Wywiad z Kamilem Gruca

Autor: Robert Cichowlas
1 lipca 2009

Kamil Gruca - urodził się 12 marca 1982 roku. W 1996 przyłączył się do grupy odtwórstwa historycznego Drużyny Łuczniczej Drabów Pieszych z Pruszkowa. Tam trenował łucznictwo tradycyjne i fechtunek. W 2006 ukończył studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim pisząc pracę z zakresu semiotyki logicznej. W tymże roku pod pseudonimem sir Robert Neville otrzymał tytuł czempiona ligi rycerskiej jako zwycięzca serii turniejów. Następnie wyjechał do Paryża, gdzie mieszkał i pracował nad książką. Obecnie pracuje jako programista php dla gog.com. „Panowie z Pitchfork”, powieść historyczno-przygodowa, która ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Rebis, to jego literacki debiut.

Panowie z PitchforkRobert Cichowlas: Na początku chciałbym, abyś powiedział kilka słów o swojej debiutanckiej powieści „Panowie z Pitchfork”. W jakiej konwencji została napisana i dla jakiego czytelnika jest skierowana?

Kamil Gruca: Książka jest powieścią historyczną i awanturniczo-przygodową. Historia jest w tle, a awantura gra pierwsze skrzypce. Jednak aspekt historyczny był dla mnie bardzo ważny. Starałem się możliwie wiernie, na ile wiedzy i dociekliwości starczało, odtwarzać klimat epoki, w której toczy się akcja. Tym niemniej moim głównym celem było opowiedzenie fikcyjnej historii o moich bohaterach (nie wszyscy są tak do końca fikcyjni), a nie próba rywalizowania z historykami lub z Szekspirem w przedstawianiu wyprawy Henryka V. Chciałbym żeby pokazany w powieści świat był przekonujący nawet dla ludzi znających średniowiecze, żeby nikt nie poczuł się oszukany. W książce znajduje się parę wątków, które ze średniowieczem nie mają zbyt wiele wspólnego (ci którym na tym zależy uda się je zapewne odnaleźć). Starałem się pisać tak aby moja opowieść wciągnęła nie tylko fascynatów wieków średnich, dlatego też akcja i przygoda są na pierwszym miejscu (początek jest nieco mniej dynamiczny (niestety trzęsienia ziemi nie ma)).

Bohaterowie książki to rycerze, w dodatku z poczuciem humoru. Wielokrotnie podczas lektury zdarzało mi się uśmiechać, nierzadko parskać śmiechem, gdy poznawałem ich perypetie. Od samego początku chciałeś stworzyć powieść historyczno - przygodową z nutą humoru?

Gdyby nawet humor był niezamierzony, to nie wypadało by się do tego przyznać. Zatem, książka od początku miała zawierać sporo elementów humorystycznych. Wydaje mi się, że gdyby ktoś próbował napisać zupełnie poważną powieść historyczną to byłaby ona całkowicie niestrawna. Poza tym ja sam nie wytrzymałbym zbyt dużej ilości epickiego patosu.

Ile prawdy wplotłeś do swojej opowieści? Albo inaczej: co jest w niej prawdziwe, a co zmyślone?

To trudne pytanie. Starałem się trzymać opracowań historycznych dotyczących wyprawy Henryka. Pod tym względem byłem dość rygorystyczny i trzymałem się ustalonych dat dziennych (jak np.: przejście brodu na Sommie). Również szczegóły związane z Janem bez Trwogi i życiem na jego dworze są, jak sądzę, zgodne z prawdą historyczną.

Jeżeli chodzi o bohaterów pierwszo planowych, to są oni całkowitym wymysłem, z dwoma wyjątkami. Pierwszy to mistrz kuszników. Dawid Rambures faktycznie pełnił wówczas wyżej wymieniony urząd, miał czterech synów, był pod Azincourt... Zapewne był zupełnie innym człowiekiem niż ten przedstawiony w powieści (takie jest moje przypuszczenie, ale nie badałem tego szczegółowo). Drugi to sir Ralf. Ta postać jest wzorowana na pewnym człowieku, który żyje współcześnie, choć chyba lepiej odnalazłby się w średniowieczu. Czy to dodało Ralfowi prawdziwości – nie wiem.

Od jak dawna interesujesz się historią średniowiecza?

Średniowieczem interesuję się od tak dawna, że z trudem potrafię powiedzieć co mnie w nim pociąga. Jeszcze nie chodziłem do szkoły, kiedy matka przeczytała mi na głos całą trylogię Tolkiena. Do tego babcia opowiedziała mi o bitwie pod Grunwaldem. Od tamtej pory moją wyobraźnię owładnęły obrazy ogromnych armii, wspaniałych bitew i toczących je rycerzy. Do tej pory uważam, że jest coś magicznego w etosie rycerskim. Został on już tylokrotnie zdeprecjonowany i wyśmiany, a mimo to przetrwał i cały czas stanowi ważny element kultury.

Zapytałem o zainteresowania, bo wiem, że już jako czternastolatek trenowałeś fechtunek. Należysz do Drużyny Łuczniczej Drabów Pieszych z Pruszkowa, a w 2006 roku pod pseudonimem sir Robert Neville zwyciężyłeś w serii turniejów i otrzymałeś tytuł czempiona Ligi Rycerskiej. Opowiedz, proszę, o tym.

Drużyna to jeden z wielu dziwacznych tworów powstałych na początku lat dziewięćdziesiątych. Założona została przez grupkę fascynatów średniowiecza, którzy studiowali wówczas na UW. Przyjęto mnie z pewnymi oporami, byłem jeszcze bardzo młody. Ze względu na słabość do średniowiecza odnalazłem się doskonale w tym towarzystwie. Nasz wódz – Rafał Prądzyński jest niezwykłym człowiekiem. Zaczął to praktycznie z niczego, jeśli nie liczyć lektury mistrza Zabłockiego. Ot czytał o tym i owym, a potem zaczął próbować i analizować. Patrzeć jak działa łuk, jak wyważyć miecz. Jak zadać i sparować cios. My się przyłączyliśmy i po latach nauczyliśmy się fechtować i strzelać z łuku. Uważam, że obecnie wychodzi nam to już nie najgorzej. Tytuł czempiona Ligi Rycerskiej jest przyznawany z zwycięstwo w serii turniejów. To były męczące wakacje, pełne siniaków i morderczego wysiłku. Wystarczy półtorej minuty w zbroi na pełnym słońcu, żeby stracić oddech, ale to historia na dużo więcej miejsca...

Sir Robert Neville… To nazwisko brzmi dość znajomo...

No wiem, ale „Człowiek Legenda” wszedł do kin już po tym jak napisałem książkę, więc nie może być mowy o plagiacie. A tak poważniej to postanowiłem stworzyć trochę otoczki na potrzeby turniejów. Bo jakoś nie brzmiałoby to dla mnie przekonująco, gdyby herold miał obwieścić, że w szrankach stanie zacny rycerz z Mazowsza, pan Kamil Gruca. Gdybym miał na imię Zawisza, to jeszcze, a tak pozostał tylko pseudonim. Więc wpadliśmy z Rafałem na pomysł herbu i angielskiego nazwiska stosownego dla angielskiego rycerza (nasza drużyna odtwarza angielskich łuczników z wojny stuletniej – stąd Anglia). Rafał miał przyjąć przydomek sir Ralf Neville i miał się podawać za mojego wuja. Potem ta historia się trochę zmieniła i rozwinęła.

Kiedy zrodził się pomysł na napisanie „Panów z Pitchfork”?

Pomysł zrodził się w 2006 roku kiedy to moja koleżanka ze studiów powiedziała mniej więcej tak:
„Kamil, ty zdaje się nieźle piszesz. Może byś tak napisał książkę?”
Miło mi się zrobiło, że ktoś we mnie wierzy i zacząłem pisać. Koleżanka (Marta Sierota) była dla mnie prawdziwą podporą. Na bieżąco brała ode mnie świeżo napisane fragmenty i nigdy nie skąpiła komplementów. Tak za sprawą Marty i próżności zaczęła powstawać książka.

Wiele czasu zajęła Ci praca nad tą powieścią? W jaki sposób się przygotowywałeś do jej napisania?

Od momentu rozpoczęcia pisania do jego zakończenia minęło około trzech miesięcy. W tym czasie znacznie poprawiłem swój francuski (mieszkałem wtedy w Paryżu) i znajomość szczegółowej historii Francji z okresu początku XV wieku. Te trzy miesiące to tylko kropla w morzu przygotowań, za które uważam lata ćwiczenia fechtunku, łucznictwa i zaznajamiania się z kulturową historią średniowiecza. Gdy rozpoczynałem pracę nad książką wróciłem do lektury Jesieni Średniowiecza (w liceum czytałem parę rozdziałów ale książka nie zrobiła na mnie zbyt wielkiego wrażenia) i była to dla mnie wyśmienita lektura. Pozwoliła na lepsze wczucie się w mentalność ludzi średniowiecza (przynajmniej tak sądzę).

Od początku wiedziałeś, że wpleciesz do historii wątek miłosny?

Tak. Czymże jest opowieść o rycerzach bez wątku miłosnego? Jedyny znany mi przykład wyśmienitego dzieła o rycerzach, które obywa się bez motywu miłości jest „The Quest for the Holy Grail” Monty Pythona.

W książce mamy wielu bohaterów, w dodatku świetnie wykreowanych. Każdy z nich żyje własnym życiem. Długo zmagałeś się nad tworzeniem ich portretów psychologicznych? Czy teraz, gdy książka jest już w księgarniach, jesteś zadowolony z tego, jak przedstawiłeś barona Artura, sir Roberta, Marię i innych bohaterów?

Sir Ralfa dostałem jak zdjętego z ryciny. Sir Robert to typowy błyskotliwy młody filozof wsadzony wbrew woli w zbroję. Artur to rycerz pełną gębą, rycerski aż do śmieszności. Marie, bystra kobieta, której edukacja nie bardzo pozwala się dostosować do czasów, w których żyje. Jej jak najbardziej dostosowany ojciec, gburowaty żołnierz. Do tego Clermont, przechodzący metamorfozę bufon i tajemniczy Huxley. Nie ma tu chyba specjalnej głębi psychologicznej. Myślę, że wielu potrafiłoby wskazać podobne typy w swoim otoczeniu. Po prostu starałem się o nich pamiętać i cały czas mieć ich przed oczyma. Mam nadzieję, że to wystarczyło.

Wyszło bardzo wiarygodnie. Przy okazji, od dawna piszesz? Czy przed „Panami z Pitchfork” popełniłeś jakąś prozę, czy to Twój absolutny debiut?

Napisałem pracę magisterską, ale nie miała ona raczej wiele wspólnego z literackim językiem. Napisałem też parę opowiadań. Z tego dwa były osadzone w świecie Warhammera, a trzy były niezbyt udanymi, na poły filozoficznymi dywagacjami licealisty. Te dwa pierwsze też raczej trudno zaliczyć do udanych. Jedno właściwie nie miało fabuły, a drugie było strasznie niepoukładane. Wszystko to działo się dawno temu, więc „Panów z Pitchfork” uważam za swój debiut prawie absolutny.

Jakie pozycje z literatury bądź kina szczególnie lubisz?

Szczerze mówiąc to od dość dawna nie czytałem książki, która nie byłaby opracowaniem historycznym lub podręcznikiem do programowania. Odpowiedź wymaga dużej retrospekcji. Na pewno Imię Róży i Czarodziejska Góra. Lubię też Sienkiewicza i Sapkowskiego.
Filmów jest cała masa. Większość z serii o Bondzie, filmy Barei, „Big Lebowski”, „Gorączka”, „The Simpsons”, „Pan i władca na krańcu świata”, prawie wszystko Kieślowskiego, „Życie na podsłuchu”, „Iluminacja”, „Osiem i pół”.
Trochę to chaotyczne i wyrywkowe ale niech tak zostanie.

Planujesz napisanie kolejnych powieści w podobnej do „Panów z Pitchfork” konwencji?

Jak najbardziej. Spora część drugiego tomu Panów z Pitchfork jest już napisana. O ile więc wydawca będzie nadal zainteresowany, to nastąpi ciąg dalszy opowieści.

Panowie z Pitchfork

Autor: Kamil Gruca
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 6/2009
Liczba stron: 384
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-7510-360-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 33,90 zł


blog comments powered by Disqus