Wywiad z Maite Carranza - "Czarownice XXI wieku"

Autor: materiały prasowe
14 października 2008

Tekst: Marilo Hidalgo

"Czarownice naszych czasów domagają się odrodzenia pradawnej wiedzy związanej z ziemią i ze zdolnością obserwacji – intuicyjnego postrzegania.”

Wojna czarownic #1 - Klan WilczycyNie podróżują na miotłach i nie noszą szpiczastych kapeluszy. Nie sporządzają śmiercionośnych wywarów i nie biorą udziału w sabatach. To kobiety z krwi i kości, nauczone żyć w ukryciu z powodu prześladowań ze strony mężczyzn, którzy obcą sobie wiedzę na temat naturalnych sił przyrody, wzięli za diabelskie konszachty. Właśnie one przechowują w sobie, w sferze duchowości, pradawną moc związaną, z racji płci, z naturą, macierzyństwem i życiem. Antropolog Maite Carranza napisała historię inną i pasjonującą, opowieść o prawdziwych czarownicach. Rezultatem jej wieloletnich badań jest „Klan Wilczycy” (Edebe) – pierwsza część trylogii „Wojna czarownic”.

- Czemu antropolog Maite Carranza postanawia pisać o czarownicach w XXI wieku?

Ukończyłam studia z myślą o podróżowaniu i badaniu właśnie tego konkretnego zagadnienia. Moja praca magisterska dotyczyła demonologii i obrazu demona w Katalonii. Już w tamtych czasach pociągała mnie wyobraźnia ludowa, istoty fantastyczne i złowieszcze. Ale czarownica nie była częścią tej kosmogonii. Jej postać zwróciła moją uwagę później i w inny sposób. To raczej myśl o byciu kobietą z krwi i kości, świadomość przynależności do płci, której przypisano moce nadprzyrodzone. Przez wieki kobiety były ofiarami nienawiści, były tropione przez inkwizycję i prześladowane. Spodobała mi się podwójna natura kobiety - czarownicy. Wiedźmy mogły być złe, ale uznawano je również za piastunki, akuszerki: pomagały w sprawach miłosnych, w porodach, ciążach i chorobach. To właśnie kobiety były wielkimi znawczyniami przyrody, przekazywały sobie wiedzę, którą mężczyźni odrzucali, uznając ją za banalną i niegodną ich zainteresowania.

- A Jak zdefiniowałabyś te czarownice?

Bardzo dobre pytanie… Czarownica zrodziła się w oczach, które na nią patrzyły. Dlatego obraz ten ewoluował wraz ze zmieniającym się światopoglądem i w dużej mierze zależał od obowiązującej w danym momencie ideologii. Postać czarownicy fascynuje nas po dziś dzień, bo jej obraz przetrwał próbę czasu. Jest tajemnicza, posiada umiejętność oddziaływania na rozmaite aspekty życia ludzkiego. Związana z naturą, wykorzystuje jej energię, potrafi kontrolować siły przyrody i jest panią samej siebie. Dziś kobiety, szczególnie te bardzo młode, odkrywają w niej możliwy do naśladowania model. To stąd wzięły się wszystkie postaci książkowe i filmowe, które potęgują fascynację światem czarownic.

- Dziś może i nas fascynują, ale kiedyś te kobiety kojarzono z diabłem i palono na stosach.

Kojarzono je z naturą, z siłami przyrody. Przed napisaniem tej książki rozmawiałam z paroma czarownicami Wicca – to trend o światowym zasięgu -  i wytłumaczyły mi one pewien rytuał, który ma swoje korzenie w tradycji celtyckiej. Kozioł, zwierzę o najokazalszym porożu, był dla czarownic symbolem płodności i życia. Był rogatym bogiem. Stąd w celtyckich rytuałach czarownik nakładał na głowę takie poroże, by symbolizować stwórcę. Obok niego zjawiała się czarownica matka, razem uosabiali boską parę. Kozioł, symbol życia, płodności i stworzenia, został skojarzony z diabłem przez Kościół katolicki, który nigdy nie tolerował innych niż ściśle określony, sposobów czczenia boga. Po dziś dzień kozioł ma pejoratywną konotację w przeciwieństwie do jelenia czy łosia, które uważa się za piękne.

- Skąd bierze się legenda o O, na podstawie której rozwija się cała historia?

Zbadałam mity różnych kultur i uderzył mnie fakt, że wszystkie są w pewien sposób do siebie podobne: antropomorfizują elementy miejscowej fauny i flory, której gatunki są bardzo różne w zależności od miejsca, w którym się znajdziemy. Zawsze pojawiają się symbole nawiązujące do przyrody. Zawsze początek życia związany jest z kobietą, z matką. Zawsze jest jakaś postać kobieca, która daje życie – z wyjątkiem judeochrześcijańskiej strefy kulturowej, gdzie, o dziwo, tak nie jest. To był punkt wyjścia dla legendy o dwóch siostrach. Binarny układ również jest stałym motywem wszystkich tych legend, jako że dobro i zło zawsze współistniały. Ich początkiem była zawierająca w sobie wszystko jedność, ale gdy dochodzą do głosu sprzeczne interesy, następuje podział. Jednak dobro i zło nie są sprzeczne same w sobie. Jedno jest raczej dopełnieniem drugiego. Stapiają się. Wszyscy  mamy  strony ciemną i jasną, które nieustannie się przeplatają. Rozpoznajemy w sobie skłonności do władzy, chęć posiadania, zawiść, pragnienie tego, co zakazane. Te jakże ludzkie sprawy, dwie strony człowieczej natury, zobrazowane są w życiu dwóch plemion czarownic. Lubię niejednoznaczność i jestem przekonana, że w niej tkwi część emocji: nieustanne wahanie, czy należy się do jednego plemienia, czy do drugiego i czym właściwie różnią się one od siebie. Bardziej określa nas kodeks etyczny i przekonania niż sama nasza natura.

- Bohaterki twojej książki to wyłącznie kobiety, dlaczego?

Nie planowałam tego. Kiedy już zagłębiłam się w temat, to same bohaterki mówiły do mnie. Nie chciałam się im sprzeciwiać, odbierać głównej roli. To historia o mądrych kobietach, które przekazują swoją wiedzę i moce w ukryciu, z dala od męskich oczu.

- Oba plemiona prześcigają się, by zdobyć moc złotego berła. O jaką moc chodzi?

Moc zawsze jest celem do zdobycia, bo kto ją posiądzie, będzie miał też władzę. W walce między dwiema stronami, ta która zdobędzie berło, wyeliminuje stronę przeciwną. Przez wieki czarownice nie miały wielkich możliwości, zostały odsunięte w cień. Zawsze się ich bano. Okultyzm wywołuje lęk. Kobiety strzegły wiedzy, a nie wolno zapominać, że informacja oznacza władzę. Czarownice znały ludzką psychikę, wiedziały jak na nią wpływać, umiały oddziaływać umysłem, znały różne specyfiki, wywary, były związane z przyrodą i posiadły przynajmniej część jej tajemnic. Umiały wsłuchać się w puls ziemi. Był taki czas, kiedy służyły na dworach, mieszały się do polityki. Otoczone przez najważniejsze w ówczesnej rzeczywistości osoby, nauczyły się wpływać na władzę z ukrycia. Jak mówiłam, posiadały wiedzę niedostępną dla innych i to wydało się największym zagrożeniem.

- Były też położnymi i powiada się, że znały tajemnicę rodzenia.

Nie sądzę, by była w tym jakaś wielka tajemnica, posiadały po prostu wiedzę. Umiały określić pozycję dziecka, ale, przede wszystkim, znały psychikę kobiety. Wiedziały, dlaczego skurcze mogą nieoczekiwanie ustać, czemu płód mógł utknąć, z jakiego powodu kobieta nie daje sobie rady. Pomagały rodzącej zachować spokój, pozostawały u jej boku, towarzysząc jej, głaszcząc, szepcząc do ucha piosenki, dając poczucie bezpieczeństwa… To wszystko, czysta psychologia. Nie mówimy tu o zjawiskach nadnaturalnych, tylko o czymś jeszcze głębszym i bardziej tajemniczym.

- Książka zaczyna się od historii młodej dziewczyny, która odkrywa, że jest czarownicą. Czy myślisz, że każda kobieta ma w sobie czarownicę?

Jestem o tym przekonana. Opowiem ci o jednym ze źródeł natchnienia. Pewna pani psychiatra, nazywa się Clarissa Pinkola Estes, napisała dość kontrowersyjną rozprawę o tytule: „Biegnąca z wilkami”. To przywołanie dzikiej kobiety, która czyta w swoich pierwotnych instynktach, kobiety, która ponownie nawiązuje kontakt z tym, co zostało jej odebrane przez patriarchalne społeczeństwo, na nowo odkrywa pełnione niegdyś funkcje. Ta dzika kobieta, obecna w każdej z nas, nakłania do poszukiwań i nawołuje do wsłuchania się w wewnętrzne znaki, które mogą wskazać właściwą drogę. Drogę niewidoczną w gąszczu cywilizacji. Autorka podkreśla, że wszystko to, co w kobiecie jest naturalne, zostało kiedyś potępione i kobiety musiały się nauczyć to skrywać, by móc przetrwać. Właśnie o to walczą czarownice  naszych czasów. Domagają się odrodzenia pradawnej wiedzy związanej z ziemią i ze zdolnością obserwacji – postrzegania. Chcą widzieć rzeczywistość, zamiast tylko biernie się jej przyglądać, chcą umieć dostrzec znaki, jakie daje nam natura i pojmować świat nie tylko rozumowo, ale przede wszystkim instynktownie...

- Za historią, którą nam w książce opowiadasz, kryje się coś głębokiego, z czym utożsamiasz się coraz bardziej wraz z kolejnymi odkryciami bohaterki. Coś, co okazuje się bardzo bliskie...

Cieszę się, że udało mi się przekazać to, co sobie zaplanowałam. We wszystkich cywilizacjach jest jakaś tajemna sfera, którą władają tylko kobiety. Mam na myśli tę duchowość związaną z otoczeniem rodzinnym: rytuały ochronne odprawiane po to, by do domu nie wdarła się choroba, by dzieci nie zaatakowała żadna dzika bestia. To właśnie kobiety odpowiadały niegdyś za składanie ofiar, chroniły rodzinę przed wszelkim, przychodzącym z zewnątrz, złem. O dziwo, z tej funkcji zostały odarte przez kapłanów, odsunięte od tego, co było dla nich naturalne.

- Są antropolodzy – kobiety – które mówią o pierwotnych społecznościach matriarchalnych, a nawet o religii opartej na kobiecej duchowości i na czarownicach. Ile jest w tym prawdy?

Wiele się o tym mówi w rozmaitych kulturach, ale wciąż taka teza nie została ostatecznie udowodniona. Z początku był to romantyczny wymysł. Był kiedyś antropolog, który stworzył całą serię stadiów, żeby wytłumaczyć ludzką ewolucję i mówił o okresie wcześniejszym od dzikiego, kiedy to społeczności były matriarchalne. Co ciekawe, wszystkie cywilizacje mają jakąś legendę o odległym plemieniu, gdzie rządziły kobiety, jak w micie o amazonkach. Ale nigdy nie udowodniono, choć wcale nie łatwo mi to przyznać, żeby władzą wojskową polityczną, administracyjną i rodzinną zawiadywały kobiety. Jak mówię, to romantyczna bajka, którą jedni pisarze przekazywali drugim.

- Czy Maite Carranza czuje się czarownicą?

Moje dzieci mówią, że nią jestem, ale ja myślę, że brak mi mocy. Chciałabym. Choć owszem nie ukrywam, mam niezłą intuicję. Odczuwam teraz wielką przyjemność pisząc drugą część, dla której zatraciłam się w badaniu strefy bliskiej czarom.  Aktualny temat bardzo mnie pociąga: chodzi o relacje rodzinne między kobietami, o konflikt pokoleń. Bawię się psychologicznymi mechanizmami, które sprawiają, że córka zwalcza matkę i odwrotnie. Zastanawiam się, czego oczekuje jedna od drugiej, kiedy następuje załamanie, jak się przechodzi od podziwu do nienawiści i dlaczego poprzez poszukiwanie dochodzi się do źródeł… Zawsze chciałam mówić o czarownicach prawdziwych, kobietach które zachowały w duchowości pradawną moc związaną z przyrodą: czynienie życia. W tym tkwi ich siła.

Wojna czarownic #1 - Klan Wilczycy

Autor: Maite Carranza
Tłumaczenie: Marcin Sarna
Ilustrator: Witold Vargas
Wydawnictwo: Jaguar
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 11/2008
Tytuł oryginalny: El Clan de la Loba
Format: 135x205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-60010-65-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,90 zł


blog comments powered by Disqus