlińskiego wydziału psychopatologii pewnego dnia dostała płytę CD z nagraniem, które postawiło całą policję na nogi. Na wideo, wyglądającym jak osławione snuff movies – filmy z nagraniami prawdziwych zabójstw – morderca podcina pięknej dziewczynie gardło. W ten sposób przywitał się z funkcjonariuszami najbardziej inteligentny i niebezpieczny zbrodniarz, z jakim mieli do czynienia – Bezimienny. Z każdym dniem prowadząca śledztwo Clara odkrywa coraz więcej makabrycznych szczegółów – a pierwszym z nich są zmumifikowane, wypatroszone zwłoki dziewczyny z nagrania, objedzone do sucha przez dziwne chrząszcze. Bezimienny pogrywa z nią i z całym wydziałem zabójstw, wodząc ich za nos kiedy tylko zechce. Jednocześnie w tle obserwujemy równoległy wątek, pozornie w ogóle nie połączony z głównym – rekina biznesu realizującego kontrowersyjny reality show. 
 
Trzeba przyznać, że Etzold poradził sobie świetnie, jak na debiut. Motyw mordercy, który swoje ofiary znajduje na portalach internetowych, a potem przejmuje ich wirtualne życie, używając go do swoich celów, jest wyjątkowo aktualny. Jednocześnie całość nie trąci tandetą – morderca nie jest przedstawiany jako post-matrixowy haker w ciemnych okularach, a policja, wbrew przeciwnościom, działa całkiem sprawnie. Widać też, że autorowi po głowie krążyło słowo "katharsis" (z greckiego – oczyszczenie). Nawiązuje do tego motywu dość często, zwłaszcza od połowy powieści – co ciekawe, czytelnik w pewnym momencie zdaje sobie sprawę z tego, że także został wciągnięty w tę grę i powoli zaczyna, podobnie jak cały zespół policji oraz sam Bezimienny, czekać na moment, w którym przynosząca ulgę ceremonia zostanie zakończona.
 
Etzold odrobił merytoryczną pracę domową w sposób wręcz zadziwiający. Co jakiś czas w usta jednego z bohaterów – profilera o wiele mówiącej ksywce MacDeath – wkłada wykłady o tradycyjnym, podświadomym wręcz postrzeganiu obrzędów, znaczenia konkretnych ofiar, symboli czy czynności. Jest to w pewien sposób imponujące. Co ciekawe, jednocześnie ze strony narratora co jakiś czas doświadczymy tzw. cheesy lines, kiczowatych, oklepanych spostrzeżeń, wśród których "niebo brzemienne deszczem" wcale nie jest najbardziej żenujące. Nieco rozczarowuje też wskazanie na motywy kierujące Bezimiennym – okazują się dość… zwyczajne, przynajmniej jak na tego typu literaturę. Cóż, przynajmniej wykonanie tego motywu jest dobre.
 
Postaci skonstruowane są w interesujący sposób. Clara Vidalis, nasza przewodniczka po pełnym grozy świecie Bezimiennego, dźwiga ciężki bagaż rodzinnej tragedii, który od bez mała dwudziestu lat nie pozwala jej nocami spać. Bezimienny przez większość powieści jest niewidoczny – znamy go tylko z czarnej maski i laptopa. Budzi grozę; jego nieprzewidywalność i diabelska wręcz inteligencja są prawdziwym wyzwaniem – zarówno dla czytelnika, jak i Clary. Jednak autor w pewnym momencie wprowadza retrospekcje, które obnażają przed czytelnikiem tożsamość mordercy. Od tego momentu Cięcie zmienia się z kryminału w rasowy thriller.
 
Nie można nie wspomnieć też o samym wydaniu. Wydawnictwo Akurat zastosowało ciekawy – i prosty – zabieg, dzięki któremu książka prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Okładka – miękka z całostronicowymi skrzydełkami – od wewnątrz jest czerwona, a sam tytuł na pierwszej stronie jest dosłownie pocięty: w ciemnym papierze zrobiono „dziury”, przez które przebija czerwień. Pomysł bez wątpienia wart pochwały.
 
W Cięciu są pewne niedociągnięcia. Niezręczności językowe, wspomniane wcześniej, czasem nieco "przaśny" motyw. Można złożyć to spokojnie na karb niedoświadczenia Veita Etzolda – w końcu to jego debiut. Widać jednak, że nie bez powodu powieść stała się bestsellerem. Mroczny, niepokojący klimat, niesamowity złoczyńca o wypaczonym, błyskotliwym umyśle, ciekawa główna bohaterka, atrakcyjne wykorzystanie współczesnych motywów w zbrodniach plus wątki poboczne, które można czytać ze sporym zaciekawieniem – to świetna rekomendacja. 

Cięcie

Autor: Veit Etzold
Tłumaczenie: Miłosz Urban
Wydawnictwo: Akurat
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2014
Liczba stron: 544
Format: 130 x 205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788377586822
Wydanie: 1
Cena z okładki: 39,99 zł



blog comments powered by Disqus