Elementarz pisarza - Rozdział 2

Autor: Andrzej "Flower" Filipczak
Korekta: Edyta Muł-Pałka
21 listopada 2002

Planowania ciąg dalszy, czyli wymyślamy fabułę

"Fabuła. Fantastyka, cokolwiek by o niej nie mówili natchnieni teoretycy, jest gatunkiem usługowym, komercyjnym, rozrywkowym. Jako taki, musi mieć silną linię fabularną. (...) Kiedy mam nić fabularna, zaczynam ja obrabiać; fabuła musi mieć swój rytm, musi się kolebać, gibać, muszą być chwile wytchnienia dla czytelnika, potem pierwsze zaskoczenie, drugie, jeszcze moment liryczny - i... łup, czymś mocnym! (...) W każdym razie w powieści musi być kilka suspensów, czytelnikowi nie wolno dać zasnąć czy chociażby spokojnie, łagodnie pogrążyć się w lekturze. (...) fabuła powinna być barwna i mieć kilka puent wewnętrznych. Czyli - nagłych zwrotów akcji, kilka odmian losów postaci i bohaterów, kilka zwodów umyślnie dla czytelnika wykonanych, wolt fabularnych.(...) Musi być nienudno.! Oczywiście, prócz tych wewnętrznych pików napięcia powinna wystąpić jeszcze jedna puenta, ta, na której wisi powieść (...). To właśnie ten pomysł, dla którego w ogóle zabrałeś się do pisania"1.

Witam!

Dziś zajmiemy się wstępną obróbką pomysłu, czyli wymyśleniem na jego podstawie fabuły. Czy każdy pomysł warto obrabiać? Tak, o ile autor jest do niego wewnętrznie przekonany. Wy, jako początkujący pisarze, musicie sobie zdać sprawę, że obróbka pomysłu, tak jak i sam proces pisania opowiadania, wymaga czasu. Spędzicie kilka tygodni przed komputerem zanim wyjdzie Wam tekst dający się czytać. Tekst z którego bylibyście zadowoleni.
Najlepiej wymyślać fabułę na podstawie dobrego pomysłu. Jak go odróżnić od tego złego? Po pierwsze: dobrze by było gdyby był oryginalny. Wiem, że to trudne, ale chwilowo rozmawiamy o ideale. A więc jaki jeszcze? Pozwolę sobie tu zacytować Piotra Wereśniaka (autora scenariuszy filmowych, m.in. do "Kilera")
"Dobry pomysł musi być oryginalny. Dobry pomysł musi dotyczyć najważniejszej sprawy w życiu bohaterów tego pomysłu. Dobry pomysł musi rodzić konflikty dramaturgiczne - to znaczy takie, w których obie strony mają rację. Dobry pomysł musi w sobie zawierać potencjalnie wiele sposobów rozwinięcia go w większą opowieść"2.
Jak już pisałem powyżej - to byłby ideał. Nam wystarczy nieco mniej. Pozwolę się posłużyć kolejnym cytatem, tym razem z listu, który otrzymałem po publikacji pierwszej części "Elementarza". Autorem jest jeden z ciekawszych pisarzy nowego pokolenia, Michał Studniarek:
(...) Po pierwsze, ostrożnie z tymi zachęcaniem, że każdy pomysł jest dobry. Nie każdy pomysł pasuje zawsze i wszędzie; niektóre mogą być tak miałkie, że nie zbuduje się na nich całego tekstu, co najwyżej fragment, a nawet pojedynczą scenkę, która jednak musi być podporządkowana całości.
Nie sposób się nie zgodzić z tymi słowami. Tak, czasami niektóre z pomysłów są zbyt trywialne na budowę fabuły lub nadają się jedynie na stworzenie fragmentu tekstu. Poszukajmy więc w naszych notatkach pomysłu, który wydaje nam się dobry i któremu chcemy poświęcić kilkadziesiąt godzin naszego życia.
Gotowi? Wspaniale. Przejdźmy do rzeczy najistotniejszej - wymyślania fabuły. Spójrzcie na cytat na początku tekstu i przeczytajcie pierwsze trzy zdania. Tak, właśnie te:
"Fabuła. Fantastyka, cokolwiek by o niej nie mówili natchnieni teoretycy, jest gatunkiem usługowym, komercyjnym, rozrywkowym. Jako taki, musi mieć silną linię fabularną".
Musimy zrozumieć jak najszybciej i zapisać to gdzieś złotymi literami. Piszemy nie dla siebie, lecz dla Czytelnika. Jeżeli macie więc zamiar przelewać swą "duszę" na papier, zamiast usiąść przez chwilę i pomyśleć o Czytelniku, to radzę Wam się ze mną tutaj pożegnać.
Jesteście jeszcze? Cieszę się bardzo. Co dalej? Przede wszystkim musimy zdecydować się na konwencję, w której ma być napisany nasz tekst. Musimy wiedzieć, czy będzie to tekst sf, fantasy, szeroko pojęta fantastyka lub horror. Pozwolę sobie zacytować resztę listu (ze względu na trafność uwag w nim zawartych):
Druga uwaga dotyczy pisania o pomysłach. Otóż to, co napisałeś, to nie tyle (a raczej nie tylko pomysł), co punkt wyjścia. Na samym takim pomyśle można zrobić opowiadanie, ale będzie mu czegoś brakowało. Każdy tekst musi być o czymś: autor musi wiedzieć, o czym chce pisać, bo inaczej kicha (chodzi mi o to jedno zdanie, streszczające cały film - jak u Wereśniaka, nawet tak trywialne, jak "życie to kurwa, a wszystkie kobiety to dziwki"). Musi wiedzieć, czy pisze na poważnie, czy na wesoło, czy to ma być utwór "głęboki" czy skrobie coś dla rozrywki, bo od tego zależy podejście do reszty elementów niezbędnych w pisaniu. Nawet jeśli pisze parodię czy humoreskę, wyśmiewającą pewne schematy, to musi być pewien, że właśnie tego chce. Z takiego założenia wychodzą od razu zakończenia (dochodzą tu jeszcze inne rzeczy, pasujące raczej do rozdziału o tworzeniu bohatera, więc nie o tym tu będzie). Druga rzeczą to jest właśnie to, o czym napisałeś - ten pomysł-sytuacja wyjściowa, rzecz jasna niezwykła, bo bez tego nie ma fantastyki. Jeśli go zabraknie i okaże się, że po wywaleniu naszego cudownego pomysłu tekst mógłby być równie dobrze tekstem "głównonurtowym", to trzeba zmienić ów pomysł od początku. Reasumując, cala rzecz można ująć dla mnemotechniki w dwóch punktach:
1. Trzeba mieć myśl przewodnią utworu (najlepiej w formie jednego zdania)
2. Pomysł powinien uwzględniać następujące założenie: W wymyśloną przez nas niezwykłą sytuację wstawiamy człowieka i patrzymy, co z tego wyjdzie - zgodnie z myślą przewodnią utworu.
W ten sposób powstaje szkielet, na którym można budować całą resztę. Dzięki temu tekst będzie spójniejszy logicznie.
Przeczytane? Zastanowić się i wyciągnąć wnioski.
Mamy więc swoją konwencję. Każda z konwencji rządzi się własnymi prawami. O czym innym traktuje fantasy (smoki, rycerze, magia, itp.), o czym innym sf (obcy, podróże międzygwiezdne lub czasowe,nowoczesna technologia, itp.), a zupełnie innym gatunkiem jest horror. Zresztą sami wiecie o tym doskonale. I tu prośba skierowana do Was. Starajcie się nie mieszać konwencji - przynajmniej na początku. Gdy już opanujecie warsztat w dostatecznym stopniu, dopiero wówczas będziecie mogli pozwolić sobie na zabawę z konwencjami.
I na zakończenie jeszcze jeden cytat Feliksa W. Kresa (trochę długi, ale ważny):
"W science fiction sprawa jest jasna. Z pewnością na śmieszność narazi się dziś autor, posyłając bohatera ku gwiazdom w rakiecie na paliwo chemiczne, z pokładowym komputerem lampowym, który łyka taśmę z dziurkami. (...) Krótko mówiąc, autor musi mieć jakieś pojęcie o tych gwiazdach, reaktorach, komputerach, inżynierii genetycznej - czy o czym tam ta książka jest. W przypadku fantasy rzecz pozornie ma się inaczej. Toż magia, panie! Potwory! Demony! Heeej! Jedziemy! A tu nie, bo świat - daję słowo honoru - każdy świat przedstawiony czytelnikom musi być spójny wewnętrznie. Jeśli są na świecie samochody, to nikt nie będzie inwestował w dyliżanse. Proste, prawda? Nazywa się to związkiem przyczynowo-skutkowym. Ergo: jeżeli na świecie są czarodzieje, którzy zwykły miecz zaklęciem przemienią w magiczny, to zwykłe miecze nie będą cieszyły się wzięciem. Każdy władca będzie inwestował w magię, tak jak się inwestuje w przemysł zbrojeniowy. Taki gość (czarodziej) nie może łazić sobie jak snują i czarować bez ładu i składu: a to krowie cycki napompować mlekiem, a to patyk w banana przemienić, a gdzie indziej wzmocnić magią oręż. Taki facet jest tanim jak ogórek narzędziem, którego można użyć w zbrojeniówce, czyli polityce. Jeśli nie chce współpracować, to siedzi w lochu. A jak nie da się tam zamknąć (skoro jest taki potężny), to już w ogóle nie ma życia (bo potężny - to dopiero, cholera, się przyda!) Jak świat światem, polityka - której jednym z argumentów jest wojna - rządziła wszystkim i wszędzie.Świat, w którym się tak nie dzieje, musi być zupełnie różny od naszego, a ściślej, ludzie tam żyjący muszą być całkiem inni. Czyli jacy? No ba! Życzę szczęścia. W SF wielu próbowało pokazać zupełnie inne istoty. Można próbować i w fantasy"3.

Zadanie domowe:

Postarajcie się opracować nieco swój pomysł - co, gdzie i jak się będzie działo. Zapiszcie to w kilku prostych zdaniach na kartce papieru.

Przypisy:

  1. E. Dębski, Elementarz pisarza w "Fenix" nr 4/1995, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1995
  2. P.Wereśniak, Alchemia scenariusza filmowego, dodatek do "Film" nr 5/2000, Warszawa 2000
  3. F. W.Kres, Elementarz pisarza w "Fenix" nr 2/1995, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1995

List czytelnika:

<< Drogi Flowerze

Chciałbym sie odnieść do Rozdziału 2 Elementarza pisarza
"Piszemy nie dla siebie, lecz dla Czytelnika. Jeżeli macie więc zamiar przelewać swą "duszę" na papier, zamiast usiąść przez chwilę i pomyśleć o Czytelniku, to radzę Wam się ze mną tutaj pożegnać."
Ta kwestia wydaje mi sie ważna. Z jednej strony jesli chce sie publikowac (nie mylić z pisaniem) to oczywiscie Czytelnik MUSI zostać uwzgledniony. Rozumiem, że mówimy tylko o pisaniu do publikacji. Ale i tu pisanie zbyt mocno, czy nawet w 100% pod Czytelnika wydaje mi sie bardzo dyskusyjne. Moim zdaniem (oczywiscie calkowicie subiektywnym) pisanie bez przelewania "duszy" na papier jest co najmniej ubogie i miałkie już samo w sobie. Pisać pod Czytelnika można na lekcji polskiego jak sie chce dostac 3ke. Dlatego bylbym ostrożny z doradzaniem zbytniego "uczytelniania" tego, co się chce napisac. Prawdopodobnie najwłaściwsze jest wypośrodkowanie tej kwestii. Być może zależy to też trochę od talentu i warsztatu piszącego. Mogę sobie wyobrazic, że ktoś wpada na taki pomysl, że chce pisać, nigdy tego nie robił, chce sie rozwijac w tym kierunku itd - wówczas znaczenie Czytelnika rośnie (przestrzegam przed utratą własnej tożsamości). Mogę też jednak wyobrazić sobie kogoś, kto faktycznie otrzymał od Boga talent słowa (może to być talent umiarkowany, nie koniecznie gwiazda) i jego największym marzeniem jest pisać. Obrazy, postacie, dziwne pomysly, zwariowane fabuly sa w jego głowie 24 h, kreca sie, wiruja, sprawiaja, ze wpada na slup idac do pracy, czy szkoly. Wzrasta z tym, doskonale wiedzac, ze nie zaleznie od wszystkiego (nawet Czytelnika) bedzie pisal, bo po prostu musi zeby nie zwariowac. Taka osoba najpierw uwzgledni to "co i jak" chce pisac, a potem dopiero sie zastanowi, czy to ktos bedzie chcial przeczytac. Moze podjac decyzje o stopniu dopasowania sie do Czytelnika, a nawet o nie uwzglednieniu go w ogole, tyle, ze wowczas nie publikuje tego. Czasem historia wydobywa ten fakt na swiatlo po smierci jego pokolenia, czasem nie. Poza tym ciekawe historie i sposob pisania rodza sie w duszy czlowieka, a nie w umysle. Umysl jest drugi w kolejce, odpowiada za werbalizację wizji. Oczywiscie mozna do tego podejsc jak do zadania - wykonac utwor, ale ... tu nie moge sie wypowiadac, bo tego nie znam.

Szukam osob lub forum, gdzie można by podyskutowac nad tematem jak pisać, jaka powinna byc powieść fantastyczna? Oczywiscie znam te miejsca, gdzie publikuje się amatorsko, a inni opiniują, ale nie o to mi chodzi, a raczej o bardziej ustrukturalizowaną dyskusję warsztatową.

pozdrawiam
Ghorm
PS: Czy nie efektywniej byloby zorganizowac warsztaty tak jak prace dyplomowa? Powstaje dzielo, ktore przechodzi kolejne etapy tworzenia pod okiem "starszych" lub po prostu innych, gdzie rozważa sie kolejne warstwy, czy elementy takie jak w Elementarzu?  >>

<< Hej!

Masz racje, Ghorm. Należało tej kwestii poswięcić nieco wiecej niż dwa słowa. Napisalem o pisaniu dla czytelnika opierajac sie na wlasnych doswiadczeniach. Kiedys prowadzilem dyskuje z czlowiekiem, ktory na lscie dyskusyjenej "Szeptu" okreslil sie jako autor, ktorego nie interesuja czytelnicy. On pisze dla siebie i basta. Miał gdzieś czytelnika i nie miał najmniejszego zamiaru poprawiania żadnego ze swoich "dzieł". Jednocześnie uskarzał sie, że nikt z "Szeptu" nie zrecenzował jego opowiadanka. Jako człowiek z natury poczciwy zlitowałem się nad nieszcześnikiem i spojrzałem na jego tekst. Autor ów niestety nie miał pojecia o pisaniu - sztampowe postacie, łatwa do przewidzenia intryga, niezręczne dialogi. Przesłałem mu swoje uwagi i na tym sprawa ucichła...
To dlatego pisałem o czytelniku i jego znaczeniu dla autora.
Oczywiscie masz racje i nie mozna pisać tylko i wyłącznie "pod czytelnika". Nie ma żadnych recept - typu weźmiesz takiego bohatera, dorzucisz jakąś miłostke, złego wroga, jakichś przyjaciół, doprawisz magią i seksem - i masz już bestseller.
Niestety - każde opowiadanie jest Twoim opowiadaniem i musisz dać z siebie wszystko, aby było jak najlepsze - duszę i umysł. Po prostu wszystko.
Jezeli zaś chodzi o osoby obdarzone talentem, które po prostu muszą pisać, to mamy do czynienia z pisarzami. Im nie jest potrzebny żaden elementarz, żadne budowanie warsztatu, ponieważ maja go już w sobie i po prostu piszą - intuicyjnie wybierajac najlepsze środki do przekazania tego, co im w duszy gra. Takim osobom nigdy w życiu nie osmielę sie dawać rad - ja, średniej jakosci autor - im pisarzom, pomazańcom bożym. Jezeli nalezysz do nich - gratuluję!!!
Sposob organizacji Warszatow na Gildii jest jeszcze otwarty - wracamy do nich po dluższej przerwie, więc kto wie... Może Twoja propozycja wkrótce sie spełni i na łamach NGF będziesz mógł oglądać kolejne etapy pracy nad tekstem...

Pożyjemy, zobaczymy.
Pozdrawiam,
Andrzej "Flower" Filipczak  >>



blog comments powered by Disqus