Elementarz pisarza - Rozdział 3

Autor: Andrzej "Flower" Filipczak
21 listopada 2002

Co z tym fantem zrobić? - Obróbka pomysłu

"Ja zawsze zaczynam od drabinki. Drabinka to kartka, na której piszę, co się po kolei dzieje. Są to krótkie, lakoniczne, jednozdaniowe opisy. Ważne, żeby się zmieściło na jednej kartce - w każdej chwili muszę objąć wzrokiem całą historię. Krótko mówiąc - zaczynam od struktury"1.

"Mam na dysku zbiór "Pomysły", każdy pomysł ma swoją ocenę rankingową, do realizacji zawsze biorę ten z góry. Do gołego pomysłu (...) dopisuję wszystko, co mi do głowy przychodzi: (..) elementy scenografii, już o większym stopniu szczegółowości: fragmenty budynków i innych elementów architektonicznych (np. ulice, parki, place i zaułki, przez które prowadzi trasa ucieczki lub pościgu, spaceru zakochanych albo pogrzebu), kawałki dialogów z rozpisaniem na rodzaje scen (co powie postać w scenie miłosnej, co zaskoczona, wystraszona, zła, rozbawiona. jak zareaguje, gdy wdepnie w gie, dostanie nakaz płatności domiaru podatkowego, czy mandatu. Do tego, na przykład, hasła reklamowe towarów z przyszłości, techniczne nowinki, hecna broń, chytre zabawki, sprytne gadgety kuchenne. Jeśli to nie dzieje się na Ziemi, dodatkowo: planeta, jej flora i fauna, przyjazna i wroga, tubylcy i ich wygląd, obyczaje autochtonów, religia, mitologia, przemysł, odżywianie się, rozmnażanie, broń, odzież, stosunek do ludzi etc.."2

Witam!
Dziś porozmawiamy o dalszej obróbce naszego pomysłu. Mamy już ogólną fabułę, jesteśmy gotowi do wytężonej pracy nad naszym pomysłem, a więc do roboty...
Przede wszystkim - nie ma jednej jedynej recepty na opracowywanie pomysłu. Metod jest tyle, ilu jest pisarzy, a i u nich zmieniają się one z biegiem czasu. Przyznam się Wam do rzeczy strasznej - poproszony kiedyś o radę popełniłem niewybaczalny błąd w sztuce. Starałem się narzucić swój własny sposób na opracowanie pomysłu człowiekowi, który miał zupełnie inne podejście do tego problemu. Na szczęście w porę zauważyłem błąd i przeprosiłem. Po co o tym wspominam? Abyście wiedzieli, że wszystko o czym przeczytacie poniżej, to tylko i wyłącznie moja propozycja. Jeżeli będziecie czuli, że znacie jakiś lepszy sposób, albo przedstawiony przeze mnie zupełnie Wam nie odpowiada, nie zmuszajcie się do jego stosowania. Z czasem wypracujecie własny....
Ale, ad rem:
Pracuję podobnie jak EuGeniusz Dębski. Również i ja mam w komputerze plik pod nazwą "Pomysły" (kiedyś służył mi do tego zwykły zeszyt). W pliku tym znajdują się wszystkie pomysły na opowiadania jakie do tej pory wpadły mi do głowy i które zdążyłem zapisać. Na początku dokumentu znajduje się spis tytułów, zaś poniżej ich opracowania. Przy każdym z nich zapisuję w kilku zdaniach fabułę, dołączam znalezione materiały (np. minerały, które znajdują się na asteroidach, dane astronomiczne dotyczące Marsa, itp.) Czasami są to skrawki dialogów, opisy poszczególnych scen. Ogólnie rzecz biorąc - śmietnik.
Gdy już się decyduję na obróbkę jakiegoś pomysłu, rozpoczynam - podobnie jak Piotr Wereśniak - od rozbicia fabuły na poszczególne sceny. Na przykład:
1 - X i Y w lesie,
2 - X z dziewczyna w samochodzie,
3 - rozmowa z Y (o czymś tam), itd.

Następnie dopracowuję każdą ze scen. Na przykład scena 1
"X i Y wyjeżdżają do lasu. Spędzają noc pod namiotem. Rano budzą się osypani krostami, ale słyszą wzajemnie swoje myśli (UFO?, kontakt - jak bliski? choroba popromienna? - sprawdzić jakie są objawy (!))" itd.
Dorzucam tu fragmenty dialogów, opisy miejsc, sytuacji, piszę, która z postaci pojawia się w danej scenie, innymi słowy dzielę swój śmietnik na poszczególne kupki, przez które będzie prowadziła droga bohatera. Proste? Oczywiście, że proste. A więc do roboty...
Takie rozpisanie fabuły daje nam ten luksus, że mniej więcej wiemy już dokąd zmierza nasz bohater, co zamierza robić, oraz jak się cała historia skończy. Już podczas tego zapisu zauważamy ewentualne dłużyzny lub słabsze miejsca w fabule, które teraz możemy poprawić małym nakładem sił. Czytamy. Raz. Podoba nam się? Nie? To poprawiamy. Czytamy ponownie. Znów nanosimy poprawki. I tak aż do skutku, czyli aż do momentu, gdy zapisana fabuła zaczyna nam się dosyć podobać. Jeżeli nie wiemy jak poprawić jakąś scenę, należy zostawić ją na później, w nadziei, że problem sam się rozwiąże w trakcie pisania.
Aha. I jeszcze jedno. Musimy wiedzieć, co chcecie osiągnąć Waszym tekstem. Czy chcecie zawrzeć w nim jakąś głębszą myśl, czy też li tylko czytelnika zabawić... Jeżeli chcecie coś przekazać, zacznijcie zastanawiać się nad tym już teraz, aby móc Waszą myśl wpleść w fabułę tak, aby Czytelnik przyjął ją mimochodem, podczas czytania tekstu. Musi być podana tak, aby stanowiła integralną część tekstu. Wiem, że to trudne, ale nikt nie mówił, że pisanie jest łatwe.

Zadanie domowe:

Jeżeli ta metoda przypadła Wam do gustu, spróbujcie zapisać w ten sposób Waszą fabułę. Rozbijcie ją na poszczególne sceny i spójrzcie na nią krytycznym okiem.

Przypisy:

  1. Wereśniak P. Alchemia scenariusza filmowego, dodatek do "Film" nr 5/2000, Warszawa 2000
  2. Dębski E. Elementarz pisarza w "Fenix" nr 4/1995, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1995


blog comments powered by Disqus