Wywiad z Jonathanem Carrollem

Autor: Henryk Tur, Katarzyna Zwolska
30 października 2007

Katarzyna Zwolska: Jest Pan częstym gościem w Polsce. Czy spowodowane jest to jedynie dużą rzeszą czytelników czy też odwiedza Pan nasz kraj z innych powodów?

Johnatan Carroll: Jedno i drugie. Odwiedzam Polskę zarówno w celach zawodowych, jak i prywatnych. Przyjeżdżam spotkać znajomych albo zwiedzić nowe miasta. Tym razem jestem tu, aby promować książkę. Kraków jest tylko godzinę samolotem od Wiednia, gdzie teraz mieszkam. Bardzo lubię tu przyjeżdżać.

K.Z. Słyszałam, że jest Pan typem pisarza, który nie przystępuje do pisania książki z gotowym, wytyczonym schematem lecz zaczyna od pewnej idei, czasem nawet zdania a następnie losy bohaterów toczą się same, często zaskakując nawet Pana. A jak narodziła się Pańska najnowsza książka "Zakochany duch"?

J.C. -To zazwyczaj jest zdanie. Tak było i tym razem. Pewnego dnia po prostu przyszło mi do głowy zdanie "Duch zakochał się w kobiecie nazwiskiem German Landis" i ten pomysł wywołał uśmiech na mojej twarzy. Kto mówi, gdzie oni są, co się dzieje- to wszystko powoli przychodzi samo. Pisanie jest jak rozplątywanie kłębka nici. Prędzej czy później dochodzisz do miejsca, w którym wiesz, co robisz. To może być 10 stron, równie dobrze i 100, ale jeśli podążasz za ideą, to w końcu odnajdujesz to, czego szukałeś.

K.Z. W "Zakochanym duchu" udowadnia Pan, że nasza przeszłość kształtuje to, kim teraz jesteśmy. Składamy się z połączenia naszych byłych jaźni. Dlaczego nie możemy tak po prostu odwrócić się od tego, co było?

J.C. Właśnie o tym jest ta książka. Części ciebie, których nie lubisz- dlaczego ich nie odrzucisz? Gdy masz psie gówno na bucie, to po prostu je ścierasz. Ale z cechami, których nie akceptujemy jest inaczej. To gówno zostaje, przywiera. Wszyscy jesteśmy ukształtowani przez naszą przeszłość: to, co zrobiliśmy, nasze błędy, niewłaściwe decyzje. Moim zdaniem stajemy się lepszymi ludźmi poprzez uczenie się, jak sobie z tym poradzić. Z tego powodu pytam: dlaczego nie odrzucisz tak po prostu wszystkich swoich negatywnych cech? To nie jest proste, wiem. Dlatego napisałem tę książkę.

K.Z. "Zakochany duch" to także książka o miłości, która jest w stanie pokonać wszystko. Okazuje się, że kochając jednego człowieka, tak naprawdę kochamy całą złożoność jego osobowości. German miała okazję poznać te najbardziej mroczne strony swojego ukochanego, takie jak rozgoryczenie, brak wiary w ich uczucie i obojętność. Czy miłość jest w stanie wytrzymać taką konfrontację?

J.C. Gdy masz kogoś, to mimo że bardzo go kochasz, wciąż nie jesteś w stanie wybaczyć pewnych rzeczy, takich jak kłamstwa czy niewierność. Zawsze przychodzi moment, gdy musisz zdecydować: czy mogę to przełknąć? Czasami nie i dlatego właśnie miłość umiera. Stwierdzasz, że już dość. Chcąc być romantyczni mówimy, że miłość zwycięży wszystko. Ale to nie prawda.

Henryk Tur: Początkowo miłość jest niczym ogień, lecz z biegiem czasu ten płomień stopniowo się wypala. Dlaczego tak się dzieje?

J.C. Ponieważ to Ty go wypalasz. Jesteśmy zmienni...

H.T. Czy wierzy Pan w wieczną miłość?

J.C -...

K.Z. Kobiety w Pańskich książkach są przedstawiane w wyjątkowy sposób. Są intrygujące i inteligentne, a zarazem ciepłe i gotowe do poświęceń. Zdaje się Pan podziwiać ich niepowtarzalność, doceniać za wrażliwość i urok. Czy tworzy je Pan takie, gdyż właśnie w ten sposób postrzega wszystkie kobiety czy też jest to próba stworzenia ideału?

J.C. Jestem otoczony przez interesujące kobiety. Te, które kochałem i lubiłem, zarówno romantycznie czy jako przyjaciółki, umieściłem w moich książkach. W "Białych jabłkach" postać Isabelle, to osoba którą rzeczywiście znałem. Było mi łatwiej o niej pisać, gdyż stworzyłem ją z fragmentów osobowości pierwowzoru. Nigdy nie bierzesz wszystkiego. Wycinasz pewne cząstki, które później składasz w całość. Moim zdaniem kobiety są znacznie bardziej interesujące niż mężczyźni. Są lepszymi przyjaciółmi. Mężczyźni myślą liniowo, kobiety mają znacznie szerszy punkt widzenia. Gdy masz jakiś problem, one nie będą myślały nad rozwiązaniem go, lecz o tym, jak się z tym czujesz.

K.Z. W Pańskich książkach granica między rzeczywistością a światem fantazji i magii jest bardzo ulotna. Czy podobnie w Pańskim życiu te dwa światy są ze sobą blisko związane, czy też jest Pan realistą?

J.C. Częścią pracy pisarza jest stworzenie świata, który będzie na tyle rzeczywisty, aby czytelnik mógł w niego uwierzyć. Kiedy wykładałem na uniwersytecie, zwykłem mówić studentom: możecie stworzyć świat, w którym żyją smoki, ale musi być on na tyle konsekwentny, logiczny i dobrze opowiedziany, aby mogli w niego uwierzyć ludzie, nie znający smoków. Gdy czytasz Tolkiena, wierzysz mu, bo to pięknie napisana historia. Tak też jest z moimi książkami. Gdy przedstawię mój świat dobrze, to dasz wiarę we wszystko, lecz jeśli źle- po prostu odrzucisz.

K.Z. Każdy pisarz przenosi do swoich książek jakąś część siebie. Mogą być to anegdotki z życia, wspomnienia poznanych osób czy sentymentalne miejsca. Co Pan przemycił ze swojego życia?

J.C. Wszystkie kobiety, które kochałem, umieściłem w moich książkach. Jedna po drugiej. W "Zakochanym duchu" German jest bardzo wysoka, posiada mały nosek i wstydzi się z tego powodu. Kiedyś byłem zakochany właśnie w takiej kobiecie: bardzo wysokiej, o małym nosku. Próbowała to ukryć, ciągle pocierając swoją twarz. Wziąłem ten element i włożyłem do mojej książki.

K.Z. Pańska twórczość często dotyka tematów życia i śmierci. Co powoduje takie zainteresowania i czy mają z tym związek jakieś osobiste przeżycia?

J.C. Kiedy byłem młody, szukałem wrażeń i wiodłem niebezpieczne życie. Byłem gangsterem, wciąż walczyłem z ludźmi i miałem kłopoty z policją. Później się to zmieniło. Jednak kiedy piszesz książkę, zawsze umieszczasz w niej elementy swojej historii, choć nadajesz im inny kształt. Na przykład "W głosie naszego cienia" jest mężczyzna, którego stworzyłem bazując na kimś, kogo znałem jako chłopiec. Oczywiście nie wziąłem wszystkiego, ale w większości to właśnie ten facet. Chociaż należy pamiętać, że minęło sporo czasu odkąd byłem chłopcem, więc moje wyobrażenie o nim uległo znacznym zmianom. Czas, perspektywa i emocje kształtują nasze wspomnienia.

K.Z. A jak Pan myśli, dlaczego ludzie mają potrzebę czytania książek właśnie na tak ciężkie tematy jak życie po śmierci?

J.C. Wszyscy szukamy odpowiedzi. Tylko kwestia, jak szczerzy podczas tego procesu jesteśmy. Często bowiem oszukujemy samych siebie. Chciałbym pytać innych, czego właściwie chcą? Sądzę, że ludzie czytają książki po to, aby znaleźć odpowiedzi, ale od drugiej strony. Zamiast próbować samemu dojść do pewnych rzeczy- czytają, słuchają muzyki czy chodzą do muzeum. Ale moim zdaniem, najlepszą metodą znalezienia odpowiedzi na to, co cię dręczy, jest zapytanie siebie: czego ja właściwie chcę?

H.T. Czego szukasz, to dostaniesz?

...

K.Z. Czy są pewne tematy, które uważa Pan za zbyt trudne aby podejmować je w powieściach?

J.C. Jak do tej pory, nie. Jeszcze nie.

K.Z. Psy zajmują wyjątkowe miejsce w Pańskich książkach. Są to zwierzęta niezwykle inteligentne i wierne, często obdarzone magiczną mocą. Czy w Pańskim życiu również odgrywają tak znaczną rolę?

J.C. Zawsze miałem psy. Nazwałbym je mniejszymi aniołami. Są najlepszymi przyjaciółmi, bo kochają cię bezwarunkowo. Nawet jeśli nadepniesz na psa krzywdząc go, on natychmiast ci wybaczy. Jeśli wstaniesz o trzeciej nad ranem z zamiarem pójścia na pizzę, on nie będzie miał nic przeciwko. Jeśli człowiek miałby takie zalety, uznany byłby za anioła. Ale jako że to psy, są tylko zwierzętami. One mogłyby nas wiele nauczyć. Chciałbym sam mieć takie cechy, jakie posiadają zwierzęta. Chciałbym być tak cierpliwy, pełen miłości i umiejętności wybaczania. Podobno pewien polski pisarz powiedział "chciałbym być osobą, za którą ma mnie mój pies".

K.Z. Krytycy zaliczają Pana twórczość do gatunku fantastyki, czasem nawet horroru. A jak Pan sam siebie by sklasyfikował?

J.C. Nie lubię klasyfikacji. Jakby ktoś się mnie zapytał, jakie książki piszę, odparłbym że mieszane sałatki. Tak jak w nich znajdziesz i ogórka i cebulę i pomidora, tak w moich moich książkach trochę fantastyki, horroru i psychologii. Kategorie są dla krytyków. Oni lubią przyklejać etykietki, choć tylko dla nich są one istotne. Niestety doporowadza to do tego, że jeśli nie lubisz danego gatunku, to nie czytasz w ogóle tego typu książek. Ale one mogą być naprawdę piekne i wartościowe, a ty nigdy nawet ich nie dotkniesz. To bardzo przykre. Ostatnio w Ameryce ukazują się powieści naprawdę genialnych autorów nazywane "mysteries". Ale to nie są żadne "mysteries", lecz po prostu książki o ludzkim istnieniu. Krytycy i wydawcy nazywają je tak, bo takie się teraz sprzedają. Dlatego uważam, że krytycy są beznadziejni i nie słucham ich.

H.T. Co sądzi Pan o przyszłości rasy ludzkiej? Zmierzamy do utopii czy piekła?

J.C. Nie mam pojęcia. Wiele rzeczy mnie przeraża. Mamy zagrożenia klimatu, ekologii... Jak daleko możemy zajść, żeby jeszcze można było powrócić? Co dnia zatruwamy naszą planetę. Wielu ludzi mówi, że dba o ekologię i środowisko, ale nie przeszkadza to im jeździć samochodami wydalającymi trujące spaliny. Jeśli masz samochód - zabijasz środowisko. Na co auta ludziom żyjącym w miastach? To samolubstwo, które przynosi szkody wszystkim.

H.T. Jeżeli miałby Pan do wyboru czas w historii ludzkości, w którym mógłby żyć - jaka by była to epoka?

J.C. Myślę, że teraźniejszy.

H.T. Co jest w nim takiego ciekawego?

J.C. To pytanie o to, w jakim czasie czułbym się szczęśliwszy. Mógłbym rzec, że w wiktoriańskiej Anglii albo w czasach biblijnych, ale nie sądzę, abym mógł być szczęśliwy w czasach, kiedy kobiety umierały podczas porodu dziecka w wieku 22 lat. Mieszkam we Wiedniu i kiedy idę do muzeum, widzę dzieła XV-wiecznych malarzy. Są sielankowe, pola, lasy, ale wolę mimo to miasto, w którym żyję dziś.

H.T. Czy mógłby Pan opowiedzieć coś o współpracy z BUDKĄ SUFLERA?

J.C. Pewnego dnia dostałem e-maila od ich agenta. Napisał, że goście naprawdę lubią moje książki i czy byłbym skłonny napisać teksty do dwóch ich piosenek. Odpisałem: niech przyślą mi muzykę, bo jedno musi współgrać z drugim. Przysłali mi. Nie lubię hard rocka (heh, BS hard rock?! - HT), ale postanowiłem podjąć wyzwanie i spróbować czegoś nowego. To bardzo łagodne teksty, oba o miłości. Jeden typu "Kocham cię teraz", drugi "smutno mi, bo odeszłaś". Jak dla mnie to interesujący kontrast - ostra muzyka i romantyczny tekst. Jeżeli ktoś miałby równie dobrą muzykę i zaproponowałby taki układ ponownie, zgodziłbym się bez wahania, pod jednym tylko warunkiem: nikt nie może mi narzucać, o czym ma być tekst.

H.T. Jako że był Pan wydany po rekomendacji Stanisława Lema, chciałem spytać, co sądzi Pan o jego twórczości?

J.C. Lubię Lema. Byłem bardzo poruszony, gdy odkrył mnie. Uczyłem jego syna, Tomasza, w amerykańskiej szkole we Wiedniu. Dałem mu do poczytania "Krainę chichów". Jego ojciec napisał do mnie elegancki list. Przedstawił się, wyjaśnił, że przeczytał ten tekst i bardzo mu się spodobało. No i spytał, czy może zaprezentować powieść swojemu niemieckiemu wydawcy. Nie musze wyjaśniać, że byłem cały w skowronkach z tego powodu. Znałem już wówczas trzy książki Lema, które naprawdę zrobiły na mnie wrażenie i dlatego był to dla mnie tak wielki honor. Zgodziłem się oczywiście, a potem zaprzyjaźniliśmy się i widywaliśmy w Wiedniu. Przy okazji bardzo polubiłem też Tomasza, to był mój ulubiony student.

H.T. Pana ulubieni pisarze?

J.C. Ludzie zawsze mnie o to pytają, a ja mam tego serdecznie dość.

H.T. To inną drogą: czy są jacyś pisarze, którzy Pana inspirują?

J.C. Jeśli już to poeci. Wykładając czytywałem ich co dnia. Poezja jest esencją języka i literatury. Dzięki niej stawiam sobie wyżej poprzeczkę, ponieważ widzę, jak dobrze można pisać.

Zakochany duch

Autor: Jonathan Carroll
Tłumaczenie: Jacek Wietecki
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 10/2007
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7301-744-3
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus