Recenzja książki "Upiory Czarnobyla"

Autor: Anna Kołodziejska
Korekta: Sławomir "Villmar" Jurusik
4 czerwca 2012

W dwudziestą piątą rocznicę katastrofy czarnobylskiej wyemitowano spektakl Teatru Telewizji „Czarnobyl. Cztery dni w kwietniu” Janusza Dymka. Akcja przedstawienia koresponduje z obrazem zaprezentowanym przez Wojciecha Wiktorowskiego w powieści „Upiory Czarnobyla”. W obu dziełach obcujemy z odtworzeniem pierwszych chwil po wykryciu przez polskich naukowców silnego stężenia pierwiastków radioaktywnych w atmosferze kilka dni po awarii reaktora na Ukrainie. Bezsilność wobec propagandy komunistycznych szczekaczek, a przede wszystkim zaś kompletny brak właściwego rezonansu ze strony władz w obliczu takiego problemu stają się głównymi motywami zarówno w spektaklu, jak i książce.

O ile bohater grany przez Zbigniewa Zamachowskiego, profesor Jaworowski, radiolog, inicjator akcji podania dzieciom płynu Lugola po czarnobylskiej katastrofie, staje się zwycięzcą w batalii z przedstawicielami władzy, o tyle postać, którą moglibyśmy z nim utożsamić u Wiktorowskiego pewnego dnia wypada z okna. Dziennikarzowi, który jest jednocześnie narratorem powieści, trudno uwierzyć w oficjalną wersję wydarzeń mówiącą o samobójstwie naukowca. Zwłaszcza, że jako dociekliwy przedstawiciel mediów zna arkana sprawy, między innymi fakt, że fizyk w swoim niezależnym raporcie kolportowanym przez środowisko działające w podziemiu poddał w wątpliwość wypowiedź władz na temat czarnobylskich wypadków. Przekonany o morderstwie fizyka, rozpoczyna śledztwo na własną rękę, nurzając się niejednokrotnie w odmętach spreparowanych i cuchnących fałszerstwem tropów.

Chcąc wpisać „Upiory Czarnobyla” w ramy określonego gatunku, trzeba by uderzyć w ton tradycji kryminału spod znaku noir z nachyleniem ku jego wersji politycznej. Tematyka powieści jest autorowi, dobrze znana, co wyczuwamy od razu, mierząc się z merytorycznym ładunkiem utworu. Monstrualna dawka faktografii, swoboda poruszania się w terminologii z zakresu atomistyki i fizyki jądrowej wzbudza respekt u odbiorcy, ale i niejednokrotnie potrafi rozdrażnić. We fragmentach naszpikowanych  stylem naukowym czasami można zgubić chęć do dalszej lektury.

„Upiory Czarnobyla” czyta się dobrze, ale nie rewelacyjnie. Książka stymuluje ciekawość czytelnika ze względu na samą problematykę, której dotyka, ale z drugiej strony znowuż poraża brakiem dynamiki, akcji niezbędnej dla porządnego kryminału. Doznania czerpane lektury spowodowane tymi wahaniami trudno zmierzyć nawet aparatem Geigera. W tym przypadku ciężko zdobyć się na obiektywny osąd, każdy bowiem w kontakcie z książką Wiktorowskiego musi użyć swojego osobistego detektora czytelniczej przyjemności.
 

Upiory Czarnobyla

Autor: Wojciech Wiktorowski
Wydawnictwo: Marginesy
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 7/2011
Seria wydawnicza: Czarne Karty
Liczba stron: 256
Format: 150x210 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788392843160
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł


blog comments powered by Disqus