Jacek Komuda

Autor: Greg K1ler

Życie pisarza w trzynastu, bynajmniej nie pechowych, odsłonach



foto Urodzony w 1972 roku, tworzy od 15 lat.

GK: Czym jest dla Ciebie fantastyka?

Jacek L. Komuda: Dla mnie fantastyka tak ściśle przeplata się z historią, że obie te dziedziny są w mojej twórczości niemal nie do rozdzielenia. Esencją mojego istnienia jest rozwijanie wyobraźni, wymyślanie i tworzenie wizji, zdarzeń, historii i postaci, niezależnie od tego, czy zostaną one wykorzystane w powieści, opowiadaniu, scenariuszu filmu bądź też gry komputerowej lub fabularnej. Wątpię, abym się od tego kiedyś uwolnił, tak więc można powiedzieć, iż tworzenie fantastyki i literatury historycznej jest głównym celem mojego życia.

Dlaczego zacząłeś pisać właśnie w obrębie tego nurtu?

A jaki inny nurt literacki w Polsce rozwija się szybciej, jest bardziej płodny i wreszcie – prezentuje normalną, zdrową literaturę, w której zdania zwykle składają się z kilku wyrazów, a dialogi poprzedzone są myślnikami? W żadnej innej konwencji nie pomieściłbym tego wszystkiego, co chcę przekazać Czytelnikom. Prawda jest taka, że lubię to, co może przeczytać każdy zwykły człowiek, nie cierpię zaś awangardowych popłuczyn. Denerwują mnie smętne monologi tak zwanych pisarzy głównonurtowych, którzy przelewają na papier swój bełkot (bo książkami tych poronionych płodów ich wyobraźni nazwać nie można) przeznaczony dla siebie i kilku kolegów z jednej klubowej kanapy, a oficjalnie każą się nazywać wielkimi twórcami. Polska fantastyka to kuźnia młodych talentów i bodajże jedyna literatura, jaką czyta pokolenie młodych Polaków.

Czy istnieje utwór (ewentualnie temat), który zawsze chciałeś napisać, ale ktoś uczynił to wcześniej? Skomentuj wybór.

Gdy chodzi o literaturę, to nigdy nie miałem takiego przypadku. Jeśli jednak idzie o gry komputerowe, to i owszem. Anglosasi kilkakrotnie wpadli na podobne pomysły. Dla przykładu – przed rokiem chcieliśmy opracować demo gry „Necropunk” opowiadającej o planecie – gułagu, do którego zsyła się najgroźniejszych bandytów i przestępców. Idea – przyznaję – kiczowata, ale pamiętajmy o tym, że gry komputerowe zawsze należy traktować inną miarą niż literaturę. One poniekąd żywią się najpiękniejszymi odmianami kiczu. Niestety, ledwo zaczęliśmy tworzyć, od razu pojawiła się konkurencja – gra „The Chronicles of Riddick”, która posiadała podobny klimat. Jak to nierzadko bywa w dziedzinie przemysłu rozrywkowego i filmowego zachód posiada dużo, dużo większe możliwości niż Polska...

Czy posiadasz jakąś powracającą nieustannie ideę, pomysł, temat, który chcesz jeszcze opisać, lecz na razie brakuje Ci dystansu, doświadczenia życiowego, warsztatu?

Nie, gdyż w miarę jak zwiększa się mój bagaż życiowych doświadczeń, pojawiają się przede mną coraz to nowe tematy i wyzwania. Jeszcze kilka lat temu nie byłem w stanie opisać tego, co pojawiało się przed moimi oczyma, ukazać w taki sposób, aby było to akceptowalne i zrozumiałe dla Czytelnika. Tak spłodziłem wiele grafomańskich opowiadań, które nie wszystkim się podobały. Dziś udaje mi się unikać wielu błędów, ponieważ im człowiek jest starszy, tym lepiej pisze - dzięki temu, co sam przeżył, może wiarygodnie przedstawiać różne sytuacje i postacie.

W czym upatrujesz przyszłość fantastyki? Czy uważasz, że za kilka, może kilkanaście lat straci ona rację bytu?

Fantastyka nigdy nie straci racji bytu, gdyż w coraz większym stopniu współtworzy obraz dzisiejszego świata. Ludzkość z wolna zaczyna osiągać taki poziom rozwoju, że fantazjowanie, odrywanie się od rzeczywistości lub przepowiadanie przyszłości staje się po prostu niezbędne do życia. Cywilizacja nastawiona jest futurystycznie – wszyscy patrzą w przód, zastanawiają się, jaki będzie świat za rok, dwa, pięć, jakie technologie i osiągnięcia uda się wprowadzić. Dlatego ten nurt w literaturze nie przestanie istnieć.

Gdybyś miał wskazać utwór, który popełniłeś, ale teraz się go wstydzisz, który byś wybrał?

Generalnie całe moje pisarstwo dzieli się na dwa okresy. Wcześniej nie potrafiłem zapanować nad piórem i odkryć tego, co w literaturze najważniejsze – środków przekazu pozwalających na dokładnie ukazanie przemyśleń autora. Niestety spłodziłem wówczas wiele opowiadań, które można by zakwalifikować jako grafomańskie. Zarzuty pod adresem mojej ówczesnej twórczości przyjmuję z pokorą. Dziś natomiast jestem już w stanie panować nad myślami i, jak sądzę, roztoczyć przed Czytelnikiem znacznie bardziej spójną i wciągającą wizję mego świata niż kilka lat temu.

Czy uważasz, że najlepsze lata w Twojej działalności artystycznej są już za Tobą? Innymi słowy, czy dzieło Twego życia można znaleźć na półkach księgarskich?

Jest taka scena w czwartej części „Nieśmiertelnego”, w której główny bohater ma już dosyć życia, a ponieważ nie może umrzeć, zamyka się w celi i śni o swej przeszłości. Jedynym wspomnieniem, jakie do niego powraca jest obraz jego domu rodzinnego – Szkocji w początkach XVI stulecia. Szczerze mówiąc czasem czuję się tak samo – zupełnie jakbym przebywał odosobniony w ciemnym pokoju albo w obcym i mrocznym świecie. To, co pamiętam, to Polska z początków XVII wieku. Moim domem była Rzeczpospolita. Pamiętam z niej każdy kamień, każdy zapach i jej smak. Gdy jadę przez Małopolskę czy Mazowsze, spoglądam na pola i widzę dwory, wioski, zamki i klasztory, nie dostrzegam zaś nowoczesności. Jestem skazany na dożywotnie przeżywanie historii, a z tego powodu zupełnie nie czuję upływu czasu. I dlatego też myślę, że każda moja kolejna książka bądź opowiadanie będzie lepsze od poprzedniego.

Czy masz literacki autorytet? Czego zdołał Cię nauczyć?

Co to jest autorytet? Ja sam nie wyznaję żadnych, a zwłaszcza tych, które usiłowano wpoić mi w szkole podstawowej. Dlatego nigdy nie podejmowałem się, aby uczyć kogoś pisania. Autorytety kojarzą mi się z wielką, poważną i śmiertelnie nudną literaturą polską, jaką starano się mi wklepać młotkiem do głowy w mojej pseudoszkole. Takoż samo z obrazami Matejki. Widzę na nich woskowe, sztywne niby posągi postacie jakiś Wielkich Wieszczów, których Kochać Winien i Szanować każdy harcerz. A tymczasem większa część Polaków nie czyta polskich książek, nie ogląda polskiego kina (bo się nie da – sam sprawdzałem!).

Są też oczywiście autorytety awangardowe. Jacyś naćpani artyści, piszący książki-dziwolągi – ni to monologi, ni to eseje, ni to zbiory zdań ułożonych w przypadkowych ciągach. Odbierają jakieś efemeryczne nagrody od swoich kumpli z dawnych klubo-kawiarni literackich. Powtarzam zatem jeszcze raz: furda mi autorytety!

Internet - użyteczne narzędzie promocji czy zabójca papieru?

Ja póki co wolę jednak pozostać przy papierowych książkach. W internecie łatwo jest zabłysnąć, coś opublikować. Co z tego jednakże, skoro z tej radosnej twórczości nie ma pieniędzy. Dopóki portale nie będą zarabiać tak jak profesjonalne wydawnictwa, dopóki dziennikarstwo i publicystyka internetowa nie będzie równie opłacalna jak ta prowadzona na papierze, dopóty sieć pozostanie workiem, w którym obok śmieci trafiają się prawdziwe perły.

Jak myślisz, które z Twoich cech charakteru pozwoliły Ci na stanie się znanym i lubianym?

A jak najłatwiej zostać lubianym w Polsce? Trzeba umieć wypić, nie będąc przy tym jakimś bucem, wariatem czy przewodasem. Nie chwaląc się, nie stronię od wesołej zabawy w dobrym towarzystwie i nie będę udawał jakiejś fałszywej skromności czy starał się uchodzić za abstynenta-sodomitę. Za swoje piję, nie za cudze, a piszę na trzeźwo. Ha, bez wątpienia wpływa to na popularność mojej osoby, bo wiadomo – jak ktoś w Polsce lubi zabawić się i tęgo popijać, to przecież swój chłop. No i najważniejsze – ja, w przeciwieństwie do niektórych autorów, szanuję Czytelnika. Nie zdarzyło się nigdy, abym na spotkaniu obrażał czy drwił sobie z kogoś.

Jakich manieryzmów lub niedoskonałości nie tolerujesz we współczesnej literaturze fantastycznej? Co należałoby napiętnować?

Ja generalnie nie cierpię fantasy, zwłaszcza tej amerykańskiej. Może nawet bym ją tolerował, ale za dobrze znam historię średniowiecza, z którego to ta anglosaska literatura próbuje czerpać pełnymi garściami. Niestety, w moich oczach jest ona po prostu nieautentyczna. Całe moje życie było poniekąd pogonią za prawdą – taką jaką była. Nie lubię plastikowych, sztucznych światów, rycerzy poprzebieranych w zbroje z tektury. Gdy czytam o jakichś tam never-never landach, spłodzonych przez Jankesa, który nigdy nie trzymał w ręku miecza ani nie widział gotyckiej katedry, to nie mogę powstrzymać uśmiechu - tak jego fantazje są nieporadne i sztuczne. Największym bodaj dla mnie szokiem było „Lyonesse” Jacka Vance’a. Jak przeczytałem, że w IV czy V wieku bohaterowie wchodzą sobie do gospody, gdzie barman daje im truskawki ze śmietaną, to rzuciłem to łajno w kąt i więcej nie próbowałem dotykać fantasy.

W przeciwieństwie do Jankesów wiem naprawdę, co działo się w Brytanii w V wieku; że był tam syf, brud i walki między Saksonami oraz jeszcze dzikszymi barbarzyńcami, a nie jakiś plastikowy światek z porcelanowymi lalkami w charakterze bohaterów. Nie ukrywam, w mojej twórczości opisuję średniowiecze czy epokę nowożytną (XVI-XVIII wiek) takie jakie były naprawdę, a więc bród, przemoc, kontrasty, szpetotę ludzi, zarazy i choroby. Daleki jestem od prezentowania takiej cepeliady jak w filmowym „Ogniem i mieczem”, gdzie główne role grają manekiny poprzebierane w stroje szlachty polskiej (za wyjątkiem kozaków) oraz panie żywcem wyjęte z okładek niemieckiej pracy kobiecej – jakiejś „Chwili dla debila”, innej „Naj”, czy „Całej Ty”. W odniesieniu do szlachciców wkurza mnie papierowy etos bohaterów i rycerzy spod kresowych stanic, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jest nią Pan Zagłoba i Kmicicowa Kompania.

Jaki czynnik przez lata motywował Cię do nieustannego warsztatowego treningu? W jakim stopniu były to pieniądze?

Sam nie wiem. Piszę, bo czuję wewnętrzną potrzebę. Ileś tam razy sądziłem, że rzucę to w diabły, ale zawsze wracałem i musiałem skończyć kolejną książkę czy opowiadanie. Chyba jestem skazany na pisanie do końca życia.

Na zakończenie, powiedz jeszcze, czym byłbyś mile zaskoczony w naszym fantastycznym półświatku?

Już jestem mile zaskoczony faktem, iż fantastyka wyrasta na najszybciej rozwijający się nurt w literaturze polskiej. Oby to trwało!



blog comments powered by Disqus