Recenzja książki "Mosty wszechzieleni"

Autor: Kalina Śmigielska
Korekta: Bool
25 marca 2010

Czym były tajemnicze obiekty, które uderzyły w powierzchnię Ziemi? Kto, i czy w ogóle ktoś, za nimi stoi? Jak z tej opresji wybrną bohaterowie powieści? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w ostatniej i – powiem to od razu – najlepszej części trylogii „Yggdrasill”, zatytułowanej „Mosty wszechzieleni”. Wawrzyniec Podrzucki, z wykształcenia mikrobiolog, zbudował interesujący świat, w którym ludzkość z powodu ataku fanatyków religijnych musiała opuścić powierzchnię Ziemi i emigrować na Drzewa – „megastruktury”, sztuczne wytwory grupy genialnych naukowców.

Wiele się zmieniło odkąd Thomas i von Klosky opuścili prowincjonalne, lecz spokojne Chesire. I chodzi tu nie tyle o sam sposób prowadzenia akcji, ile o strategię kształtowania świata przez autora. Po „Uśpionym archiwum” zrezygnował z motywu podróży na rzecz wieloaspektowego przedstawienia życia na Drzewie – z jego polityką, religią, sektami i sposobami życia. Wątek religijny (czy raczej fanatyczno-sekciarski) w „Mostach wszechzieleni” ustępuje miejsca filozoficznemu. Autor, pokazawszy społeczeństwo w jego najgorszych przejawach (skorumpowani i cyniczni politycy, bezwzględni przestępcy i zezwierzęcona biedota), stawia pytanie o istotę człowieczeństwa, o to, czy na rzecz powszechnej szczęśliwości można poświęcić ludzką indywidualność, z wszystkimi jej wadami, ale także zaletami.

Czytając całą trylogię, można zauważyć zdecydowaną poprawę warsztatu autora. Nieporadność widoczna w pierwszym tomie, w ostatnim znika całkowicie, ustępując miejsca wyszukanemu i inteligentnemu językowi. Autor zwraca się teraz do czytelnika oczytanego, znającego klasykę literatury. Wprowadzane łacińskie zwroty brzmią naturalnie i pasują do wygłaszających je postaci. Dialogi, wcześniej męczące, skrzą się teraz błyskotliwością, zamiast litanii przekleństw pojawia się wysublimowany humor.

„Mosty wszechzieleni” to nie tylko fiction, ale w dużej mierze także science. Pojawiające się terminy naukowe (z natężeniem zależnym od sytuacji i osób prowadzących między sobą dialogi) służą lepszemu pokazaniu realiów świata gigantycznych Drzew, a nie popisaniu się wiedzą i elokwencją autora. Nie ma tu miejsca na pseudouczony bełkot.

Sami bohaterowie stają się o wiele ciekawsi. Ich zachowanie jest wynikiem posiadanych cech charakteru i życiowych doświadczeń, a nie (jak wcześniej) przypadkowymi działaniami, niemającymi żadnego umotywowania psychologicznego.

Książkę od pierwszej do ostatniej strony czyta się z zapartym tchem i do ostatniego momentu nie można przewidzieć zakończenia. Wszystkie braki, które zarzucałam poprzednim dwóm tomom, zniknęły bez śladu, pozostawiając dla czytelnika jedynie przyjemności płynące z lektury. I szczery żal, że to już ostatni tom…

Yggdrasill #3 - Mosty wszechzieleni

Autor: Wawrzyniec Podrzucki
Okładka: Przemysław Truściński
Wydawnictwo: Runa
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 3/2010
Liczba stron: 336
Format: 125x185 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-89595-60-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,50 zł


blog comments powered by Disqus