Fragment książki "Grunwald 1410. Bitwa, która przeszła do legendy"


Kształtowanie się legendy grunwaldzkiej bitwy
    – od Długosza do Sienkiewicza


Nad powstaniem legendy bitwy grunwaldzkiej pracowało wielu kronikarzy, artystów, pisarzy i polityków. Również uczeni, często błędnie interpretując źródło, przyczynili się do utrwalenia błędnych stereotypów. Stefan M. Kuczyński, opierając się na tzw. latopisie Bychowca, w swoich publikacjach utrwalał pogląd o wilczych dołach, które Krzyżacy wykopali na polu bitwy. Pogląd ten znalazł również odbicie w filmie Krzyżacy Aleksandra Forda. Każda bitwa, której przebieg byłby tak dramatyczny, a skutki jej tak doniosłe dla kilku narodów, wzbudzałaby duże zainteresowanie. Krzyżacy, którzy o bitwie najchętniej by zapomnieli, musieli odpowiedzieć sobie na pytanie – jak doszło do klęski? Śledztwo, które przeprowadzili, obciążyło winą za klęskę rycerzy ziemi chełmińskiej. Sami w to nie wierzyli, dlatego dyplomaci, a za nimi kronikarze z zapałem zaczęli mnożyć siły Jagiełły do astronomicznych rozmiarów. Relacja krzyżacka dla soboru w Pizie oceniała siły króla polskiego na 500 000 ludzi. Herbert z Fulsztyna szacował liczebność strony polsko-litewskiej na 163 tys. żołnierzy. Andrzej z Ratyzbony zanotował, że po stronie krzyżackiej walczyło 159 tys. zbrojnych, natomiast armia Jagiełły miała liczyć 1 200 000 ludzi. Na tym tle informacja Jana Długosza, że w bitwie legło 50 tys. Krzyżaków, a 40 tys. dostało się do niewoli, wygląda całkiem sensownie, tym bardziej, że autor zaznaczył, że nie jest pewny, czy Krzyżaków poległo aż tylu. Jednak to właśnie Długosz najbardziej przyczynił się do ukształtowania legendy bitwy grunwaldzkiej. Jego znakomity talent literacki, barwny opis tych wydarzeń wycisnął piętno na poglądach wielu uczonych i literatów. Tragiczne wydarzenia w dziejach Polski z wiekach XVII i XVIII sprawiły, że pamięć o bitwie zeszła na dalszy plan. Dopiero wiek XIX i epoka romantyzmu sprawiły, że ludzie pióra na nowo zaczęli odkrywać średniowiecze, zwłaszcza tradycję rycerską tej epoki. Adam Mickiewicz, tak silnie związany z Litwą, przypomniał w swojej twórczości historię zmagań litewsko-krzyżackich. Nie dbając o rzetelność historyczną, lecz przede wszystkim o wartość poetycką swych utworów (Grażyna, Konrad Wallenrod), przyczynił się do mitologizacji tej epoki historycznej. W tym czasie również historycy zaczęli badać tę epokę. Duże uznanie wśród Niemców i nie tylko zyskała praca historyka z Królewca Johannesa Voigta Geschichte Preussens…, opublikowana w 1836 roku. Po stronie polskiej znakomitym dziełem literackim i historycznym była książka Karola Szajnochy Jadwiga i Jagiełło. Wykorzystując bardzo bogatą bazę źródłową, autor dał szeroki obraz nie tylko wielkich wydarzeń historycznych, ale również życia codziennego w późnym średniowieczu. W tym czasie zaczął rozkwitać talent pisarski innego literata i historyka, Henryka Sienkiewicza. Żaden pisarz polski nie wpłynął tak znacząco na kształtowanie pamięci historycznej Polaków, jak autor Trylogii i Quo Vadis. Zanim jednak Sienkiewicz zaczął w 1897 roku pisać Krzyżaków, powstały artystyczne wizje bitwy grunwaldzkiej. Spolonizowany Czech Jan Matejko, tak jak Karol Szajnocha zakochany w polskiej historii, przedstawił najbardziej znaną wizję malarską bitwy pod Grunwaldem. Oprócz niego swoje twórcze projekty przelali na płótna Juliusz Kossak i Adam Popiel. Druga połowa XIX wieku przyniosła wzmożenie ucisku germanizacyjnego w zaborze pruskim, a po upadku powstania styczniowego podobne działania wobec Polaków podejmowali również Rosjanie. Zaczęła się walka o polską kulturę (książkę, polski teatr, polską szkołę). Musiało wpłynąć to na twórczość Sienkiewicza, który starał się pisać dla szerokich kręgów społeczeństwa. Los polskiego inteligenta w czasach zaborów był szczególnie trudny. Mając nikłe szanse na pracę w szkolnictwie czy administracji państw zaborczych, musiał imać się różnych zajęć. Doskonale obrazują to życiorysy Żeromskiego, Kasprowicza, Norwida, Wyspiańskiego i wielu innych. Na ich tle Sienkiewicz był dzieckiem szczęścia. Dzięki znakomitym reportażom z Ameryki szybko wyrobił sobie nazwisko. Sukces wydawniczy, jakim była Trylogia, zapewnił mu niezależność finansową. Dlatego później często pomagał finansowo innym pisarzom i artystom: Marii Konopnickiej, Stanisławowi Wyspiańskiemu, Stanisławowi Witkiewiczowi i wielu innym. Wszystko to robił w sposób niesłychanie delikatny, by nie urazić obdarowanych. Zbliżała się 500 rocznica bitwy grunwaldzkiej i całe społeczeństwo polskie, a szczególnie w Galicji, gdzie Polacy cieszyli się dużą swobodą, postanowiło tę rocznicę upamiętnić. W Poznaniu wydawnictwo Rzepeckiego wydało piękny album okolicznościowy. W Krakowie powstał komitet budowy pomnika króla Władysława Jagiełły, wśród którego prym wodził Ignacy Jan Paderewski. Dla Sienkiewicza rok 1900 to rok ukończenia Krzyżaków. W tym roku obchodził też dwudziestopięciolecie twórczości pisarskiej. Jubileusz ten święcony był nie tylko w Warszawie i innych miastach polskich, ale również w skupiskach polonijnych od Carycyna (dziś Wołgograd), po Wiedeń, Neapol i Paryż, a i polonia amerykańska nie pozostała obojętna. Szczyt sławy był jednak dopiero przed nim, gdy w 1905 roku Akademia Szwedzka przyznała mu nagrodę Nobla. Wtedy to ambasador Niemiec gratulował Sienkiewiczowi talentu pisarskiego w imieniu 3 milionów niemieckich czytelników. Jak prezentują się na tym tle nierozważne opinie wyrażane w polskiej prasie, że Krzyżacy to powieść antyniemiecka? Bez wątpienia Sienkiewicz walczył z polityką Bismarcka i hakatystów, ostrzegając postępowych Niemców przed jej konsekwencjami, zwłaszcza gdy wybuchła sprawa dzieci z Wrześni. Również w 1906 r., po uchwaleniu przez Sejm pruski ustaw antypolskich, napisał w tej sprawie list otwarty do cesarza Wilhelma II, opublikowany w prasie paryskiej. Wracając do Krzyżaków, to jedyna jego powieść, która doczekała się procesu o piractwo. Nie podejmuję się oceniać jej od strony literackiej, natomiast od strony realiów historycznych uważam, że odzwierciedla obyczaje i klimat rycerskiej i dworskiej kultury średniowiecza. Dużo wyniósł Sienkiewicz z lektury Kroniki Jana Długosza oraz dzieła Karola Szajnochy Jadwiga i Jagiełło. Jeżeli chodzi o opis bitwy pod Grunwaldem, nawiązuje bezpośrednio do Długosza. Ucieczkę Litwinów tłumaczy tak, że rzekomo większość tylko w skóry była odziana, i tak Litwini są przedstawieni w filmie Krzyżacy. Badania historyków zajmujących się uzbrojeniem wojska litewskiego wykazały, że nie ustępowało ono znacznie krzyżackiemu, a lekkie sulice litewskie Krzyżacy zapożyczyli od Litwinów. Natomiast konie litewskie rzeczywiście, choć wytrzymałe, były mizernej postury. Jungingena przedstawia jako człowieka rycerskiego i wojowniczego, ale pełnego teutońskiej pychy, charakterystycznej dla wielu Niemców. Sposób, w jaki walczyły wrogie wojska, jest literacką fantazją, ale momenty krytyczne bitwy, jak ucieczka Litwinów i rzucenie do walki 16 odwodowych chorągwi, zostały znakomicie uchwycone. Powrót Litwinów na główny plac boju nastąpił według pisarza jeszcze przed kapitulacją 16 odwodowych chorągwi krzyżackich. Również śmierć wielkiego mistrza następuje w okolicznościach, gdy ten już wie, że bitwę przegrał i postanowił zginąć ze swymi rycerzami jak na rycerskiego wodza przystało. I gdzie w tym opisie antyniemieckość Sienkiewicza? Swój opis bitwy pod Grunwaldem po raz pierwszy pisarz publicznie przeczytał podczas uroczystości związanych z 500-leciem Uniwersytetu Krakowskiego, od którego otrzymał doktorat honoris causa. Dla większego efektu czytał na tle obrazu Jana Matejki przedstawiającego artystyczną wizję bitwy. Słowa Sienkiewicza zapadły w umysły uczonych, skoro wszyscy oni i wielu ich następców z Sienkiewiczowską wizją nigdy się nie rozstało. Pierwszą próbą, nie do końca udaną, była według mojej oceny praca Andrzeja Nadolskiego Grunwald 1410. Dlaczego nie do końca udaną? Dla Nadolskiego, jak i dla Sienkiewicza atak 16 odwodowymi chorągwiami to też atak rozpaczy, a Litwini również wracają na plac boju, jak w Krzyżakach.
Na dodatek Andrzej Nadolski zbyt dosłownie potraktował słowa kronikarza krzyżackiego o rzekomym trzykrotnym przebijaniu się wielkiego mistrza przez szyki polskie. W efekcie powstała teza o ,,taktyce falowej”, według której miano walczyć pod Grunwaldem. Na powieściach Sienkiewicza wychowało się kilka pokoleń Polaków. Dzięki Sienkiewiczowi niektórzy odnaleźli swoje polskie korzenie, jak ów ziemianin spod Legnicy, von Olszewski. Kiedy ten zniemczony ziemianin śląski zapisał mu warunkowo swój majątek, pisarz prezentu nie przyjął, wyłączył z niego jedynie sumę równą 15 tys. rubli i zdeponował ją w banku jako gwarancję, że dzieci Olszewskiego spełnią warunek postawiony przez ojca – nauczą się języka polskiego i przyznają się do polskiego pochodzenia. Nikt, kto chce poznać mentalność Polaków, nie zdoła tego zrobić bez poznania twórczości tego wybitnego pisarza, zwłaszcza pokolenia Drugiej Rzeczypospolitej. Już legioniści Piłsudskiego uważali go za swego duchowego przywódcę, mimo że nigdy do takiej roli nie aspirował przez wzgląd na Niemcy, których antypolską politykę potępiał. Często w ustach różnych krytykantów słyszy się opinię wyrażoną kiedyś przez Witolda Gombrowicza, że ,,Sienkiewicz to pierwszorzędny z drugorzędnych pisarzy”. Gombrowicz nie lubił społeczeństwa polskiego tworzącego gmach Drugiej Rzeczpospolitej. W kraju długo był niedocenionym pisarzem. Dlatego gdy za granicą jego twórczość zyskała pewien rozgłos, uznał, że musi jakoś odegrać się na polskich elitach, uderzając w ich bożyszcze – Sienkiewicza.
Problem polega na tym, że to śmieszne konserwatywne społeczeństwo Drugiej Rzeczpospolitej, ślepo przywiązane do kościoła katolickiego, gdy wybiła godzina próby we wrześniu 1939 roku, znakomicie zdało egzamin z bycia obywatelami wolnego świata. Na tym tle Francja – ojczyzna myślicieli, artystów, pisarzy, ze swoimi kosmopolitycznymi elitami powtarzającymi w kółko, że ,,lepiej być żywym tchórzem niż martwym bohaterem”, wypadła bardzo mizernie. Wielu z tych pisarzy i filozofów, przyjaciół Gombrowicza, jeździło przed wojną do ZSRR, by podziwiać Józefa Stalina za likwidację bezrobocia i inne osiągnięcia ojczyzny proletariatu. Praktycznie do czasu publikacji Archipelagu Gułag Aleksandra Sołżenicyna nie przyjmowali do wiadomości okrutnej prawdy o ZSRR.
Bez wątpienia kult rycerskiej tradycji, jaki w swych powieściach opiewa Henryk Sienkiewicz, nie oddaje całej złożonej prawdy o Rzeczypospolitej szlacheckiej. Już Eugenin Kwiatkowski pisał, że swoją wiedzę o własnej przeszłości Polacy za bardzo czerpią z Sienkiewicza, a nie ze źródeł przeszłości. ,,Jest rzeczą psychologicznie zrozumiałą, że w okresie niewoli, w okresie wewnętrznego oporu przeciwko faktom realnej przemocy, szukaliśmy idealistycznej legendy w naszej przeszłości. Cała historia nasza stawała się coraz bardziej jedną, wielką wiarą w epopeję bohaterstwa wobec niezawinionego cierpienia. Czerpaliśmy ducha jej chętniej z trylogii sienkiewiczowskiej, z wielkiej, romantycznej poezji, z Ksiąg Pielgrzymstwa, z bezsprzecznie bohaterskich epizodów przeszłości, niż z zapleśniałych dariuszów sejmowych, z aktów konfederackich i sejmikowych, z rachunków kas skarbowych, sprawozdań wojskowych, a wreszcie z wielu przemilczanych lub przeoczonych dzieł, wykazujących błędy nasze i przewidując ich skutki. W ten sposób pragnienie zastępować musiało rzeczywistość, prawda przesycona została legendą o charakterze dydaktyczno-narodowym”.
Słowa te Eugeniusz Kwiatkowski pisał w 1931 roku i nie wiedział jeszcze, jak okrutnie los obejdzie się z Drugą Rzeczypospolitą. Nie wiedział również, że dla tysięcy Polaków zesłanych na Sybir kontakt z polską książką będzie jedyną odskocznią od ponurej rzeczywistości. A dla jednego z zesłańców, Jerzego Hofmana, stanie się inspiracją na całe życie, który z większym lub mniejszym powodzeniem trylogię Sienkiewicza przeniesie na język filmu.
Za kilka miesięcy czekają nas obchody 600-lecia bitwy pod Grunwaldem. Pokolenie Polaków, które obchodziło 500-lecie bitwy, pozostawiło nam w spadku piękną legendę, której potrzebowali, aby przetrwać trudne czasy. Legendami karmią się słabi, czego przykładem jest dzisiejsza Rosja. Lecz legend potrzebują również silni – wystarczy spojrzeć na Anglików i ich kolejne ekranizacje przygód Robin Hooda czy rycerza Ivanhoe. Wzmagają one w społeczeństwie poczucia dumy z wielkiej przeszłości. Dlatego Litwini z takim pietyzmem starają się odtworzyć uzbrojenie wojsk litewskich z epoki Grunwaldu. Dla nas, Polaków, ważne jest, aby nie niszcząc legendy, potrafili oddzielić od niej – jak pisał Eugeniusz Kwiatkowski – ziarno prawdy. Nie ma potrzeby kręcenia kolejnej wersji Krzyżaków. Wskazane jest natomiast, by powstał dokumentalny film historyczny ukazujący bitwę we właściwych proporcjach. Wielkie zwycięstwa Polaków pod Grunwaldem, Koronowem i Wiłkomierzem sprawiły, że ufni w swe siły nie zauważyli, że w tym czasie w sposobie prowadzenia działań militarnych zaszły istotne zmiany. Dopiero bolesne porażki w wojnie trzynastoletniej sprawiły, że i Polacy musieli zweryfikować swoje poglądy na sposób prowadzenia wojny.

Grunwald 1410. Bitwa, która przeszła do legendy

Autor: Witold Mikołajczak
Wydawnictwo: Replika
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 3/2010
Liczba stron: 240
Format: 145 x 205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7674-038-6
Cena z okładki: 29,90 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus