Marcin Mortka

Autor: Greg K1ler

Życie pisarza w trzynastu, bynajmniej nie pechowych, odsłonach




Urodzony w 1976 roku, tworzy od 10 lat.

GK: Czym jest dla Ciebie fantastyka?

Marcin Mortka: Uzależnieniem i tyle. Życie to w gruncie ponura, schematyczna materia. Często mam go dosyć, nawet pomimo tego, że uważam się za człowieka szczęśliwego. Potrzebuję więc od czasu do czasu zafundować sobie "zastrzyk" fantastyki, by odreagować. Obojętnie, czy są to erpegi, dobry film, czy wciągająca książka. Fantastyka pomaga zawsze i prawie na wszystko.

Dlaczego zacząłeś pisać właśnie w obrębie tego nurtu?

To stało się samo. Odkąd pamiętam, pochłaniałem całe metry sześcienne literatury sf i fantasy, potem zaczęły się w moim życiu erpegi i to niejako wyznaczyło mi dalszą ścieżkę. Tak, gry fabularne to dla mnie bardzo istotne źródło inspiracji. Nie kryję tego, że w "Ostatniej Sadze" większość bohaterów i kilka pobocznych wątków wzorowanych jest na sesjach. "Karaibska krucjata", kolejna powieść po "Wojnie Runów" - niemalże całkowicie oparta na pewnej zawadiackiej kampanii erpegowej. Ale chyba jeszcze za wcześnie, by o tym mówić...

Czy istnieje utwór (ewentualnie temat), który zawsze chciałeś napisać, ale ktoś uczynił to wcześniej? Skomentuj wybór.

Chyba nie, choć kiedyś wpadłem w furię, gdy wiele lat temu dostałem książkę "Młot i Krzyż" Harrisona. Powstawała wtedy pierwsza wersja "Ostatniej Sagi". Miałem przeświadczenie, że ukradł mi pomysł i obawiałem się oskarżeń o plagiat. Dziś wiem, iż było to przekonanie mocno, mocno przesadzone, ale jakiś tam lęk zawsze istnieje.

Czy posiadasz jakąś powracającą nieustannie ideę, pomysł, temat, który chcesz jeszcze opisać, lecz na razie brakuje Ci dystansu, doświadczenia życiowego, warsztatu?

Tak, jasne. Przyznam, że jestem bezgranicznie zakochany w dziejach wypraw krzyżowych, ale po prostu boję się podjąć ten temat. Dobrze bowiem pamiętam zachwyt, jaki czułem czytając "Krzyżowców" i "Króla Trędowatego" Zofii Kossak-Szczuckiej, pamiętam też niesmak, jaki towarzyszył mi podczas lektury "Żelaznej Włóczni" Lawheada. Wiem stąd, iż magię krucjat bardzo trudno jest wiarygodnie odmalować, a łatwo można spłycić. Poczekam więc, aż przybędzie doświadczenia i wzbogaci się warsztat. Może też pojawi się okazja, by odwiedzić Jerozolimę i Krak de Chevaliers? Nie ukrywam, że marzę o tym po cichu.

W czym upatrujesz przyszłość fantastyki? Czy uważasz, że za kilka, może kilkanaście lat straci ona rację bytu?

Nie sądzę, by fantastyka kiedykolwiek miała stracić rację bytu. Wydaje mi się, że to wręcz na odwrót. Czym bardziej szara i dołująca jest rzeczywistość, tym większa potrzeba, by ją zmienić na jakąś magiczną/kosmiczną. Uważam, iż pozycja fantastyki jako remedium na szarzyznę i mugolstwo pozostanie niezachwiana tak długo, póki rodzaj ludzki będzie w stanie marzyć.

Gdybyś miał wskazać utwór, który popełniłeś, ale teraz się go wstydzisz, który byś wybrał?

Na razie nie ma niczego takiego. Rzecz jasna, z czasem narasta dystans do napisanych przez siebie tekstów, tych dużych i malutkich, ale jeszcze nie minęło go tyle, bym się zaczął za coś tam wstydzić.

Czy uważasz, że najlepsze lata w Twojej działalności artystycznej są już za Tobą? Innymi słowy, czy dzieło Twego życia można znaleźć na półkach księgarskich?

Nie, skądże znowu. Nie mam pojęcia, jak długo uda mi się godzić obowiązki domowe z pracą i pisaniem, ale na pewno chciałbym jeszcze popełnić wiele, wiele rzeczy. Jedną z moich największych przyjemności życiowych są niedzielne spacery po lesie, podczas których przedstawiam Żonie moje kolejne pomysły. Trudno powiedzieć, ile zdołam zrealizować, lecz póki co energii mam sporo, a pomysłów jeszcze więcej.

Czy masz literacki autorytet? Czego zdołał Cię nauczyć?

Mam wiele autorytetów literackich i każdego cenię za coś innego. Zofia Kossak-Szczucka oraz Antoni Gołubiew pokazali mi, jak przedstawiać historię w sposób magiczny i naprawdę marzę o tym, by kiedyś stworzyć powieść o tak głębokim, przepięknym klimacie jak choćby "Bolesław Chrobry". Stephena Kinga cenię zaś za nowoczesne gawędziarstwo, umiejętność przedstawienia szaroburej codzienności tak, by wabiła, oszałamiała i przerażała. Wdzięczny jestem również Ignacemu Trzewiczkowi, który brutalnie sprowadził mnie na ziemię, kiedy to już wygodnie mościłem się na laurach oraz - przede wszystkim - Annie Brzezińskiej. Powiem krótko. 95% tego, co wiem o pisaniu powieści, pochodzi od niej.

Internet - użyteczne narzędzie promocji czy zabójca papieru?

Na pewno nie nazwę Internetu zabójcą papieru. Choćby z tego względu, że nie znam osoby, która lubiłaby czytać z ekranu. Zdecydowanie jest to wygodne i bardzo użyteczne narzędzie promocji, a także sposób na zapoznanie się z odbiorem własnej twórczości. Lubię WWW, nawet chyba za bardzo. Dobrze, że nie mam już stałego łącza w domu;).

Jak myślisz, które z Twoich cech charakteru pozwoliły Ci na stanie się znanym i lubianym?

O Boże... Nie chcę się bawić w fałszywą skromność, ale zanim zostanę znanym, to jeszcze trochę wody w Warcie upłynie. Nie do mnie owo pytanie (choć mam cichutką nadzieję, że ulegnie to zmianie). Co do bycia lubianym, to też lekka przesada. Praca w szkole nauczyła mnie, że popularność wynika głównie z szacunku dla zasad oraz innego człowieka, z pogody ducha i bezkonfliktowości. Lubię moich uczniów, szanuję ich pracę, bywa, że idę wobec nich na odstępstwa, poświęcam dla nich dodatkowo swój wolny czas. Tępię jednocześnie fanatyzm, olewustwo i hipokryzję. Taki jestem w szkole, w życiu prywatnym, takim postaram się być jako pisarz.

Jakich manieryzmów lub niedoskonałości nie tolerujesz we współczesnej literaturze fantastycznej? Co należałoby napiętnować?

Trudno mi powiedzieć, bo na bieżąco jestem tylko z polskimi autorami i tym do zarzucenia nie mam nic. Obcojęzycznej literatury, poza paroma popularniejszymi nazwiskami, raczej nie czytam, gdyż... No właśnie. Pewnie nie powiem nic odkrywczego, ale odstręczają mnie kolorowe okładki z gołymi babami (Wariat jakiś:)! - przyp. GK) i herosami w majtkach, zaawansowana wielotomowość oraz tolkienopodobność. Wkurza mnie, kiedy książka zaczyna przypominać produkt z promocji w hipermarkecie. Unikam czegoś takiego ze wszelkich sił.

Jaki czynnik przez lata motywował Cię do nieustannego warsztatowego treningu? W jakim stopniu były to pieniądze?

Ba, na pewno nie pieniądze. Obojętnie, czy jest to powieść, artykuł, tłumaczenie czy opowiadanie, trzeba na nie swoje poczekać. Z założenia więc staram się o ewentualnej zapłacie nie myśleć. Myślę o niej jak już się pojawi. Czy raczej kiedy już się pojawi...

Do samego pisania gna natomiast jedno - ów trudny do sprecyzowania dreszczyk, który nieodmiennie mnie ogarnia, gdy widzę własne nazwisko na okładce czegoś tam lub gdy napotkana osoba wymieni tytuł czegoś mojego. Ostatnio spotkałem jakiegoś ucznia, powiedział z chichotem: "Czytałem Grunwald. Niezła luta!" Cóż... Poczułem się świetnie.

Na zakończenie, powiedz jeszcze, czym byłbyś mile zaskoczony w naszym fantastycznym półświatku?

Byłbym mile zaskoczony, gdyby ucichły wszelkie zażarte dysputy o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Mam czasem wrażenie, że najpopularniejszym sportem w naszym półświatku jest wieszanie na sobie psów i wygłaszanie nadętych komentarzy. Nie cierpię tego.

Podyskutuj o tym artykule na forum!



blog comments powered by Disqus