Romuald Pawlak

Autor: Greg K1ler

Życie pisarza w trzynastu, bynajmniej nie pechowych, odsłonach




Urodzony w XX wieku, tworzy od niepamiętnych lat, być może zaczął jeszcze w życiu płodowym, w wieku XIX, bo zamiast fascynować się gadżetami, woli literaturę pojmowaną tradycyjnie.

GK: Czym jest dla Ciebie fantastyka?

Romuald Pawlak: Sposobem, nie jedynym, wyrażania i odczytywania myśli. Swoich i cudzych. Także rozrywką, ale nie bardzo podoba mi się kierunek, w jakim ten nurt zmierza, czyli literacki fandomowy eskapizm.

Dlaczego zacząłeś pisać właśnie w obrębie tego nurtu?

Ha! Nie zacząłem! Pisywałem i pisuję różne rzeczy, także opowiadania głównonurtowe. Z fantastyką wystartowałem pod wpływem bardzo dobrej, ale dziś już zapomnianej książki "Tylko cisza" Peteckiego. Czytywałem literaturę SF wcześniej, "Non stop" Aldissa do dziś pozostaje jedną z moich ukochanych lektur. Tę konkretną powieść postanowiłem... dokończyć. Ma ona otwarte zakończenie, no i w swej nastoletniej zarozumiałości wziąłem zeszyt... Tak zostałem grafomanem fantastyki polskiej:) (Bardzo ciekawe. To już kolejny autor, który z własnej woli mówi na siebie per grafoman. Czy to jest teraz trendy? - przyp. GK).

Czy istnieje utwór (ewentualnie temat), który zawsze chciałeś napisać, ale ktoś uczynił to wcześniej? Skomentuj wybór.

W pytaniu jest pewien błąd. Książki, które chciałbym napisać, próbuję napisać. Natomiast jakoś nie wierzę w sytuację, gdy trafię na utwór, wiernie pokrywający się z tym, co mam w robocie. Może to zarozumiałość, ale myślę, że takie nieszczęście mnie nie spotka.

Istnieją jednakowoż dwie pozycje, po przeczytaniu których literatura (nie tylko SF) nie jest już dla mnie taka sama, jak wcześniej. To "Człowiek z Wysokiego Zamku" Dicka oraz "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa.

Pierwsza uświadomiła mi, jak kruchy jest bieg historii. Może to właśnie dlatego pisałem historie alternatywne i będę to robił dalej. Za sprawą Dicka pokochałem tę konwencję.

Druga... "Mistrz i Małgorzata" to moja ukochana książka. Finezyjna, głęboka, ale przy tym niezwykle wartka, można ją czytać jak powieść sensacyjną. Przy okazji trwale zmąciła mi relacje pomiędzy Dobrem a Złem.

Czy posiadasz jakąś powracającą nieustannie ideę, pomysł, temat, który chcesz jeszcze opisać, lecz na razie brakuje Ci dystansu, doświadczenia życiowego, warsztatu?

Tak, ale zamiast o tym opowiadać, wolę spróbować to samemu napisać:).

W czym upatrujesz przyszłość fantastyki? Czy uważasz, że za kilka, może kilkanaście lat straci ona rację bytu?

Zapewne fantastyka czytana będzie jeszcze długo. Problem w tym, czy będzie to, przynajmniej w części, literatura idei, czy stricte rozrywkowa, w którą to stronę wydaje się zmierzać. O pisarzach klasy Wellsa można tylko pomarzyć, ale coraz więcej jest autorów klasy "Warhammer". Scenariusz przerobiony na prozę jest dla mnie tylko wyrobem literaturopodobnym. Chciałbym jednakże wyraźnie zaznaczyć, iż to tylko moje zdanie, bo tego typu produkcje mają wielu zwolenników. I dobrze, choć obawiam się, że ten podtyp literacki zaczyna dominować. W tym upatruję pewien regres fantastyki.

Gdybyś miał wskazać utwór, który popełniłeś, ale teraz się go wstydzisz, który byś wybrał?

Parę by się znalazło, ale lepiej ich nie przywoływać z grobu:).

Czy uważasz, że najlepsze lata w Twojej działalności artystycznej są już za Tobą? Innymi słowy, czy dzieło Twego życia można znaleźć na półkach księgarskich?

Dziełem mojego życia będą pamiętniki, w których ujawnię dokładnie kiedy, co i z kim. A serio, odpowiedź brzmi: nie. Mam zamiar uczyć się i rozwijać do śmierci. I pisać coraz lepiej.

Czy masz literacki autorytet? Czego zdołał Cię nauczyć?

Z fantastyki? Nie (Bułhakowa nie uznaję za pisarza stricte fantastycznego, tylko wykorzystującego fantastyczne elementy). Najbliżej tego byliby G.G. Kay i Ursula Le Guin.

W ogóle? Umberto Eco i Zofia Kossak-Szczucka - pokazali mi, jak można tworzyć dobre powieści historyczne. W. Faulkner - uwielbiam gęstość jego prozy. Z nowszych - spore wrażenie robią na mnie utwory I. McEwana.

Ale to nie tyle autorytety, ile cenieni przeze mnie pisarze. Wzorowanie na kimś może się zakończyć kopiowaniem go. Lepiej tego unikać.

Internet - użyteczne narzędzie promocji czy zabójca papieru?

Zapewne jedno i drugie, ale ja się na tych klockach nie znam, więc nie będę się bawić w tanią filozofię.

Jak myślisz, które z Twoich cech charakteru pozwoliły Ci na stanie się znanym i lubianym?

Skąd założenie, że jestem znany i lubiany?:) (Chyba zacznę prowadzić licznik takich stwierdzeń;). - przyp. GK)

Może kilka osób polubi(ło) moje chore poczucie humoru, a parę innych podejście do historii, na przykład? Nie wiem, o to trzeba pytać czytelników.

Jakich manieryzmów lub niedoskonałości nie tolerujesz we współczesnej literaturze fantastycznej? Co należałoby napiętnować?

Toleruję wszystko, póki ktoś nie każe mi czytać i się zachwycać.

Nie lubię natomiast "pustych przebiegów". Nie czytuję tylko dla rozrywki. Chcę się dowiedzieć, co ktoś myśli, wyszukać jakąś ideę. Niekoniecznie się z nią zgodzić, ale znaleźć jakiś punkt zaczepienia, powód, dla którego poświęciłem książce czy opowiadaniu jakiś czas i nie uznam go za stracony.

Jaki czynnik przez lata motywował Cię do nieustannego warsztatowego treningu? W jakim stopniu były to pieniądze?

Co mnie motywowało do pisania? Chyba chęć opowiedzenia innym, co mnie fascynuje. Taki straszny misjonarski zapał, żeby ich nawrócić, aby ich też zaczęło to interesować:).

A serio, nie wiem. Piszę, bo to lubię.

Pieniądze? Te zwykle pojawiają się dużo później, niż decyzja o pisaniu. Nie jest to więc czynnik specjalnie motywujący, a przynajmniej nie był w moim przypadku.

Na zakończenie, powiedz jeszcze, czym byłbyś mile zaskoczony w naszym fantastycznym półświatku?

Dobrego określenia użyłeś: "półświatek". Byłbym szczęśliwy, gdyby skończyły się spory na temat tego, kto jest pedofilem - jakie ostatnio widywałem na liście sf-f - albo czy głosy w nagrodzie Zajdla należy liczyć systemem patagońskim czy jednak brazylijskim. Zamiast tego rozpoczęło się działanie "pro publico bono", czyli zadziałała pewna solidarność, w wyniku której niefantaści zaczęliby nas postrzegać nie jako bandę rywalizujących ze sobą na śmierć i życie pieniaczy, tylko jako środowisko artystyczne.

Ubolewam nad tym, że toczy się tyle wojen fandomowych, ale cóż... Jedyne, co mogę zrobić, to odsunąć się na bok. Odpowiadając na Twoje pytanie, powiem tak: chciałbym, żeby parę osób umiało schować swą dumę i prywatne interesy do kieszeni, bo jest okazja zaistnieć jako silne środowisko. Ale... ja już w to nie wierzę, więc raczej nie czeka mnie tu zaskoczenie. A gdyby... no to faktycznie byłoby nie z gatunku miłych, tylko wręcz wstrząsających, jak trzęsienie ziemi, które ostatnio nawiedziło Polskę.

Podyskutuj o tym artykule na forum!



blog comments powered by Disqus