Rafał Kosik

Autor: Greg K1ler

Życie pisarza w trzynastu, bynajmniej nie pechowych, odsłonach


Urodzony w 1971 roku, tworzy odkąd umie pisać. Przestał chować do szuflady koło 1999 roku.

GK: Czym jest dla Ciebie fantastyka?

Rafał Kosik: Ćwiczeniem wyobraźni, próbą zrozumienia kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, czym jest kosmos. Proszę się nie śmiać, to prawda.

Dlaczego zacząłeś pisać właśnie w obrębie tego nurtu?

W szkole podstawowej przeczytałem większość lektur obowiązkowych. To było bardzo przykre doświadczenie. Niewiele brakowało, a w ogóle znienawidziłbym książki. Jednak gdzieś wśród nich trafiły się "Bajki robotów" Lema. Nie pamiętam, czy właśnie ta pozycja mnie uratowała, ale z pewnością odkrycie istnienia fantastyki naukowej sprawiło, że zacząłem czytać dla przyjemności. Próbowałem wielokrotnie sięgać po klasykę mainstreamu, by się przekonać - to nie dla mnie. Na maturze pisemnej przypadł mi temat: "Moje spotkania z klasyką w literaturze". Cóż miałem napisać? Że jej czytanie to jak wizyta u dentysty? Że ten, kto każe uczniom mordować "Nad Niemnem", powinien iść do piekła, bo tworzy nowe pokolenie wtórnych analfabetów? Przerobiłem tytuł pracy na: "Moje spotkania z klasyką w literaturze fantastycznej". Miałem bardzo dobrą polonistkę, profesor Dondziłło. Nie wstawiła mi pały, wręcz przeciwnie - dostałem najlepszą ocenę z całej szkoły. Tworzę fantastykę, bo zwykły świat i żyjących w nim zwykłych ludzi mamy na co dzień, wszędzie wokoło. Różnica między pisarzem zwykłym a fantastycznym przypomina mi nieco tą pomiędzy fotografem a malarzem.

Czy istnieje utwór (ewentualnie temat), który zawsze chciałeś napisać, ale ktoś uczynił to wcześniej? Skomentuj wybór.

Czasem, gdy czytam coś dobrego, zdarza mi się poczuć złość, iż sam na to nie wpadłem. Jednak nigdy nie było takiej sytuacji, że przeczytałem historię, która przypominała to, co już miałem w głowie. Były za to owszem, pojedyncze pomysły. Kiedy skończyłem pisać "Marsa", poznałem "Czarne Oceany" Dukaja i strasznie się zdenerwowałem. Identyczna koncepcja dotycząca pewnego rozwiązania technicznego sprawiła, że musiałem to wszystko wywalić. Na całe szczęście stało się to przed oddaniem mojej powieści do wydawnictwa. Uważam takie zdarzenia za nieuniknione.

Czy posiadasz jakąś powracającą nieustannie ideę, pomysł, temat, który chcesz jeszcze opisać, lecz na razie brakuje Ci dystansu, doświadczenia życiowego, warsztatu?

Pomysłów mam wiele, ale pisanie to nie tylko dobra idea. Potem potrzeba jeszcze bardzo wiele malutkich na każde kolejne zdanie. Zapisuję wszystkie zajawki, by czekały na lepsze czasy. Czy jest jakiś jeden najważniejszy? Ciężko powiedzieć.

W czym upatrujesz przyszłość fantastyki? Czy uważasz, że za kilka, może kilkanaście lat straci ona rację bytu?

Rzeczywistość faktycznie depcze fantastom po piętach, ale to raczej brzmi jak wyzwanie! Dopóki żyją autorzy obdarzeni wyobraźnią, dopóty fantastyka będzie powstawała. Gatunek ten niestety nie ma najlepszych notowań poza środowiskiem. Wielokrotnie spotkałem się z opinią, iż sf to bzdury i bajeczki. Niewiele zmienia tu fakt, że mówią tak zazwyczaj ludzie pozbawieni twórczego polotu. Co gorsza, przekazują oni swoje poglądy dzieciom. W grudniu do księgarń ma trafić książka dla dzieci mojego autorstwa, fantastyczna oczywiście. Będę więc miał swój własny wkład w "nawracanie" dzieci zarówno na sf&f, jak i na literaturę w ogóle.

Gdybyś miał wskazać utwór, który popełniłeś, ale teraz się go wstydzisz, który byś wybrał?

No przecież się nie przyznam:). Spalony, zdeptany, zakopany, połknięty...

Czy uważasz, że najlepsze lata w Twojej działalności artystycznej są już za Tobą? Innymi słowy, czy dzieło Twego życia można znaleźć na półkach księgarskich?

Na razie na brak pomysłów nie narzekam. Mam nadzieję, że każda kolejna powieść będzie lepsza od poprzedniej.

Czy masz literacki autorytet? Czego zdołał Cię nauczyć?

Wiele razy spotkałem się z przyrównywaniem moich opowiadań do dzieł Dicka. Moich mistrzów jest kilku, ale na pierwszym miejscu wymieniłbym Lema.

Internet - użyteczne narzędzie promocji czy zabójca papieru?

Obawiałem się śmierci papierowej książki kiedyś, gdy internet w Polsce dopiero raczkował, a na Zachodzie pojawiały się pierwsze powieści publikowane w sieci. Wtedy wydawało się, że nadmiar możliwości stłamsi wszystko, łącznie z kontaktami międzyludzkimi. Nic takiego nie nastąpiło. To, że ludzie czytają mniej, to raczej wynik szerszych przemian społeczeństwa informatycznego, a WWW jest tylko jednym z elementów tych przeobrażeń. Decydującą rolę ma wzrost tempa życia i ilości łatwo dostępnych, atrakcyjnych bodźców, nie zmuszających do używania wyobraźni. W tym aspekcie sieć może się okazać sprzymierzeńcem literatury, zarówno w roli narzędzia promocji, jak i jej nośnika. Moim zdaniem w internecie, czy też szerzej - w postaci elektronicznej, rację mają formy krótsze, które można przeczytać w kwadrans. Nawet w planach nie ma jeszcze rozwiązań mogących uczynić e-booki dostatecznie poręcznymi (Z moich informacji wynika, że istnieją. Są jednak horrendalnie drogie. - przp. GK). Nie wyobrażam sobie czytania nawet dłuższego opowiadania z ekranu laptopa, czy palmtopa, np. w pociągu. Papierowa książka nie wymaga baterii, jest wstrząsoodporna, i wreszcie zbyt tania, by ktoś ją chciał ukraść.

Jak myślisz, które z Twoich cech charakteru pozwoliły Ci na stanie się znanym i lubianym?

Jak już będę naprawdę znany i lubiany to z chęcią pogrążę się w autoanalizie:). Ale poważnie, potrzebne są trzy rzeczy:

1.) zdolność kreacji pierwotnego pomysłu, wokół którego powstaje cała historia;

2.) talent pisarski, czyli umiejętność zakodowania pierwotnego pomysłu w ciąg znaków, tworzących w umyśle odbiorcy interesujący go obraz;

3.) upór, by nie rzucić tego po trzech godzinach wpatrywania się w pusty ekran z migającym kursorem.

Jakich manieryzmów lub niedoskonałości nie tolerujesz we współczesnej literaturze fantastycznej? Co należałoby napiętnować?

Zdarzają się często opowiadania, które są napisane kompletnie bez koncepcji. Akcja jest pchana na siłę, od sceny do sceny, bohaterowie postępują nielogiczne, jak marionetki. Odnoszę wrażenie, iż autor po prostu chciał stworzyć cokolwiek, co będzie miało przynajmniej 35 tys. znaków. Gdyby z takiego utworu usunąć fantastyczną scenografię, nie zostałoby nic. Sam mam na dysku całkiem sporo zaczętych historii, które zbłądziły na manowce. Uważam, że kończenie ich za wszelką cenę nie ma sensu. Wolę poczekać na dobry pomysł.

Drugą rzeczą jest brak troski o detale, realność wydarzeń i wewnętrzną spójność utworu. Akcja mojego opowiadania "Partyline" dzieje się w Londynie. Zanim je napisałem poleciałem tam i obejrzałem wszystkie istotne szczegóły: przeanalizowałem trasy metra, wystrój konkretnych stacji, sklepy i kolor stolików w restauracjach. Chodziło mi o zachowanie wierności tła akcji. Dziś uważam, że nieco przesadziłem, bo nie ma to znaczenia, czy w kawiarni iks są białe krzesła, ani nawet, czy kawiarnia iks w ogóle istnieje. Lepiej jednak przeholować niż pisać głupoty. Tworząc "Czarne Słońce" spędziłem trochę czasu nad obliczeniami, ale to czego nie wiedziałem - przemilczałem. Nawet świat stworzony od podstaw powinien rządzić się jakimiś prawami. Nie chcę podawać konkretnych przykładów, ale młodym polskim autorom zdarzają się błędy na miarę umieszczenia Wieży Eiffel'a w Londynie! Szczególnie wyraźnie widać to przy zbyt dokładnych opisach technicznych w dziedzinach, o których piszący nie ma zielonego pojęcia. Przypomina mi się bardzo stary serial telewizyjny "Jason z gwiezdnego patrolu". W jednym z odcinków bohater wchodził tam do wrogiego statku kosmicznego przez otwór wentylacyjny (A co powiesz o wybuchu nuklearnym na księżycu i jego ucieczce z orbity?:) - przyp. GK).

Jaki czynnik przez lata motywował Cię do nieustannego warsztatowego treningu? W jakim stopniu były to pieniądze?

Dotychczas więcej byłbym w stanie zarobić zbierając butelki po piwie. Piszę dosyć wolno, moja roboczogodzina jest pewnie mniej warta niż roboczogodzina emerytki składającej wieczorami breloczki. Tworzę więc chyba z wewnętrznej potrzeby. Motywuje mnie też satysfakcja, kiedy wiem, że komuś się to podoba. Na mojej stronie udostępniam bezpłatnie krótsze opowiadanka. Oczywiście liczę na to, iż sukces finansowy kiedyś przyjdzie, ale nie traktuję pisania jako długofalowej inwestycji.

Na zakończenie, powiedz jeszcze, czym byłbyś mile zaskoczony w naszym fantastycznym półświatku?

Ekranizacją czegoś naprawdę dobrego, ale pod warunkiem, że będzie to zrobione inaczej niż... sami wiecie co.

Podyskutuj o tym artykule na forum!



blog comments powered by Disqus