Wywiad z Ewą Białołęcką


okladkaEdyta Muł-Pałka: 28 października ukazuje się Pani najnowsza powieść Kamień na szczycie, nakładem Agencji Wydawniczo-Literackiej RUNA, inaugurując jednocześnie jej działalność wydawniczą. Czy to jest inaczej niż gdy wydaje się książkę w wydawnictwie już istniejącym na rynku?

Ewa Białołęcka: Do tej pory miałam doświadczenie tylko z jedną książką. Różnice między wydawnictwem RUNA a moim poprzednim wydawcą wynikają raczej ze stylu pracy, a nie z tego, że jedno wydawnictwo jest "świeże", a drugie istnieje już dość długo na rynku. Od momentu podpisania umowy i złożenia tekstu w redakcji do wydania minęło ponad pół roku, lecz zapewniam, że jest to całkiem normalny okres oczekiwania, w którym mieści się bardzo skrupulatna praca redakcyjna, kilka korekt i (w tym wypadku) starania graficzki, która przygotowała mi piękne winiety. Słyszałam o wydawcach, którzy są w stanie wypuścić na rynek książkę w ciągu trzech tygodni, lecz zawsze wiąże się to z redakcyjnym niechlujstwem i koszmarnymi ilościami literówek w tekście.

Może Pani powieść zawsze będzie już kojarzona z tym wydawnictwem, jej sukces wpłynie na sukces wydawnictwa lub odwrotnie?

Mam nadzieję, że z sukcesem, a nie odwrotnie. To, że książkę kojarzy się z wydawnictwem, a raczej z serią, jest całkiem normalnym zjawiskiem. "Wiedźminy" kojarzą nam się nieodparcie z białą serią Supernowej, kiedy mówimy "Diuna", przywykliśmy widzieć oczami wyobraźni szatę graficzną Fantompressu. Zapewne tak samo stanie się z "Kronikami Drugiego Kręgu", bo i dlaczego miałoby być inaczej?

Często w przypadku przedstawiania Pani sylwetki w prasie czy internecie mocno akcentowany jest fakt, że dwukrotnie i jako jedyna kobieta została Pani laureatką nagrody im J. A. Zajdla. Czy w Polsce nie ma kobiet dobrze piszących fantastykę, może trudniej jest im się przebić, a może wciąż jednak zakorzeniony w umysłach patriarchat tak dał nam się we znaki, że pisanie fantastyki jest traktowane jako "męskie" zajęcie, dla kobiet pozostawia się natomiast twórczość obyczajowo - wspomnieniową, niekiedy lekką awangardę?

O, to są już mocno nieaktualne dane. To prawda, że dwukrotnie odbierałam nagrodę im. Janusza Zajdla, ale nie jako jedyna kobieta. Anna Brzezińska również zgarnęła dwie statuetki, a jedna powędrowała do Antoniny Liedtke. W rodzinie zajdlistów są więc już trzy kobiety, a mam nadzieję, że będzie nas więcej. Kilkakrotnie już nominowana była do tej nagrody Maja Kossakowska i pewnie za jakiś czas doczeka się uhonorowania. Tak więc można powiedzieć, że byłam pierwsza, ale nie jedyna. W Polsce są kobiety piszące fantastykę i to piszące dobrą fantastykę, jak wynika z powyższego. Mężczyzn piszących jest więcej, to prawda, ale nie jest to akurat specyfiką gatunku lecz zjawiskiem ogólnospołecznym, że tak powiem. Kobieta zwykle pracuje zawodowo, odwala dodatkowo brudną robotę w domu, a jeśli ma dzieci, to musi je przypilnować w zakresie odrabiania lekcji. Jeśli kobiecie uda się cokolwiek napisać w takich warunkach, to już zakrawa na cud i bohaterstwo. W tym samym czasie Pan Pisarz w dziewięciu przypadkach na dziesięć zamyka się w pokoju i żąda ciszy, bo "tworzy". Od kilku lat zresztą obserwuję rosnące pogłowie piszących pań. W czasopismach pojawia się coraz więcej tekstów podpisanych nazwiskami kończącymi się na "a", więc jestem optymistką. Powinno być coraz lepiej. Dążymy do złotej równowagi pod tym względem. Teraz zresztą łatwiej jest zadebiutować niż kiedyś. Wiele opowiadań trafia na łamy pism wprost z witryn internetowych. Łatwiej się zaprezentować i zostać zauważonym.

Wspomaga Pani Wirtualne Muzeum Smoków - Smocze Strony, smoki pojawiają się na kartach Pani utworów. Skąd ta fascynacja smokami, czym była zainspirowana?

tkacz_iluzji Pierwszy smok, z jakim się zetknęłam, to był oczywiście smok wawelski - nieciekawa figura, ot taki tępy jaszczur, w dodatku bohater negatywny. Z wawelskim pozytywnym zapoznałam się poprzez "dobranockę", ale nadal to nie było to, bo smok narysowany przez Ledwiga jest tak humanoidalny, że aż traci swoją smokowatość i najbardziej przypomina sympatycznego facecika w pumpach i zębatej masce. Potem długo nie było nic, aż w końcu pojawiła się na rynku "Fantastyka", a w niej "Jeźdźcy smoków". Dla czternastolatki było to absolutne objawienie, zakochałam się w tych smokach bezwarunkowo i do tej pory uważam je za ogromnie interesujące, gdyż są jednocześnie rozumne i zwierzęce w zachowaniach. Falkor z "Niekończącej się historii" jest również moim faworytem,choć twórca obdarzył go takim wygłaskanym, milusim charakterem, że jest to bardziej przytulanka niż smok. Natomiast wygląd Falkora zainspirował mnie do skonstruowania smoka  całkowicie pokrytego sierścią. Trochę tu rzutowały też na moją wizję lekcje biologii - smok miał być przynajmniej na pierwszy rzut oka bardzo realistyczny, a jednocześnie oryginalny. Skoro lata wysoko, a nie zieje ogniem i nie ma osobistej ciepłowni w brzuchu, to uznałam, że powinnam postawić na bardzo dobrą przemianę materii i grubą warstwę izolacyjną, czyli na pewno nie łuski, tylko coś bardziej puchatego.

Jaki utwór fantastyczny przeczytała Pani jako pierwszy? Jakie to wywarło wrażenie?

kubek Oj, tu trzeba by chyba sięgnąć do wczesnego dzieciństwa. O ile do science fiction można zaliczyć "Tapatiki" Tomaszewskiej, to pierwsza była właśnie ta książka. Natomiast oficjalnie swój związek z literaturą fantastyczną liczę od lektury "Cyberiady". Miałam dziesięć lat i pożyczyłam te książkę od wuja, bo bardzo mnie zainteresowały ilustracje Daniela Mroza. Oczywiście mała dziewczynka nie była w stanie wyłapać tych wszystkich gier słownych, ale było to dla mnie coś nowego, ciekawego... "odlotowego", tak, że potem wracałam wielokrotnie do tej książki i za każdym razem odkrywałam coś nowego, w miarę jak rosła moja wiedza o świecie. W ogóle, lektury dzieciństwa wspominam jako straszliwy bigos. Czytałam wszystko co mi wpadło w ręce. Lema, Peteckiego, Muminki, Dekameron, Tolkiena, bajki Andersena, "Przygody Dyla Sowizdrzała" w wersji nieocenzurowanej, horrory Grabińskiego i opowiadania o zwierzątkach. Chyba te zwierzątka usypiały czujność mojej mamy i nie dostrzegła, że z bajkami o króliczkach sąsiadują relacje z Oświęcimia.

Jakich pisarzy Pani ceni?

Zdecydowanie Pratchetta, za poczucie humoru i świetne pomysły; oraz Małgorzatę Musierowicz, za subtelność i również za humor. Oczywiście czytam i cenię wielu innych autorów, ale cykle Świat Dysku i Jeżycjadę mogę czytać bez znudzenia na okrągło.

Działa Pani w fandomie. W co Pani się angażuje a jakich przedsięwzięć unika? Na jakich konwentach się Pani pojawia i które uważa za ciekawe i dobrze zorganizowane?

Wielokrotnie byłam w grupach operacyjnych Nordconu. Nie mogę powiedzieć, abym unikała jakichś przedsięwzięć, po prostu robię to, co jestem w stanie wykonać. Bardzo nie lubię obiecywania gruszek na wierzbie i potem wycofywania się z czegoś rakiem. Zwykle włączałam się w organizowanie wystaw plastycznych i prezentacje multimedialne. Projektowałam znaczki, emblematy i plakaty rozwieszane na terenie konwentu. Nieoficjalnie w drobnym zakresie wspierałam też Arracon. Od lat jeździmy z mężem na Nordcony i Polcony. Nie opuściliśmy ani jednego elbląskiego Arraconu, który jak na razie uważam za najciekawszy konwent w całej puli. Bywałam na Komixonie w Łodzi, odwiedziłam Szedariadę... raczej unikam imprez organizowanych z nastawieniem głównie na graczy, ale nie dlatego, że uważam je za gorzej przygotowane. Po prostu nie gram, nie znam dobrze tego środowiska i chyba bym się tam nudziła.

smok_witraz Jest Pani artystką słowa ale także tworzy witraże. Nad czym obecnie Pani pracuje i gdzie można zatknąć się z Pani pracami?

W tej chwili projektuję duże lustro z chińskim smokiem i białym tygrysem. A moje prace (te ciekawsze) można obejrzeć na stronie internetowej galeria.net-arena.pl/galeria.php

Dużo czasu spędza Pani w sieci? Co Panią interesuje w internecie, jakich rzeczy Pani tam poszukuje? Czy udziela się Pani na listach dyskusyjnych związanych z fantastyką, fandomem?

Aż za dużo. Za dużo siedzę na czacie, zamiast robić coś konstruktywnego w tym czasie. Myślę już o jakiejś terapii odwykowej ;-) Przypadkowo trafiłam na smoczą stronę, a potem na witrynę miłośników fantasy "Inny Świat" i teraz wspieram materiałami te dwa wirtualne przedsięwzięcia. Odwiedzam dość często witryny poświęcone filmom. Szukam interesujących grafików, zarówno polskich jak i zagranicznych. Zaglądam do serwisów informacyjnych, takich jak Fantazin, Fantastycznie!, Esencja, oraz oczywiście Gildia, zwłaszcza od czasu kiedy okna lepiej się otwierają. Uwazam Gildie za bardzo dobry, bogaty serwis informacyjny, czesto aktualizowany i w pelni profesjonalny.
W listy dyskusyjne się nie angażuję. Spróbowałam raz, codziennie byłam zasypywana stosem korespondencji o treści rozpaczliwie miałkiej. Zraziłam się, stwierdziłam, że szkoda mi na to czasu oraz pieniędzy (wtedy jeszcze egzystowałam na modemie). Wolę prowadzić korespondencję z kilkoma tylko osobami, ale za to jest ona o wiele bardziej treściwa.

Zdjęcie kubka ze smokiem pochodzi ze Smoczych Stron
Grafika na kubku została wykonana przez Ewę Sosnowską alias DragonLady.
Ilustracja do Tkacza Iluzji jest autorstwa Barbary Śliwińskiej.
Witraż ze smokiem wykonała Ewa Białołęcka.

Kroniki Drugiego Kręgu #2 - Kamień na szczycie

Autor: Ewa Białołęcka
Okładka: Stephanie Pui-Mun Law
Wydawnictwo: Runa
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2002
Liczba stron: 278
Format: 125x185 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-917904-0-1
Cena z okładki: 25,40 zł


blog comments powered by Disqus