Wit Szostak

Autor: Greg K1ler

Życie pisarza w trzynastu, bynajmniej nie pechowych, odsłonach




Urodzony w 1976 roku. Tworzy od: Dobre pytanie. Piszę odkąd pamiętam. Debiutowałem w 1999 roku, a wcześniej też coś pisałem. Może 1991 rok?

GK: Czym jest dla Ciebie fantastyka?

Wit Szostak: Możliwością tworzenia nowych światów, używania wyobraźni w sposób prawie nieograniczony, porzuceniem rzeczywistości i spojrzeniem na nasze sprawy z zupełnie innej perspektywy. Paradoksalnie, czasem takie świadome zanegowanie pewnych praw umożliwia nam lepsze postrzeganie właśnie świata rzeczywistego. To kwestia kontrastu. Coś, co dla nas wydaje się naturalne i czego na co dzień nie zauważamy, dopiero w fantastycznym kontekście pokazuje swoją ważność lub nawet odsłania ukrytą naturę. Fantastyka jest też obietnicą intelektualnej przygody, tak czytelniczej, jak i pisarskiej.

Dlaczego zacząłeś pisać właśnie w obrębie tego nurtu?

To przyszło naturalnie. Pochylanie się nad szczegółowym opisem własnego świata czy ducha wydawało mi się banalne, nieszczególnie fascynujące. Literatura bowiem zawsze była przeze mnie kojarzona z nadzwyczajną przygodą. A świat wokół był zwyczajny, nieliteracki. W gruncie rzeczy fantastyka doprowadza do końca ukryte założenie każdej literatury - opowiadanie fikcji.

Dlaczego mówienie o zmyślonych bohaterach żyjących w naszym świecie ma być bardziej usprawiedliwione niż opowiadanie o fikcyjnym świecie? W tym rzeczywistym już żyjemy, nie potrzeba mi więc literatury, która go dokładnie opisze. Od tego są gazety.

Czy istnieje utwór (ewentualnie temat), który zawsze chciałeś napisać, ale ktoś uczynił to wcześniej? Skomentuj wybór.

Nie mam takich doświadczeń. Czasem, kiedy doświadczam czegoś podobnego, dotyczy to książek słabych. Mam żal, że ktoś zmarnował świetny pomysł. Co nie znaczy, iż ja zrealizowałbym go lepiej. Natomiast przeważnie kiedy czytam dobrą książkę cieszę się, że dany temat doczekał się realizacji. Zwłaszcza jeśli wziął go na warsztat jakiś wielki mistrz. Ja nie mam przymusu pisania, stąd też nie odczuwam zazdrości tego rodzaju. Jestem przecież również czytelnikiem i cieszą mnie udane pozycje.

Napisałem kiedyś takie opowiadanie o bardzie, który ciągle odnajdował w innych utworach własne pomysły. Cokolwiek wymyślił, okazało się już dawno opisane. Nie skończył najlepiej...

Czy posiadasz jakąś powracającą nieustannie ideę, pomysł, temat, który chcesz jeszcze opisać, lecz na razie brakuje Ci dystansu, doświadczenia życiowego, warsztatu?

Jest temat, który powraca od jakiś pięciu, sześciu lat. I kiedyś go zapewne zrealizuję, ale na razie szukam sposobu, by go dobrze opisać. Wiem, że taką książkę mogę napisać tylko raz, dlatego nie chcę zmarnować tej jedynej okazji. Cóż mogę powiedzieć - to będzie magiczna opowieść o Krakowie. Chcę jednak jego magiczność wydobyć z niego samego, a nie podążać wytartymi szlakami "magicznych miast" takich jak Praga czy Wenecja. Czekam więc spokojnie na odpowiednią porę, a projekt ciągle spada z kalendarza wypierany przez kolejne powieści.

W czym upatrujesz przyszłość fantastyki? Czy uważasz, że za kilka, może kilkanaście lat straci ona rację bytu

Przeciwnie, widzę przed tym nurtem wielkie perspektywy. Mam wrażenie, przyglądając się polskiej fantastyce ostatnich lat, że powoli zyskuje ona umiejętność mówienia o rzeczach ważnych. Ta zdolność jest szczególnie cenna w czasach, kiedy literatura tradycyjnie zajmująca się poważniejszymi sprawami przestaje to robić. Na szczęście mijają chyba w prozie fantastycznej lata zachłyśnięcia się sztafażem scenograficznym (niezależnie od tego czy były to rekwizyty typowe dla fantasy, czy też dla sf). Przyszłość nie jest jednak pozbawiona ryzyka. Sądzę, że to wszystko może się nie udać, kiedy głównym kryterium wartości książki pozostanie sprawna akcja. Literatura przygodowa, obojętnie, jakich kostiumów używa, jakoś omija sprawy zasadnicze.

A kierunki tego rozwoju? Widzę "Inne pieśni" Jacka Dukaja, cykl opowiadań "italskich" Anny Brzezińskiej. Są jasno zarysowane.

Gdybyś miał wskazać utwór, który popełniłeś, ale teraz się go wstydzisz, który byś wybrał?

Jest wiele takich utworów. Na szczęście nie muszę się ich publicznie wstydzić, gdyż nie opuściły one mojej szuflady. To trzy powieści i jeszcze kilka mniejszych tekstów. Mogę podać tytuły, ale po co, skoro one nikomu nic nie powiedzą. Więcej tego niż to, z czego - jak na razie - jestem w miarę zadowolony.

Czy uważasz, że najlepsze lata w Twojej działalności artystycznej są już za Tobą? Innymi słowy, czy dzieło Twego życia można znaleźć na półkach księgarskich?

Nie minął rok od wydania mojej pierwszej powieści. Ufam, że przez ten czas nie stałem się wypalonym pisarzem, który może tylko wspominać dawne dni. Gdyby tak było, to czy ja mógłbym wspominać? Ten jeden rok? Choć nie mogę wykluczyć, iż nigdy nie uda mi się napisać niczego lepszego od tego, co już wydałem, chciałbym jednak, żeby było inaczej.

Czy masz literacki autorytet? Czego zdołał Cię nauczyć?

W tym jakże dwuznacznym pytaniu zapewne chodzi o to, czy jakaś osoba była dla mnie autorytetem, a nie, czy ja jestem nim dla kogoś. Zostawię na boku te życiowe, a powiem parę słów o pisarskich. Pisarz jest w pierwszej kolejności czytelnikiem. Nie wyobrażam sobie, by ktoś miał potrzebę pisania najpierw nim nie będąc (Taki przykład łatwo podać - Feliks W. Kres. - przyp. GK). A w każdym razie byłbym wobec takiej osoby wielce podejrzliwy.

Dalej, odbiorca spotyka na swojej drodze książki, które są dla niego ważne. Niektóre w pewnym wieku, inne opowieści towarzysza mu przez całe życie. I kiedy czytelnik zaczyna pisać, ma na horyzoncie pewnych mistrzów. Ja mam autorów, których cenię: Borges, Marquez, Leśmian, Tolkien i jeszcze kilku. Mogę ich nazwać wzorem. Podglądam ich przy pracy i staram się rozgryźć ich fenomen - dlaczego tak fantastycznie piszą? Niestety, nie potrafię powiedzieć, czego mnie nauczyli, gdyż coraz bardziej widzę, jak niepojętnym jestem uczniem. Za każdym razem, kiedy oczarowują mnie ich utwory, mam świadomość, że ja nigdy takich umiejętności nie posiądę. Ale w końcu nie po się ma mistrzów, by zająć ich miejsce, lecz po to, żeby stanowili dla człowieka istotny punkt odniesienia. I tego się trzymam.

Internet - użyteczne narzędzie promocji czy zabójca papieru?

Zapewne to pierwsze, choć tu raczej powinni się wypowiadać specjaliści od promocji. Może jestem naiwny, ale nie dostrzegam zagrożenia dla papieru. Książki to także pewne miłe przedmioty i podejrzewam, że niewielu czytelników będzie chciało z nich rezygnować. Zapach papieru i farby drukarskiej, szeleszczące strony, wreszcie metry bieżące zastawione woluminami w domowej bibliotece. Czytanie z ekranu nie ma w sobie tej magii. I wierzę, że ten staroświecki obyczaj przetrwa wiele technologicznych nowinek.

Jak myślisz, które z Twoich cech charakteru pozwoliły Ci na stanie się znanym i lubianym?

Myślę, że o to należałoby spytać tych, którzy mnie znają oraz lubią. Jeżeli oczywiście ktoś takowych ludzi odnajdzie...

Jakich manieryzmów lub niedoskonałości nie tolerujesz we współczesnej literaturze fantastycznej? Co należałoby napiętnować?

Nie wiem, czy należy coś piętnować. Jak mi coś nie odpowiada w fantastyce, to tego po prostu nie czytam. I jest parę takich rzeczy, które mogę wymienić. Z piętnowaniem byłbym jednak ostrożny, gdyż taka postawa zakładałaby, że ja wiem lepiej, jak być powinno. A ja nie mam takiego poczucia, tylko mój gust różni się od gustu innych.

Nie lubię marnowania fantastyki dla celów literatury tylko i wyłącznie przygodowo-awanturniczej. Mnie to nie cieszy, więc wielu autorów nie czytuję. Rozumiem natomiast popularność takiej literatury i nie uważam jej za coś nagannego.

Nie zachwyca mnie też w polskiej fantasy naśladownictwo stylu Sapkowskiego. Nie dlatego, że sam ten styl jest zły, przeciwnie, autor sagi o Wiedźminie ustanowił wysokie standardy i chwała mu za to. Ale ileż można czytać o cynicznych bohaterach, którzy nie mają żadnych złudzeń, marzeń i wartości, gdzie świat jest zły, piwo kwaśne, dziwki niedomyte, a zupa za słona. Ja wiem, że wedle niektórych taka postawa życiowa może być uważana za dowód dojrzałości intelektualnej, ale to sprawia, iż światy stają się bliźniaczo do siebie podobne.

Jaki czynnik przez lata motywował Cię do nieustannego warsztatowego treningu? W jakim stopniu były to pieniądze?

Gdyby to były pieniądze, motywacja nie byłaby zbyt wielka. Nie jestem autorem bestsellerów i muszę poszukiwać innych podniet niż stan konta. Nie uprawiam też nieustannego treningu warsztatowego. Natomiast dość szybko nudzę się tym co robię. I dlatego dla urozmaicenia stawiam sobie jakieś wymagania czy ograniczenia formalne, które sprawiają, że mimochodem szlifuję styl albo próbuję sił w nowej stylistyce. Zresztą, nie wiem nawet, czy chodzi o szlifowanie stylu. Zawsze bardziej ekscytowała mnie chropawość języka. Gładki styl jest dobry do wypracowań. Tak powstają słowniki, a nie utwory literackie. Lubię zabawy językowe, zbitki brzmieniowe, rytm języka, taneczność frazy, dzikość frazeologii. Łączenie tych aspektów ze sobą - oto wyzwanie. Zwłaszcza, jeśli się chce coś powiedzieć przy okazji, a nie tylko ulegać czarowi języka. I to jest chyba wystarczająca motywacja.

Na zakończenie, powiedz jeszcze, czym byłbyś mile zaskoczony w naszym fantastycznym półświatku?

Ja ustawicznie czekam aż coś mnie miło zaskoczy. Ostatnio miałem kilka takich doświadczeń. Niestety nie wiem na co konkretnie oczekuję. Gdybym to wiedział, nie byłoby to już żadne zaskoczenie. Dlatego spokojnie wypatruję kolejnych debiutów i liczę, że parę z nich mnie zadziwi.

Podyskutuj o tym artykule na forum!



blog comments powered by Disqus