Wywiad z Jonathanem Carrollem

Autor: Maciej Szatko
22 listopada 2013

Na odbywających się w dniach 24-27 października 2013 r. 17. Targach Książki w Krakowie gościł Jonathan Carroll, bezsprzecznie najbardziej oblegana gwiazda tej imprezy. Dzięki uprzejmości Agaty Falkiewicz z Domu Wydawniczego REBIS udało się nam zamienić kilka słów z tym niezwykle popularnym w Polsce autorem.

Mefisto: Jest nam niezwykle miło gościć Pana znowu w Polsce, tym razem w związku z promocją Pana ostatniej książki pt. Kąpiąc lwa, w dodatku w jednym z Pana ulubionych miast, jakim jest Kraków. Czujemy się wyróżnieni, że premiera Pana publikacji odbywa się u nas już w październiku 2013, zaś światowa premiera zaplanowana jest dopiero na przyszły rok. Czy taka sytuacja podyktowana jest wyjątkową sympatią w stosunku do polskiego czytelnika, czy też jedynie szybkością wykonania tłumaczenia na język polski przez Pańskiego wydawcę – Dom Wydawniczy REBIS?

Jonathan Carroll: Tak, zdecydowanie na datę premiery książki nie mam wpływu bezpośrednio ja, ale czas, w jakim zostaje wykonane tłumaczenie. Zazwyczaj taki proces w firmie wydawniczej trwa około jednego roku. Dom Wydawniczy REBIS pracuje jednak w ten sposób, że już w trzy miesiące od czasu oddania manuskryptu książka jest przetłumaczona, co pozwala na jej wydanie już po upływie około połowy roku. Związane jest to w głównej mierze z faktem, że w REBIS-ie wszystko dzieje się „pod jednym dachem”, a nie jest jak w przypadku innych wydawnictw, które przypominają wielkie kombinaty, w których panuje wielka biurokracja i każde działanie zajmuje szmat czasu. Nie mniej na hasło REBIS-u:”Czy możemy wydać Twoją książkę jak najszybciej?”, moja odpowiedź brzmi:”Jasne”.

Proces powstania Kąpiąc lwa trwał około 5 lat. Czy mógłby Pan pokrótce opisać na czym polegał?

Rzeczywiście tak było. Zwykle proces powstawania książki zajmuje około roku. W przypadku Kąpiąc lwa 1/3 powstała właśnie w takim czasie, po czym proces twórczy zaczął spowalniać, więc zdecydowałem się przerwać pracę mając na uwadze, że pisanie „na siłę” nie pomoże książce. Przez rok piłem więc kawę i chodziłem z psem na spacery, po czym wróciłem do pisania, co wyszło powieści na dobre.

Czy okres jednego roku, w którym Pan nie tworzył, to dla Pana długo, czy raczej nie przywiązuje Pan zbytniej wagi do upływającego czasu?

Traktuję pisarstwo jako swojego dobrego przyjaciela, w którego towarzystwie bardzo dobrze się czuję, dlatego jeżeli pojawia się jakiś problem, postępuję podobnie jak w przypadku takiej właśnie osoby – nie narzucam się, nie zmuszam jej do niczego, traktuję ją, jakby miała zwyczajnie zły humor, daję jej więc odsapnąć i od siebie odpocząć, a potem wracam do niej w bardziej stosownym momencie.

Chciałbym zapytać o jeden z detali, jaki czasem pojawia się w Pana książkach. Chodzi mi mianowicie o komiksy: w Kąpiąc lwa trzyma je na stoliku jeden z bohaterów, w Poza ciszą główna postać, Max Fisher, jest autorem komiksów. Jaki jest Pana stosunek do tej formy sztuki?

Otwarcie przyznaję się, że nie rozumiem komiksów. Oczywiście, że jako młody chłopak czytywałem komiksy w rodzaju Supermena, ale potem nie byłem ich zwolennikiem. Podobnie nie rozumiem u ludzi fascynacji mangą. Z komiksami jest u mnie jak z muzyką – jeżeli jakiegoś gatunku muzycznego nie znam, to nie oceniam go czy jest dobry, czy zły, tylko przyjmuję go takim, jakim jest.

Jak to się ma w takim razie do pracy, jaką wykonuje Pański syn, który jest grafikiem? Czy interesuje się Pan tym co robi, wspiera go w tym?

Jest tutaj analogia do faktu, że mój ojciec był odnoszącym sukcesy pisarzem i scenarzystą, ale pojawiło się między nami sporo konfliktów w momencie, kiedy i mnie zaczęło się w tej dziedzinie powodzić. Mój syn jest autorem pięciu okładek moich książek, a różnica polega na tym, że współpraca między nami układa się nadspodziewanie gładko – kiedy pojawia się konieczność pracy nad okładką syn pyta mnie, czy mam na nią jakiś pomysł. Odpowiadam zazwyczaj, że nie. Wtedy on przedstawia swój projekt, mówię mu ewentualnie co ma zmienić lub poprawić, a on to robi. Doszło nawet do takiej sytuacji, że przeprojektowaną przez niego okładkę do Kości księżyca zobaczyłem dopiero tutaj, w Polsce, kiedy książka się ukazała.

I naprawdę nigdy nie zdarzyła się sytuacja, że coś nie poszło po Pańskiej myśli?

Z okładkami stworzonymi przez mojego syna nigdy nie było żadnych problemów, z innymi bywało różnie. Jako przykład mogę podać rosyjskiego wydawcę, którego właśnie zmieniłem: w Rosji moje książki, podobnie jak w Polsce, są bardzo popularne, ale zawsze ukazywały się tam z koszmarnymi, nie mającymi nic wspólnego z treścią, utrzymanymi w romantycznym stylu, okładkami. Zagroziłem im, że jeżeli tego nie zmienią, to od nich odejdę, a ponieważ nic z tym nie zrobili, to tak się właśnie stało. Ciekawym faktem jest, że z Domem Wydawniczym REBIS współpracuję najdłużej na świecie i praktycznie zawsze proponowane przez nich okładki mi odpowiadały.

Jako ojciec 11-letniego syna mam z nim następujący problem: on nie cierpi czytać. Pociesza mnie trochę fakt, że Pański ojciec miał podobny problem z Panem, a i Pan z kolei podobny ze swoim synem. Kiedy właściwie i na skutek czego odkrył Pan u siebie chęć do czytania i w jaki sposób namówił Pan do tego swojego syna?

Możliwości są dwie: o wszystkim decyduje przypadek, albo przychodzi to samo z siebie. Sam faktycznie nie lubiłem czytać, nie było to coś, co mnie pociągało. Niezbędnym elementem jednak do polubienia czytania jest dobry nauczyciel i wcale nie mam tutaj na myśli szkoły – może to być ktokolwiek: ojciec, brat, czy inna osoba, która umie odpowiedzieć na pytania związane z tym, co dziecko lubi i zna. Czyli np. jeżeli dziecko lubi brutalne gry komputerowe, to nie należy przekonywać go do sięgnięcia po Romeo i Julię, tylko dać mu do czytania książkę, w której odnajdzie interesujące go aspekty, bo wówczas dopiero zacznie wyłapywać połączenia i koneksje ze światem, który go ciekawi, a książka stanie się odpowiednim do jego nawiązania narzędziem. Dziecko znajdzie wówczas przyjemność w czytaniu, książka będzie przez niego postrzegana jako nośnik interesujących go treści. Raz jeszcze chciałbym wrócić do Romea i Julii - jako nauczyciel musiałem przełożyć tę nadętą, romantyczną historię na język zrozumiały dla nastolatków. Zaczęły one nagle rozumieć, że pierwsza scena bójki to nic innego niż pokazanie dzisiaj komuś wyciągniętego, środkowego palca, zaś główni bohaterowie po prostu uprawiają ze sobą seks, co wywołało u nich wielkie zainteresowanie. Nie należy także nikogo do niczego zmuszać – większość rodziców robi ten błąd, że ciągle powtarza swoim pociechom: „Musisz się uczyć historii!”, a chodzi o to, żeby zarazić swoje dzieci ciekawością i miłością do książek, rozwinąć u nich potrzebę i chęć czytania.

Jeśli chodzi o ostatnią powieść, to chciałbym zapytać, czy chciałby Pan umieć czytać w myślach innych ludzi? Czy według Pana taka umiejętność byłaby darem, czy raczej przekleństwem?

Pytanie, jakie się z tym zagadnieniem wiąże, brzmi: czemu miałaby taka umiejętność służyć? Według mnie to tylko by wszystko jeszcze bardziej skomplikowało i utrudniło. Bo co by mi dała informacja, że jest Pan w tej chwili głodny, chce się napić kawy, czy chciałby już skończyć ten wywiad i iść do domu? Albo świadomość, że na hasło do syna: „Przeczytaj tę książkę”, on myśli sobie: ”Odwal się!”? Fakt, że coś wiem, nie powoduje niestety, że taka sytuacja jest dla mnie prostsza i czytelniejsza, dlatego chęć posiadania daru czytania w ludzkich umysłach nie spędza mi snu z powiek.

Kąpiąc lwa

Autor: Jonathan Carroll
Tłumaczenie: Jacek Wietecki
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 10/2013
Tytuł oryginalny: Bathing the Lion
Seria wydawnicza: Salamandra
Liczba stron: 320
Format: 125x195 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788378184089
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus