Wywiad z Romualdem Pawlakiem - "Mandragora, czary, smoki i indiańskie imperia. Co dalej?"

Autor: Greg K1ler


Rosselin pojawił się w polskiej fantastyce bez ostrzeżenia. Skąd nagle u Ciebie pomysł na humor makabryczny?

Jak wiesz, uwielbiam Monty Pythona, Hotel Zacisze, Czarną Żmiję i podobne klimaty. Od
dawna brakowało mi takiej fantastyki - żartobliwej, nawet momentami okrutnej, ale pisanej lekko, w duchu "Czarnej Kompanii" czy książek Pratchetta. Takie wątki pojawiały się już w "Rycerzu bezkonnym", ale teraz postanowiłem pobawić się na całego i przy okazji dać czytelnikom trochę rozrywki. Bo prawda jest taka, że przy pisaniu tego cyklu świetnie się bawię, a rzeczywistość wciąż podsuwa mi nowe pomysły.

Ot, parę dni temu telewizor opowiedział mi historię pewnego żółwia z Nowego Jorku wyprowadzanego przez właściciela na spacery. I ów żółw, metrowe bydlątko, z dziką pasją atakuje pomalowane na czerwono paznokcie przechodzących kobiet. No i sam powiedz: jak z takich opowieści nie skorzystać? Wyobraźnia od razu podsunęła mi obraz narzędzia zbrodni -  damską szpilkę w starciu z krwiożerczym stworzeniem... Anegdota do drugiego tomu Rosselina gotowa.
  
Raczej niespodziewanie i nie kończąc cyklu o rycerzu bezkonnym przeszedłeś do konkurencji. Dlaczego?

Cóż, nie mogę powiedzieć, że współpracowało mi się z Runą źle. To dobre wydawnictwo, wiele się tam nauczyłem. Po prostu nie dogadaliśmy się w sprawach wydawniczych. I tak, niemal napisany drugi tom przygód Fillegana spoczął w szafie, bo jednak opublikowanie go na „dzień dobry" w Fabryce byłoby nieładne. Zresztą po co, skoro nie jestem autorem jednej postaci, czy jednego świata?

Co do kontynuacji obecnego cyklu, przyjąłem trochę inne założenie. Staram się, żeby każda z książek o Rosselinie i jego paskudnym smoku nadawała się do czytania jako odrębna całość. Oczywiście, ułożone obok siebie stworzą pewną fabułę. Na dziś wygląda to tak, że pięć części w taką zamkniętą historię się układa. Od razu dodam, iż później nie zamierzam ciągnąć przygód pogodnika, nawet gdyby wydawca zaproponował milion dolarów zaliczki. Do tego, tym razem na pewno ukaże się kompletny cykl. Druga pozycja z serii - "Wojna balonowa" -  jest prawie napisana, powinna pojawić się mniej więcej w lutym. Trzeci tom, na razie z tytułem roboczym tak kompromitującym, że wolę go nie ujawniać, też już istnieje we fragmentach, a Fabryka chce go wydać także w przyszłym roku. Sam nienawidzę czekania na książkę kilka lat. Jak widać, chciałbym całość zamknąć w najwyżej dwa-trzy lata, a wydawca mi w tym pomaga.

Mam nadzieję, że piszesz nie tylko fantastykę żartobliwą...

Wiesz, od dawna myślę o tym, żeby nie dorobić się etykietki wyłącznie komedianta. Jestem wdzięczny Erykowi Górskiemu, że myśli podobnie. Uzgodniłem, iż w przyszłym roku (prawdopodobnie) ukaże się także zbiór opowiadań, pisanych serio, łączących historię z fantastyką, takich jak "Róże w maju", swego czasu opublikowane w "Nowej Fantastyce".

A poza tym, kto wie, może czas na nową historię alternatywną? W końcu od niej zaczynałem... i mam pomysł, który mnie strasznie kręci.

Czy Fillegan i Rosselin to próba poszukiwania bohatera bestsellerowego?

Fillegan w mniejszym stopniu – dużo nawiązań do średniowiecza, intertekstualności, o której  wiedziałem, że czytelnikowi może nic nie powiedzieć. Próba pogodzenia wysokiego z niskim. Rosselin – tak. Chciałem napisać fajne czytadło. Bez próby zbawiania całego świata.

Kiedy w twojej prozie będzie można znaleźć swojskie klimaty?

W przyszłym roku. Mam już pomysł.

Czy Romek Pawlak ugryzłby temat SF?

Twardą fantastykę naukową, hmm... Nie wiem, czy potrafię. Ostatnio pisze się ją bardzo „technologicznie”. Masa szczegółów.

Planuję jednak space operę.

Dwa słowa do debiutantów...

Chyba jedynie tyle, żeby dużo czytali, nie tylko fantastyki. To zawsze pomaga.



blog comments powered by Disqus