Wywiad z Januszem Beynarem, autorem thrillera "Skutki uboczne"

Autor: materiały prasowe
11 grudnia 2009

Pomimo rozrywkowego charakteru książki, przemyca ona treści niezwykle ważne z punku widzenia współczesnego społeczeństwa. Skąd wziął się pomysł na powieść, której wątek dotyczy skutków ubocznych hormonalnych środków antykoncepcyjnych? Jest to tylko chwytliwy pomysł literacki czy też może gdzieś głęboko drzemie w Panu obawa przed wielkimi korporacjami farmaceutycznymi?

Obawa przed międzynarodowymi koncernami farmaceutycznymi pojawia się na twarzach milionów ludzi w wielu krajach. Polska nadal cierpi na pokomunistycznego kaca, którego objawami jest niedocenianie chciwości i totalitarności instytucji pseudodemokratycznych rodzących się na zachodzie. Wraz z murem berlińskim runęła przeciwwaga zachodniej pazerności jaką był komunizm. W Ameryce i Kanadzie masowo są likwidowane związki zawodowe, a wraz  z nimi znika głos szarego człowieka. Produkcja środków farmakologicznych kosztuje grosze, a sprzedaje się je za miliardy dolarów. Cała sztuka polega na przekonaniu i uzależnieniu tłumów od danego leku. Najlepszym przykładem jest obecna sytuacja w Kanadzie. Ministerstwo zdrowia przelało na konta GlaxoSmithKline ponad dwa miliardy dolarów, kupując 51 milionów szczepionek przeciwko grypie N1H1. W Kanadzie mieszka niespełna 33 milionów ludzi, z czego chęć zaszczepienia się zgłosiło około 30 % obywateli. Minister zdrowia zakupił pięć razy więcej szczepionki niż potrzeba  w walce z bardzo wątpliwą "pandemią".  Politycy wielu krajów są już udziałowcami koncernów farmakologicznych, których celem  przestało być leczenie chorych. Jedynym celem jest zysk, a zdrowy człowiek jest zupełnie nieopłacalnym zjawiskiem. Przygotowując się do napisania "Skutków Ubocznych" wyszukałem wiele opracowań na temat nadużyć, utajniania i po prostu mówiąc kłamstw. Jedną z form wykrzywiania prawdy jest niebadanie długoterminowych skutków ubocznych środków farmakologicznych. Skutkiem ubocznym nazywa się( na opakowaniu) tylko bezpośrednią reakcję po zażyciu. W przypadku hormonalnej ingerencji w organizm człowieka dewastujące skutki mogą wystąpić dopiero po długim czasie lub nawet w drugim pokoleniu. Dla wszystkich zainteresowanych tematem polecam lekturę opracowania "Hormonalny Chaos" autorstwa Shaldona Krimskego.

Na ile główny bohater "Skutków ubocznych", Jan Barski, jest pańskim alter ego?

Jan Barski  do pewnego stopnia... to ja. Mieszkamy w tych samych okolicach, na północ od Toronto, mamy samochody terenowe tej samej marki i podobnego psa... Przede wszystkim łączy nas jednak zamiłowanie do kanadyjskiej przyrody, do plecaka, canoe i niekończących się terenów czekających na wędrówkę. Przemierzyliśmy te same szlaki...Życie zawodowe Barskiego, jego zawikłane labirynty miłosne, odwaga, podejmowanie ryzyka i szybkość działania są już dziełem mojej wyobraźni. Nie jestem detektywem. Muszę przyznać, że tworząc postać Jana, bardzo go polubiłem i może dlatego nie pozwoliłem zrobić mu krzywdy. Aha... mamy jeszcze wspólne inicjały J. B. Kończąc pisanie "Skutków ubocznych" serdecznie życzyłem mojemu bohaterowi ...wszystkiego najlepszego na dalszej drodze życia, na drodze walki z korupcją, przez którą cierpią miliony.

Jan jest polskim imigrantem do Kanady, tak jak Pan. Dlaczego i w jakich okolicznościach zdecydował się Pan na emigrację?

Statystyki podają, że było nas około 2 miliony. W roku 1983 ożeniłem się z Bożeną i rok później urodziła się nam córka, Maja. Kończąc studia na UG nasza młoda rodzina mieszkała na 8 metrach kwadratowych, nie mając najmniejszych szans na własny kąt. Inflacja kradła każdą możliwość zarobku, a ze znajomościami chyba  trzeba się urodzić. Udało mi się dostać pracę w gdyńskiej stoczni "na czarno".  Tłumaczyłem i pomagałem w szwedzkiej firmie wykańczającej wielki prom oceaniczny. Na ówczesne warunki w ciągu pół roku zarobiłem tyle, co przeciętny Polak zarabiał w dziesięć lat, a to i tak starczyłoby tylko na połowę kawalerki lub małego fiata. Szwedzka firma zniknęła za Morzem Bałtyckim, a nasza rodzina dalej  chciała się rozwijać... zarobione pieniądze zainwestowałem w wyjazd z kraju.

W książce pojawia się fragment w szarych barwach opisujący rzeczywistość PRL. Jak Pan wspomina tamte czasy?

Jak już wspomniałem... 8 metrów kwadratowych mieszkania , brak perspektyw zawodowych... szarość. Szarość nie tylko na ulicy, w sklepach, w codzienności, ale również ta niebezpieczna forma ciemnego odcienia szarości wdzierającej się w duszę ludzką. Połowa lat osiemdziesiątych to był okres osłabnięcia ducha "Solidarności". Do tej pory nie mogę pojąć, dlaczego "mury runęły" nie wtedy, kiedy tak bardzo na nie napierano, a dużo później.  Bożena obroniła pracę magisterską na Wydziale Polonistyki i zdecydowaliśmy się na świeży start na wsi. Krokowa...tak nazywała się wieś niedaleko Gdyni, gdzie staraliśmy się o przydział mieszkania z wydziału oświaty. Było tuż tuż, kiedy kto inny dał łapówkę i przepadło. Byłem młody i gotowy do walki, szukałem jednak innych, może bardziej uczciwych jej reguł.

Jak się żyje w Kanadzie. Czy tęskni Pan za Polską? Jakie różnice zauważa Pan w mentalności Polaków i Kanadyjczyków?

W Kanadzie żyje się dobrze, wygodnie i na pozór bezpiecznie. Oczywiście ta wygoda nie pochodzi z charytatywnego charakteru państwa, lecz po prostu z ciężkiej pracy ludzi. Tak bardzo jak zakochany jestem w tym, co w Kanadzie stworzyła natura, tak bardzo doprowadza mnie do szału konformizm i obojętność Kanadyjczyków na sprawy istotne. Jeżeli tubylcy nadal nie będą zauważali wykupu ich pięknego kraju przez wielkie koncerny międzynarodowe, to następne pokolenie Kanadyjczyków obudzi się w epoce wtórnego niewolnictwa. Jeżeli można żartobliwie podsumować różnicę w mentalności Polaka i Kanadyjczyka to zrobiłbym to tak: Polak widzi konspirację międzynarodową nawet tam, gdzie jej nie ma, a Kanadyjczyk nie widzi nic dziwnego w tym, że o Puchar Stanleya zawsze rozgrywa się siedem spotkań pomiędzy dwoma, ostatnimi drużynami hokeja. Zawsze jest wynik 4:3, nigdy 4:0, 4:1 lub 4:2, co też przynosi maksymalny zysk organizatorom i mediom.

Ciekawi mnie, jakie jest zainteresowanie polskimi książkami w Ontario? Zważywszy na bardzo liczną polonię wydaje się, że powinno być duże?

W okolicach Toronto, a przede wszystkim w półmilionowym  mieście Mississauga mieszka około 120 tys. Polaków, którzy przybyli tutaj z ostatnią falą emigracji lat 80. i 90. Prawdopodobnie przekrój czytających i nieczytających jest tu podobny jak w starym kraju. Są grupy miłośników dobrej literatury i grupy patrzące tępo w ekran telewizora. W Ontario jest kilkanaście sprawnie działających polskich księgarni, które trzeba przyznać na bieżąco sprowadzają popularne tytuły z Polski. Właśnie dzisiaj, to jest 6 grudnia, wróciłem z dużej imprezy - kiermaszu książki Księgarni Polimex, która to odbyła się w Centrum Kultury Polskiej im. Jana Pawła II.  Muszę przyznać ,że wśród stołów uginających się pod ciężarem książek przeszły setki , a może i tysiące rodaków. 20 egzemplarzy "Skutków Ubocznych" , które zamówiono na tę okazję zostało sprzedanych z autografem autorskim. Jest to okres przedświąteczny, także sprzedano wiele książek. Analizując historię handlu książkami to definitywnie najlepiej sprzedawały się podczas niedoboru i reglamentacji komunistycznej. Nie trzeba było książek reklamować ani promować, a każdy sensowny tytuł znikał z półek zaraz po otwarciu księgarni.

Jest Pan potomkiem Pawła Jasienicy. Czy znał go Pan osobiście, ma jakies wspomnienia związane z jego osobą?

Tak, zgadza się. Jestem wnukiem Janusza,  brata Lecha Beynara, czyli Pawła Jasienicy. Różnica pokoleń niestety nie pozwoliła mi nigdy na ciekawą konwersację z Pawłem Jasienicą. Odszedł z tego świata, kiedy miałem osiem lat. Pamiętam "stryja" , bo tak mówiono o nim u nas w domu,  tylko jako jedną z postaci przy stole świątecznym. W biblioteczce moich rodziców do dziś stoją pożółkłe już egzemplarze pierwszych wydań z dedykacjami  autora. Gdyby tak można było co nieco pomanipulować czasem, to bardzo chętnie skorzystałbym z rozmowy i porad wspaniałego pisarza. Może łatwiej by mi było osiągnąć poziom tej niespotykanej w literaturze polskiej otwartości, lekkości... i odwagi pióra mojego  wielkiego przodka. Po latach pozostaję w bardzo bliskich kontaktach z cioteczką Ewą, Ewą Czeczot Beynar, córką Pawła Jasienicy. Łączą nas wspólne zainteresowania  podróżnicze. Byliśmy nawet na kilku wspólnych wyprawach.

Nie ukrywa Pan swojej miłości do kanadyjskiej przyrody. Proszę opowiedzieć o tej pasji? Czy było takie wydarzenie na szlaku, które szczególnie wryło się Panu w pamięć?

Jeśli przypadkowo "wdepnie" się w taki kraj, jak Kanada to człowiek taki jak ja nie ma innego wyboru. Kanada to nieskończone obszary lasów, jezior, gór. Nie lubić przyrody w Kanadzie to tak jakby nie lubić wódki w Rosji albo spaghetti we Włoszech. W moim przypadku to sprawa tak oczywista, że nie ma tu nawet mowy o wyborze. Piękne okolice są oczywiście w wielu krajach. Kanadę odróżnia to, że można tym pięknem radować się w samotności i ciszy, bez potrzeby kupna biletu i szukania miejsca na parkingu. W "Skutkach Ubocznych" opisałem zdarzenie w Parku Prowincjonalnym Killarney, kiedy to przechodzący łoś kopnął kubek herbaty jednego z bohaterów. Jest to prawdziwe wydarzenie, które miało miejsce  w Parku Narodowym Yoho w Columbii Brytyjskiej jesienią roku 2001. Wraz z dwoma kolegami biwakowaliśmy u podnóża "Śmiejącego się wodospadu", kiedy z krzaków nad lodowatym strumieniem wyszła łosica z cielakiem. Ten właśnie malec kopnął chłodzące  się w wodzie, nasze jedyne  piwo marki Korona. Butelka na szczęście nie pękła i została wyłowiona z  szybkiego nurtu. Jest to zdarzenie tak nieprawdopodobne, że aż niemożliwe. W książce prawdziwe jest również wzruszające spotkanie ze starszą panią, która rok po wylewie, nie mówiąc i kulejąc przemierzała z plecakiem stukilometrową trasę... po raz ostatni, jak to powiedziała jej siostra. Wogóle to proszę mi nie zadawać pytań o wydarzeniach na szlaku, bo nie skończę tego tematu:)))

Czy planuje pan następną powieść? Dalsze przygody Barskiego?

Nie tylko planuję, ale już od kilku miesięcy nad nią pracuję. Słyszałem opinie, że "Skutki" kończą się otwartą przestrzenią zapraszająca do dalszych przygód Jana Barskiego. Bardzo polubiłem bohatera mojej pierwszej powieści i może kiedyś wrócę do tej postaci. Teraz jednak zwalniam trochę ludlumowskie tempo akcji i następna powieść ma charakter bardziej thrillera psychologicznego dziejącego się na kilku planach czasowych. Głównym punktem jest tu wyjaśnienie tajemniczego zdarzenia sprzed lat. Opowieść o opowieści to dosyć trudne zadanie. Tym razem akcja dzieje się w Kanadzie i w zachodnich Stanach, w Kalifornii. Bohaterowie jednak znowu pochodzą z mojej ulubionej grupy....są polskimi emigrantami. Tytuł ? Na razie jest to tytuł roboczy, ale być może, że tak już pozostanie : "Nawrócenie".

Skutki uboczne

Autor: Janusz Beynar
Wydawnictwo: Novae Res
Miejsce wydania: Gdynia
Wydanie polskie: 10/2009
Liczba stron: 384
Format: A5
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-61194-33-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus