Wywiad z Markiem Huberathem na temat jego powieści "Vatran Auraio"

Autor: materiały prasowe
3 lutego 2011

Nowa powieść jednego z czołowych pisarzy z nurtu fantastyki. Sugestywna, przejmująca, piękna i przerażająca zarazem powieść o - najprawdopodobniej - ostatnich już ludziach; o ich namiętnościach, słabościach, a także o względności ludzkiego poznania i kruchości naszej wiedzy, a także o granicach człowieczeństwa.

Najmądrzejszy z żyjących ludzi nie wie, dokąd zmierza świat, wątła wiedza już nie wystarcza, by sprostać sytuacji.

Z Autorem o jego nowej książce rozmawia Marcin Baniak.

Marcin Baniak: Pańska najnowsza książka Vatran Auraio rozpoczyna się od dedykacji: Lemowi. Dlaczego akurat jemu dedykuje pan tę książkę?

Marek S. Huberath: Lem w swoich powieściach absolutnie wyczerpywał podejmowany temat,  jednak jednego zagadnienia do końca nie wyeksploatował. Chodzi o problem kontaktu pomiędzy obcymi istotami, a ludźmi. Postanowiłem uzupełnić to zagadnienie, dedykując powieść osobie, która niegdyś rozpoczęła te rozważania.

M.B.: Kontakt, który tu zachodzi, nie jest kontaktem pomiędzy człowiekiem, a obcą rasą...

M. H.: Przecież tam jest kosmita! Nie zwrócił pan uwagi na trudność kontaktu między człowiekiem, a kosmitą, ponieważ nie był on trudniejszy niż kontakty międzyludzkie. Poza tym porok, czyli kosmita, pojawia się  w powieści w bardzo naturalny sposób.

M.B.: Porok to istota, z którą próbują nawiązać kontakt ludzcy bohaterowie, zostawiając mu wzory ułożone z kamyków...

M.H.: On umie liczyć, on umie kreować pojęcia. Proszę zwrócić uwagę, to jest kontakt z kosmitą.

M.B.: Wydaje się, że ważniejsze w pańskiej książce są problemy w kontakcie między ludźmi niż kłopoty w komunikacji z obcymi. Podczas lektury rzeczywiście można nie zwrócić należytej uwagi na ten wątek - po pierwsze poświęca pan tej tajemniczej istocie może kilkanaście stron, podczas gdy powieść liczy ich ponad 400. Po drugie, mam wrażenie, że uwagę czytelnika przyciąga w pierwszej kolejności wizja ludzkości z odległej przyszłości, a dokładniej - obraz ostatnich ludzi, upadku ludzkości.

M.H.: To nie są ostatni ludzie, wręcz przeciwnie, to jest wizja ekspansji ludzkości. Kiedyś sądzono, że Wikingowie byli ostatnimi ludźmi na Grenlandii... W mojej powieści ludzie ekspandują w przestrzeń, korzystając z żywych statków kosmicznych. Rzecz dzieje się na innej planecie, nie na Ziemi. Ci ludzie, owszem, przybyli tam dawno. Możliwe, że komunikacja działa źle, że zapomnieli, kiedy ostatni osadnicy przybyli na tę planetę, ale trzeba jasno stwierdzić, że ta wspólnota wyszła daleko w kosmos. Nie wiemy, co się dzieje na Ziemi, nie mamy żadnej informacji, jak proces zdobywania przestrzeni zachodził na innych planetach. Na końcu książki są dwa opowiadania, które są zanurzone w zasadzie w tym samym świecie. Spokojne, słoneczne miejsce lęgowe i Maika Ivanna. Tu też jest mowa o ekspansji. W tych dwóch opowiadaniach pokazałem, jak rozwój takich małych wspólnot mógł się potoczyć na innych globach. I jest to obraz mniej dramatyczny niż w Vatran Auraio. Świat wykreowany w powieści jest nieprzyjazny człowiekowi, sytuacja jest tu bardzo trudna.

M.B.: Prawdziwie ekstremalna. Niewielka populacja ludzi stara się za wszelką cenę przeżyć, przetrwać, mimo bardzo trudnych warunków...

M.H.: I dają radę. Nauczyli się przez pokolenia skuteczności, zaciekłej walki. Zaszła wśród osadników jedna, może dwie mutacje, które ich trochę odróżniają od reszty gatunku, ale też wiele mutacji zachodzi w całej populacji człowieczej, tutaj na ziemi. Bohaterowie książki wywalczyli następny okres obiegu planety, trzymają się pazurami życia. Jak to się dalej potoczy - nie wiadomo.

M.B.: Wystawienie człowieka na bardzo ciężką próbę to temat, który w pana twórczości powraca właściwie od samego początku, od słynnego opowiadania "- Wrocieeś Sneogg, wiedziaam...". Mamy tam do czynienia z ludźmi, o których właściwie trudno powiedzieć, że są jeszcze ludźmi. Czytając Vatran Auraio stawiamy sobie podobne pytanie. To istoty zmutowane, każdego dnia atakowane przez rozmaite mikroorganizmy...

M.H.: Jak każdy z nas na Ziemi. Codziennie przecież jesteśmy atakowani przez świńską grypę czy inne choroby. Nie widzę żadnej różnicy. To jest tylko inny rodzaj przypadłości. Jak daleko można człowieka zmienić, żeby nim pozostał - to pytanie można by skierować do Lema, gdyby żył. On rozważał przecież byty, które były w takim, czy innym stopniu oddalone od człowieczeństwa.

M.B.: Ta niewielka wspólnota zamieszkuje planetę inną niż Ziemia...

M.H.: Oczywiście. Okres obiegu planety wynosi około cztery i pół roku. Tylko dzień zbliżony jest do dnia ziemskiego. W zasadzie poza odosobnionymi dolinami górskimi klimat nie sprzyja przetrwaniu człowieka.

M.B.: Co więcej, średnia długość życia ludzi jest tu bardzo niska.

M.H.: Owszem, ale średnia długość życia człowieka, który żyje poza cywilizacją wynosi mniej więcej 28 lat, tyle samo, co moich bohaterów.

M.B.: Zastanawiam się, czy pan napisał w takim razie książkę fantastyczną. Na podstawie tego, co pan mówi można odnieść wrażenie, że jest to obraz niemal realistyczny - pan ukazał NAS.

M.H.: Ja tylko wskazuję wspólne punkty, jednak różnice także istnieją...

M.B.: Na przykład kwestia rozmnażania osadników.

M.H.: Tak. Rozmnażanie ludzi na tej planecie związane jest ze śmiercią. Musi umrzeć całe pokolenie, aby mogło narodzić się nowe. To konsekwencja tego, co zaszło na przedstawionym w powieści globie.

M.B.: Kim jest Vatran Auraio?

M.H.: Grupa odciętych od cywilizacji osadników wymyśliła sposób na przedłużenie życia pojedynczym osobom, pod warunkiem, że zostaną wydalone poza wspólnotę, że zostaną zakażone innymi organizmami - stają się bezpłodne, ale za to żyją dłużej - są strażnikami pamięci i wiedzy.

M.B.: Mogą tę wiedzę przekazywać kolejnym Vatran Auraio.

M.H.: Widać tu logikę i skuteczność działania wspólnoty. Pewni ludzie godzą się na bycie Vatran Auraio.

M.B.: Problem jednak leży gdzie indziej. Właściwie z pokolenia na pokolenie, z jednego Vatran Auraio na kolejnego, tej wiedzy ubywa.

M.H.: Tak, ale i badań za wiele się nie prowadzi. Jest tam badacz, który wysuwa hipotezę płaskiej Ziemi i trudno zbić jego argumenty. Ludzie nie stracili zdolności kreatywnego myślenia, oni są jedynie odcięci od podręczników. Może ktoś przyleci, jakiś kolejny żywy statek i przyniesie ze sobą nową porcję wiedzy?

M.B.: I taki statek przylatuje. A w nim priljetatjelje...

M.H.: Chciałem, aby czytelnik zaznał w książce brzmienia obcego języka, żeby nie było tak, że gdziekolwiek się ruszy poza Ziemię, to wszyscy mówią po angielsku, jedyna różnica jest taka, że mówią z akcentem ze Stanów Zjednoczonych albo z akcentem oksfordzkim. Jeśli ludzie wyjdą w przestrzeń, to będą to nie tylko Anglosasi, lecz różne nacje. W każdym z utworów zawartych w tej książce ludzie mówią w różnych językach. Wplątuję pojedyncze słowa, żeby czytelnik czuł brzmienie, dźwięk tego języka. Oczywiście słowa zwykle oznaczają czynności charakterystyczne wyłącznie dla danej grupy ludzi, albo takie, które oznaczają rzeczy im znane i dla nich ważne.

MB: Te pojedyncze słowa mogą komuś przypominać starocerkiewnosłowiański...

MH: W Vatran Auraio czerpałem z języka serbskiego. I jest tu sporo makaronizmów, bo kto przyleci, ten przynosi ze sobą nowe słowa. Natomiast w opowiadaniu Spokojne, słoneczne miejsce lęgowe jest język oparty trochę na greckim, a najbardziej na portugalskim. Mamy tu Latynosów, Hiszpanów, Portugalczyków, albo ich odległe dzieci. W Maice Ivannie z kolei są dwa języki - w jednej wspólnocie mówi się mieszaniną ukraińskiego i bułgarskiego, a w drugiej mamy mieszaninę polskiego i czeskiego.

M.B.: Oprócz tego, że tworzy pan w tej książce całkiem nowy język, wykreował pan także świat flory i fauny.

M.H.: To było konieczne, jesteśmy w końcu na innej planecie Natomiast świat ten pozbawiony jest eschatologii. Oni egzystują bez odpowiedzi na bardzo ważne pytania, na przykład o naturę zaświatów. Ta książka różni się tym od poprzednich moich utworów. W opowiadaniach takich jak Spokojne, słoneczne miejsce lęgowe albo też Maika Ivanna tego typu pytania i odpowiedzi padają.

M.B.: Co sprawiło, że bohaterowie powieści Vataon Auraio nie wierzą w Boga? Nie ma w nich potrzeby chociażby modlitwy, zwrócenia się ku czemuś, co jest poza widzialnym światem. W prawdzie mają oni swoje rytuały, obrzędy, jednak istnieją one tylko po to, by zachować pamięć o swoich przodkach.

M.H.: Na Ziemi także można wskazać wielu ludzi, którzy obchodzą się całkiem dobrze bez Boga...

M.B.: Może biologia, otoczenie, środowisko sprawiło, że wiara w coś nadrzędnego nie jest im potrzebna?

M.H.: To jest pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Może po prostu zapomnieli, że mogą w coś wierzyć, może ciągłość jakiejś wiary z czasem się urwała? Wspominają o glinie, z której stworzono człowieka - ta glina jest dla nich bardzo ważna, ale poza pamięcią o niej niewiele zostało. W opowiadaniach na końcu książki wspólnoty ludzkie zachowały lepszą pamięć. Trzeba mimo wszystko wziąć pod uwagę fakt, że ateistyczne wspólnoty również mogą istnieć.

M.B.: Główni bohaterowie książki to Ajfrid - strażnik pamięci oraz Alica - jego ukochana, niesłychanie ważna postać. Odnoszę wrażenie, że jest ona najbardziej ludzka ze wszystkich, jakie pan stworzonych w Vatran Auraio.

M.H.: Nie mnie to oceniać. To jest kwestia, którą może rozstrzygać literaturoznawca, czytelnik, pan...

M.B.: Wydaje mi się, że Alica, atakowana przez mikroorganizmy, mająca krve znama na swoim ciele, ale także omamy, halucynacje, które wskazywałyby na jej chorobę psychiczną, jednocześnie przeżywa bardzo ludzkie,  romantyczne uniesienia - Alica kocha, zazdrości...

M.H.: Proszę zadać sobie pytanie, nawiązując do Lema, czy kontakt Ajfrida z Alicą - ukochaną kobietą, nie jest trudniejszy niż kontakt z kosmitą? Czasem udaje się z nią nawiązać kontakt, wydaje się, że istnieją także pomiędzy nimi pewne punkty wspólne, jednak ostatecznie nie ma gwarancji, czy doszło między nimi do porozumienia i na ile ono było głębokie.

M.B.: Czytając fragment o żywych statkach kosmicznych, zastanawiałem się,  jak miałyby one funkcjonować. W jaki sposób pan je sobie wyobraża?

M.H: Jestem fizykiem i nie bardzo wierzę w podróże międzygwiezdne. Wyobraziłem sobie, że mogłyby one odbywać się za udziałem świadomości. Wymyśliłem zwierzęta, które w toku ewolucji nauczyły się oszukiwać czas i przestrzeń. Potrafią one sekwencyjnie znikać i pojawiać się w różnych miejscach, przestrzeni i czasu, oszukując prawa fizyki. Zachowują się niczym żółwie morskie, które płyną dziesiątki tysięcy kilometrów do swoich miejsc lęgowych. Tam wszystkie na raz rozmnażają się. Miejsca te mają bardzo podobny klimat, atmosferę, temperaturę. Jeśli przez przypadek, dla tego akurat gatunku, miejsce lęgowe ma warunki takie jak Ziemia, to takie stworzenia mogły zostać przypadkowo wykorzystane jako wehikuł do transportowania. W ten sposób powstał pomysł żywych statków kosmicznych. Dlatego ludzie, jeśli wsiądą do torby lęgowej żywego statku kosmicznego, trafiają zawsze na dobrą planetę, tyle tylko, że warunki na niej są niekiedy skrajnie trudne dla przeżycia, tak jak w Vatran Auraio. Czasami są jednak lepsze, jak w Maice Ivanie czy w Spokojnym, słonecznym miejscu lęgowym.

M.B.: Co wygania ludzi z Ziemi w świecie wykreowanym w Vatran Auraio?

M.H.: Nie racjonalizuję tej odwiecznej, ludzkiej potrzeby do podróżowania. Ona po prostu istnieje.

M.B.: Niektórzy bohaterowie Vatran Auraio wędrowali w kierunku nieznanego, chcieli odkryć, co jest za horyzontem. Niestety ponieśli porażkę...

M.H.: Ginęli z uwagi na fatalne warunki klimatyczne, dlatego jak łyk ożywczego powietrza potraktowali teorię, że Ziemia jest płaska i można dalej zajść, nie spadając w otchłań.

M.B.: Ludzie w pana powieści zdobywają kolejne planety, zasiedlają je. Trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że ludzkość stąpa po bardzo niepewnym gruncie, że nie ma dla niej nadziei na przetrwanie...

M.H.: Ludzkość doskonale sobie radzi. Mimo tak trudnych warunków, utrzymują się w obcym świecie. To, że czasem im się coś udaje, a czasem nie, nie jest niczym nadzwyczajnym.

M.B.: Jednak ich populacja zmniejsza się z pokolenia na pokolenie...

M.H.: Populacja Europy też by się zmniejszała, gdyby nie napływ imigrantów.

M.B.: Populacja w pana powieści nie zna takiego pojęcia jak technologia. Oprócz żywych statków kosmicznych nie ma w tym świecie niczego, co by wskazywało na jakiekolwiek zaawansowanie technologiczne...

M.H.: Nie do końca, przecież oni wiedzą, jak można zrobić wyciągarkę do drutu. W prawdzie nie potrafią jej wykonać, jednak wynika to zupełnie z czegoś innego. Trzeba wziąć pod uwagę, że we wspólnocie liczącej zaledwie kilkadziesiąt osób, trudno zaprojektować jakikolwiek proces technologiczny, ponieważ brakuje ludzi, inżyniera do wykonywania skomplikowanych zadań. To, że nie mają też pisarza jest już wielce znaczące, świadczy o tym, jak wielu ludzi musi liczyć populacja, aby go utrzymać. Oni robią rzeczy, które są niezbędne, konieczne. Wpadli również na pomysł, jak się rozmnażać w tych trudnych warunkach - gdyby tego nie zrobili,  nie przetrwaliby.

M.B.: Czy zgodziłby się pan ze stwierdzeniem, że ta książka to nie tylko obraz ekspansji poza naszą rodzimą planetę, ale również, a może przede wszystkim romans?

M.H.: Staram się pisać książki złożone z kilku poziomów. Przede wszystkim powieść ma mieć bohaterów z krwi i kości, akcję, która wciągnie czytelnika. Natomiast wyższe poziomy, dotyczące filozofii czy nauki, która jest za tym ukryta, są dla tych czytelników, którzy chcą się tego w książce doszukiwać.

M.B.: Vatran Auraio pisał pan wyjątkowo długo, bo aż trzynaście lat. Zastanawiam się, jak ona powstawała w 1996 roku, a jak myślał pan o niej i o tym co wykreował w roku 2009?

M.H.: Chciałbym rozwiać złudzenie, że książka jest pisana. Książka się pisze. Ją się wielokrotnie czyta, przepisuje, przerabia - wtedy znika niejednorodność, która mogła się pojawić na skutek rozpiętości czasu jej powstawania.

M.B.: Vatran Auraio to kolejna po Miastach pod skałą książka z ilustracjami...

M.H.: Jestem zwolennikiem ilustrowania książek. Wydaje mi się, że niektórym młodym, niedoświadczonym czytelnikom pozwala to uruchomić wyobraźnię. Gdy byłem nastolatkiem nie miałem wyobraźni. Bardzo mi pomagało, gdy w książce były ilustracje, bo wtedy wyobrażałem sobie bohaterów. Osoby, które są wyrobionymi czytelnikami to irytuje, ponieważ ilustracje gaszą ich pomysłowość. Nie od razu jednak jest się takim właśnie czytelnikiem, dlatego postanowiłem współpracować z ilustratorką Martą Blachurą.

Vatran Auraio

Autor: Marek S. Huberath
Ilustrator: Marta Blachura
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 2/2011
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788308045695
Wydanie: I
Cena z okładki: 44,90 zł


blog comments powered by Disqus