Recenzja książki "Rozdroża"

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Agata "Bulehithien" Wiśniecka
31 stycznia 2013

Wśród rzeczy, które wzbudzają we mnie recenzencką podejrzliwość, aż dwie pojawiły się przy okazji Rozdroży Williama Paula Younga. Pierwsza to podjęcie przez autora tematyki religijnej, która w swym "głębokim i poruszającym" wydaniu trafia do milionów czytelników, znajdując ich uznanie. Druga to powtarzająca się w przypadku praktycznie każdej recenzji fraza "książka budząca wiele kontrowersji", która jednocześnie nie znajduje odzwierciedlenia wśród tych – zgodnie pozytywnych i wcale nie oburzonych – opinii. Przy czym obie te sytuacje uruchamiają cichy alarm ostrzegawczy z etykietką "masowość". I całkiem słusznie.

Rozdroża to książka o naiwnej i przewidywalnej fabule. Główny bohater, Anthony Stewart, to człowiek sukcesu. Odnajduje się doskonale we współczesnym świecie, który zapewnia mu pomyślność i dostatek za cenę wyzbycia się tak zwanych "wyższych wartości", odrzucenia moralności i duchowości. Kochający siebie samego, znienawidzony przez wszystkich innych, Anthony pędzi dostatni żywot aż do momentu, w którym guz mózgu wpędza go nagle w śpiączkę. Gdy ciało bohatera leży w szpitalnym łóżku, jego dusza odbywa metafizyczną podróż do onirycznej krainy, w której spotyka duchowych przewodników. Po odebraniu stosownych nauk, Tony wraca na Ziemię, aby w praktyce doświadczyć tego, co dotychczas było mu obce. W tym celu jego dusza uzyskuje możliwość "nawiedzania" innych ludzi oraz dar uzdrowienia jednej, wybranej osoby.

Powieści próbujące wywołać u czytelników duchową rewolucję zwykle nie są dobre i Rozdroża nie stanowią wyjątku od tej reguły. Pierwsza część, w której bohater toczy dysputy i wysłuchuje monologów Jezusa i innych duchowych mentorów, stanowi praktycznie wykładnię religijno-etycznych poglądów autora ubranych w fabułę. Fabułę dość mizerną, będącą w zasadzie tylko pretekstem do spisania wszystkiego tego, co Young pragnie nam przekazać. I nie jest to też specjalnie odkrywcze. W silnie mechanistycznym, materialistycznym świecie, w jakim przyszło nam żyć, mówienie o miłości, wierze, sensie cierpienia i śmierci porusza tęskne struny wielu młodych ludzi, dając im wizję duchowego wytchnienia. Jednak prostota i jasność przekazu wpisuje się idealnie w makdonaldyzację religijności, a cudowne recepty uduchowionych powieściopisarzy, przyjmowane bezkrytycznie przez miliony czytelników, napychają kieszenie zdrowych kopii Stewarta.

Nie chodzi więc o to, że ukazanie Ducha Świętego pod postacią starej Indianki jest w jakiś sposób kontrowersyjne. Rozdroża wcale nie wychodzą daleko poza przyzwoitość. W końcu głównym bohaterem jest zamożny, biały mężczyzna. To on dostępuje duchowej przemiany, to on (w pewnym sensie) rozdaje karty, to on spotyka Boga. I nawet, jeśli ów Bóg ukazuje mu się pod postacią małej dziewczynki, to wciąż poruszamy się w obrębie tego samego kręgu kulturowego i przyjmujemy ikonografię, która choć odbiega w jakimś stopniu od kanonu, to nie jest przeciwko temu kanonowi wymierzona. Nie ma w Rozdrożach żadnej wywrotowości, to książka bardzo grzeczna, dość nudna, przewidywalna i kiepsko napisana. Zaś w warstwie ideologicznej nie tyle nawet nachalna w religijnej propagandzie, co mdława w miłująco-cierpiętniczym wydaniu melodramatycznego chrześcijaństwa.

Rozdroża

Autor: Wm Paul Young
Tłumaczenie: Maria Frąc
Wydawnictwo: Nowa Proza
Wydanie polskie: 11/2012
Tytuł oryginalny: Cross Roads
Liczba stron: 320
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788375340662
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,99 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus