Andrzej Zimniak

Autor: Greg K1ler

Życie pisarza w trzynastu, bynajmniej nie pechowych, odsłonach


fotoUrodzony w 1946 roku, tworzy od 25 lat.

GK: Czym jest dla Ciebie fantastyka?

Andrzej Zimniak: Sposobem na uprawianie twórczości i na odbiór sztuki. To nie zabawa, to specyficzny sposób widzenia. Przypuszczam, że my, ludzie z wyobraźnią, deszyfrujemy przekaz, jakim jest docierający do nas obraz świata, w bardziej satysfakcjonujący sposób niż inni. Po prostu z fantastyką jest ciekawiej.

Dlaczego zacząłeś pisać właśnie w obrębie tego nurtu?

Bo odczuwam dreszczyk przyjemności, gdy świat zaczyna być wieloznaczny, tajemniczy, dający nadzieję na coś więcej. Socjobiolog by powiedział, że jestem nosicielem jakiegoś genu fantastyki, i zapewne miałby rację.

Czy istnieje utwór (ewentualnie temat), który zawsze chciałeś napisać, ale ktoś uczynił to wcześniej? Skomentuj wybór.

Nie. Nieskromnie powiem, że każdy temat potrafię ustawić w oryginalny sposób, więc jak coś mnie zafascynuje, napiszę to po swojemu. Ale nie pamiętam, żebym miał kiedykolwiek chęć na cudze pomysły. Zdarzało się natomiast, że równolegle z innym pisarzem realizowałem swój własny. Pod ciśnieniem rzeczywistości nieraz jednocześnie rodzą się serie analogicznych idei.

Czy posiadasz jakąś powracającą nieustannie ideę, pomysł, temat, który chcesz jeszcze opisać, lecz na razie brakuje Ci dystansu, doświadczenia życiowego, warsztatu?

Nie, nie mam tego rodzaju kompleksów. Chociaż, być może, za rok czy dwa będę pisał lepiej. A już na pewno inaczej.

W czym upatrujesz przyszłość fantastyki? Czy uważasz, że za kilka, może kilkanaście lat straci ona rację bytu?

Nigdy nie straci. Jest (i zawsze był) pewien procent ludzkiej populacji, obdarzony fantastycznym genem. Oni potrzebują fantastyki jak ryby wody, a ptaki przestrzeni.

Gdybyś miał wskazać utwór, który popełniłeś, ale teraz się go wstydzisz, który byś wybrał?

Nie ma takiego utworu. Niektóre wczesne opowiadania teraz napisałbym inaczej, lecz żadnego się nie wstydzę.

Czy uważasz, że najlepsze lata w Twojej działalności artystycznej są już za Tobą? Innymi słowy, czy dzieło Twego życia można znaleźć na półkach księgarskich?

Najlepsze lata są ciągle przede mną. Dzieła mojego życia na półkach księgarskich nie uświadczysz, bo przy takiej nadprodukcji tytułów praktycznie nie ma wznowień. Zastanawiam się, czy nie wpuścić wszystkiego w sieć - niech ludzie czytają. W dzisiejszych czasach autorzy powinni odzwyczaić się od żądania honorariów za dobra kultury, bo to w złym tonie.

Czy masz literacki autorytet? Czego zdołał Cię nauczyć?

Hmm, jeśli mam literacki autorytet, to ja uczę innych. Mam nadzieję, że dla części moich czytelników stanowię jakiś autorytet, bo w przeciwnym przypadku stałbym się producentem samych fabuł. Brrr...

Internet - użyteczne narzędzie promocji czy zabójca papieru?

He, he, papier niedługo stanie się lemowskim "papyrem" i zniknie, ale słowo drukowane (animowane, wyświetlane, czcionkowe) jeszcze przez jakiś czas będzie w użyciu. Internet? Wspaniała sprawa, superbiblioteka światowa, kopalnia wszechrzeczy, bazar-gigant, planetarny śmietnik, zglobalizowany inteligentny, ale głupi mózg.

Jak myślisz, które z Twoich cech charakteru pozwoliły Ci na stanie się znanym i lubianym?

Eeeech, co za pytanie. Jedni mnie lubią, inni mniej albo wcale, podobnie jest z moją twórczością - myślę, że znacznie więcej ludzi ocenia ją, nie mnie. To są dwie różne domeny: osoba i jej twórczość. W fandomie lubią mnie też za to, że jestem outsiderem i nie pcham się w ich sprawy.

Jakich manieryzmów lub niedoskonałości nie tolerujesz we współczesnej literaturze fantastycznej? Co należałoby napiętnować?

...i wypalić gorącym żelazem, wyegzorcyzmować, utopić, posiekać i zakopać pod Babią Górą. Kochani, od tego są krytycy literaccy, ejże, KRYTYCY LITERACCY i uczeni ZNAWCY LITERATURY, a nie te króliczki, co po cichu żują trawkę i wymyślają fabułki. Jak króliczkowi coś nie odpowiada, odkłada na bok i kica dalej. Wszak szkoda życia, bo o skok dalej tyle pięknych królic!

Jaki czynnik przez lata motywował Cię do nieustannego warsztatowego treningu? W jakim stopniu były to pieniądze?

W żadnym. 99% autorów pisze (więc i doskonali warsztat) dla własnej przyjemności, ogólnej przyjemności, przyjemności czytelnika, wygrania lokalnego wyścigu szczurów, wygrania ogólnego wyścigu szczurów, środków do godziwego życia (w tej kolejności). Honoraria w początkach mojej kariery pisarskiej stanowiły znaczącą pozycję w budżecie, teraz wystarczają na piwo (bo piję jedno na miesiąc).

Na zakończenie, powiedz jeszcze, czym byłbyś mile zaskoczony w naszym fantastycznym półświatku?

Jest kilka takich rzeczy. Jakby na przyszły Polcon zjechali fani z Nowej Zelandii i podsunęli mi moje książki do podpisu. Jakby Północ pokochała Południe i vice versa. Gdyby pisarze mogli żyć z pisania, a ludzie zaczęli czytać (i kupować) więcej fantastyki. Jakby z Cimerii przybył Conan i w pień wyciął kurwiarzy. Nic innego nie jest w stanie mnie zaskoczyć.



blog comments powered by Disqus