Wywiad z Robertem J. Szmidtem - "Otworzyłem szerzej drzwi, za którymi wielu czekało na swoją kolej"


Edyta Muł-Pałka  Już za trzy tygodnie pojawia się "Żółta seria" mająca prezentować dorobek głównie  młodych twórców.
Kiedy postanowił Pan wydawać powieści debiutantów?

foto Robert J. Szmidt Ten pomysł ma już swoje lata. Startując z czasopismem zdawałem sobie sprawę, że prędzej, czy później dojdzie do sytuacji, gdy młodzi autorzy zaczną pisać dłuższe utwory. Przyznam, że nie spodziewałem sie aż tylu tekstów, które niejako zastałem  na rynku. Kilka lat pomijania młodej polskiej literatury fantastycznej przez większe wydawnictwa sprawiło, że kilkanaście maszynopisów znalazło się na moim biurku już ponad rok temu. Większość nie spełniała wymagań, ale kilka było naprawdę dobrych. Teraz część z nich zobaczycie w osobnych tomach, a część, te krotsze, w antologiach. Oczywiście chciałbym od razu rozwiać pewne nieporozumienie. To nie jest seria dla debiutantów, to seria głównie dla młodych autorów, ale takich,którzy swój ślad na rynku wydawniczym już zostawili. Debiuty też będą, te najlepsze, a i ze starej gwardii coś sie trafi. Może nawet powstanie osobna podseria z powieściami i zbiorami opowiadań znanych od dawna autorów.

Z pisania książek podobno nie da się wzbogacić a wydawnictwo Ares 2 ma zamiar w tym roku a może i w latach następnych poszerzyć kręgi już istniejących twórców. A więc może jednak się da?

To kilka spraw w jednym pytaniu. Postaram się odpowiedzieć po kolei. Po pierwsze naprawdę trudno jest zarobić pisaniem na życie. Napisanie powieści niekiedy wymaga wielu miesięcy czasu, tak więc otrzymane za nią wynagrodzenie musiałoby stanowić ekwiwalent conajmniej dwunastu miesięcznych wypłat. A tymczasem są to kwoty osiągające jedną, dwie średnie krajowe. I to jeśli książka się sprzeda. A z tym bywa różnie. Niedawno żalił mi się jeden z głośniejszych pisarzy, że jego książka została rozliczona przez wydawcę na poziomie 300 egz. po roku sprzedaży. Ponieważ umowa opiewała na procent od egzemplarza nietrudno sobie wyobrazić rozgoryczenie człowieka, który nie dostal nic, prócz kilkusetzłotowego zadatku. To był jeden z impulsów, który zmusił mnie do przemyślenia sprawy. Wprawdzie pracuję z ludźmi młodymi, ale nie chciałbym, żeby już na starcie stanęli na takiej pozycji, jak ów autor. Dlatego po dość długich wahaniach i obliczeniach ustaliłem jedną zasadę, jaka będzie obowiązywała przy naszej serii. Autor otrzyma pełne wynagrodzenie za nakład podstawowy, bez względu na to, czy sprzedamy jego książkę do czysta, czy nie. To nałoży na nas dodatkowy obowiązek, ale ufam, że pod taką presją będzie sie lepiej pracowało na wynik. To już nie będzie sytuacja, w której wydawca odda książki pośrednikom, zgarnie jakiś procent na opłacenie swoich kosztów i zapomni o tytule i autorze czekającym na pieniądze, bo jest kolejny do wydania. My będziemy walczyć do końca, bo to bedą nasze pieniądze.

A więc całkowicie rezygnujecie z pośredników?
A co w takiej sytuacji ze sprzedażą choćby w Empikach?

Świadomie rezygnujemy z pośredników. Przy aktualnej kondycji rynku i całkiem realnej groźbie upadku kilku dużych firm pośredniczących w handlu książkami, taki ruch wcale nie jest tak szalony, na jaki wygląda. Podam prosty przykład. Robimy nakład 1500 egz. (takie nakłady są w tej chwili normą nawet przy niektórych poważniejszych autorach) książki debiutanta. Najprościej byłoby rozrzucić po 200 egz do pięciu najwiekszych hurtowni, które rozprowadzą je na mniejsze hurtownie a resztę dać na przykład do wspomnianego EMPiKu. Tak było do tej pory. Rozwiązanie sprawiało, że wydawca po kilku godzinach pracy miał nakład rozesłany i czekał na wyniki swojej pracy... i tu zaczynały się schody. Po pierwsze - takie pośrednictwo kosztuje. Nie sądzę, żeby był to koszt schodzący poniżej 40-45% a słyszałem już i wyższe żądania. Finalny odbiorca zadowala sie połową tej kwoty, góra 30% upustu, reszta była konsumowana na utrzymanie firm pośredniczących, które nie gwarantowaly niczego, prócz wystawienia towaru do sprzedaży. Wydawca nie miał żadnego wpływu na to, gdzie jego książki trafią i czy w ogóle trafią do jakiejś księgarni. Mając Tolkiena nie musiał sie denerwować, mając debiutanta, wolał nie myśleć, jakie będą wyniki sprzedaży, tym bardziej, że przy tak małych nakładach reklama była praktycznie rzecz biorąc niemożliwa. Przygotowując się do wydania książek zadałem sobie trud porozmawiania z wieloma ksiegarzami, nawet hurtownikami - sam kiedyś prowadziłem jedną z najwiekszych hurtowni księgarskich, więc wiem jakie mechanizmy rządziły tym rynkiem i ku swojemu zdumieniu skonstatowałem, że dzisiaj wcale nie jest lepiej. Wejście w ten system to praktycznie rzecz biorąc zabójstwo dla niewielkiego wydawnictwa. Trzeba było znaleźć bypass. W znalezieniu takiego rozwiązania pomógł mi przypadek Roberta Zaręby. Człowiek ten wydal swoją ksiażkę własnym sumptem i osiągnał wynik sprzedaży znacznie lepszy niżprofesjonalne wydawnictwo z o wiele bardziej znanym autorem sf w tym samym czasie. I to nie w dystrybucji ogólnopolskiej, ale w znacznie skromniejszej sieci docelowej. Przeliczylem to i okazało sie, że tak naprawdę 90% sprzedaży to góra 5% punktów w jakich książki leżą. I te 5% nalezy wyłuskać, co od dłuższego czasu z pomocą zaprzyjaźnionych fanów i niektórych czytelników robimy.
Empik zaś nie jest pośrednikiem, to sieć punktów detalicznych. Tak jak Ruch dla prasy. Pośrednikiem są hurtownie, nadhurtownie, akwizytorzy i tym podobne firmy, które pobierają towar w jednym miejscu, by dostarczyć go do innego.

Powiedział Pan wcześniej, że "trudno jest pisaniem zarobić na życie" a przecież w ub. roku pojawiły się dwa nowe wydawnictwa fantastyczne - Runa i Fabryka Słów - a teraz dojdzie Ares 2. Autorzy piszą, wydawcy wydają i zarabiają pośrednicy?

Bo to prawda, zwłaszcza w odniesieniu do autorów. Kwestia wydawnictw, to zupełnie inna sprawa. Dla nich zagrożeniem są niesolidni kontrahenci. Przy rozsądnym podejściu do tytułu trudno jest splajtować, przy próbie szarży, bardzo łatwo. Czym jest rozsądne podejście do tytułu? Najlepiej może to zobrazować kształt pisma "Science Fiction" i jego historia. Wyważony nakład, doprowadzona do perfekcji organizacja pracy, optymalizacja kosztów, szukanie nowych rozwiązań i dróg reklamy. Jest wiele czynników, które mogą poprawić sprzedawalność książki.
I Runa i Fabryka Słów skorzystały z tendencji jaką ujawniło pojawienie się "Science Fiction". Przed wprowadzeniem tego pisma na rynek zgodnie twierdzono, że tylko anglosasi się sprzedają i Sapkowski jako potwierdzenie reguły. Okazało się jednak, że wcale tak nie jest. Pismo nie drukujące tłumaczeń z angielskiego znalazło odbiorców w momencie, gdy inne tytuły opierające się na sprawdzonych wedle większości wzorcach znikały. Po pewnym czasie było jasne, że ktoś, gdzieś się pomylił. Na szczęście nie byłem to ja. I wcale mnie nie dziwi, że różne firmy widząc taki stan rzeczy próbują swoich sił na rynku polskiej prozy fantastycznej. Ale o tym, czy są to próby udane przekonamy sie nie jutro i nie pojutrze, ale za lat pięć. Jeśli będzie wtedy Runa, Fabryka Słów czy Ares to będzie znaczyło, że mieliśmy do czynienia z rozsądnymi ludżmi a nie hurraoptymistycznym podejściem do tematu.

Uważa Pan więc, że obudził koniunkturę na polską fantastykę? A może ją stworzył?

Są ludzie, którzy przypisują mi otwarcie nowej ery dla polskiej fantastyki, ale nie popadałbym w samozachwyt. Fantastyka polska była obecna na rynku cały czas. Była obecna w "Fenixie", w "Nowej Fantastyce". Ja tylko otworzyłem szerzej drzwi, za którymi wielu czekało na swoją kolej.

A co jeśli czytelnikom znudzi się polska fantastyka? Czy może zakłada Pan, że zawsze będzie istniała grupa potencjalnych nabywców tych książek?

Czytelnika nudzą rzeczy słabe. Książki, których nie rozumie, zaangażowane w popieranie bądź niszczenie ideowe. Myślę, że literatura rozrywkowa, co nie znaczy prymitywna, ma przed sobą duże pole do popisu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nastąpi teraz znaczący skok ilościowy wydawanych tytułów, a co za tym idzie i obniżenie średniej jakości. Wydawnictwa, żeby utrzymać ciagłość będą sięgać po zapychacze. To może po pewnym czasie sprawić poczucie przesytu, tak jak miało to miejsce na rynku video. Dziesiątki filmów klasy B powielających schematy najbardziej kasowych przebojów sprawiły, że widownia kolejnych obrazów topniała i rynek niezależny praktycznie rzecz biorąc przestał istnieć w tym kształcie, w jakim istniał jeszcze 5 lat temu.
Niemniej jednak przyjmując, że za lat parę sytuacja materialna Polaków poprawi się choćby o 10-20% możemy zakładać, że i rynek księgarski będzie miał się dobrze. W tym czasie dorobimy się pokolenia nowych, dobrych autorów, znających potrzeby młodego pokolenia, jego język. I tak to się będzie kręcić.

Opłaca się więc teraz zostać księgarzem albo wydawcą?

Nie.

Jednak został Pan wydawcą

Ale nie teraz tylko 10 lat temu. Miesięcznik "Science Fiction" to logiczna kontynuacja poprzedniej działalności wydawniczej na rynku prasowym, a seria księgarska to kolejny krok rozwijający wydawnictwo. Nie robię nic, czego bym nie robił wcześniej. Mam na koncie dwie książki wydane w poprzednich latach (1999, 2000) i kilka tytułów prasowych.

Ale zakłada Pan dobry stan rynku księgarskiego?

Za jakiś czas owszem, ale w chwili obecnej czeka nas raczej zapaść, zatory finansowe, spektakularne upadki itp. I to nie jest czarnowidztwo, to raczej nieuniknione fakty wynikające z analiz rynkowych. Wzajemne zadłużenia powodują, że wydawnictwa sztucznie utrzymują przy życiu dawno upadłe przedsięwzięcia licząc na częściowe choćby odzyskanie długów. Miałem okazję obserwować taki proces parę lat temu. Nic przyjemnego, a straty po upadku pośrednika okazały sie dla wszystkich znacznie większe, niż mogłyby być, gdyby zareagowano odpowiednio wcześnie i nie dofinansowano owej firmy do końca.

Ile książek wydawnictwa Ares 2 pojawi się w tym roku w księgarniach?

Mam nadzieję, że minimum 15 tytułów. Jeśli sytuacja pozwoli to będzie ich nawet 20.

Od czego to zależy?

Od sytuacji na rynku, od tego jak sprawdzi się nasza sieć sprzedaży, od dziesiątek innych rzeczy. Planować łatwo, trudniej potem dotrzymać tempa i danego słowa. Mamy środki na 15 tytułów. To jest plan minimum, ale nie wykluczamy kolejnych posunięć, o których nie wspomnę w tej chwili. Po co ułatwiać konkurencji życie. No dobrze, podam jeden taki przykład. Załóżmy, że dostanę nową powieść znanego autora. Dobrą powieść. Nie będę czekał z nią do przyszłego roku. Nastąpi zagęszczenie planu wydawniczego. Podobnie w przypadku opóźnienia, któregoś z zapowiadanych tytułów, które są w tej chwili "w pisaniu". Wypadki chodzą po ludziach, a nuż coś się stanie i tekst spłynie z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Wtedy trzeba będzie lekko skorygować plany albo dać zastępstwo. Na szczęście mamy kilku "rezerwistów" na liście.

Jaka książka zainauguruje "Żółtą serię" i kiedy możemy się jej spodziewać?

Chciałbym, żeby byly to dwie książki wydane w tym samym czasie. Mówię tu o Pieczęci Anny Koronowicz i sygnowanej moim nazwiskiem powieści Apokalipsa według Pana Jana. Od razu dodam, żeby nie było niejasności, jeśli nie uda nam się dograć wszystkiego w terminie to ja idę na pierwszy ogień, bo wiem, że to będzie najtrudniejszy moment. Sieć sprzedaży będzie jeszcze surowa, a jak coś ma nie pójść, to wolę odczuć to na własnej skórze, niż "zepsuć" książkę innej osoby .. to już niedługo... Młode wilki polskiej fantastyki nadchodzą i to powinien być ich rok. Tak u nas, jak i u konkurencji, ale najciekawszy będzie rok następny...

A dlaczego następny?

Bo w tym wszyscy mają jeszcze zapasy z lat minionych, jak przyjdzie do pracy na bieżąco, to zaczną się problemy.

Zabrzmiało to tajemniczo.

Bo przyszłość jest tajemnicą dla większości ludzi.

Cóż, pozostaje mi zatem życzyć sukcesu i oczekiwać książek.
Dziękuję za rozmowę, po przedstawionych tutaj przez Pana perspektywach rozwoju fantastyki, wierzę, że nie ostatnią.

Dziękuję również. Dziękuję też wszystkim za dotrwanie do końca tego wywiadu. Za kilka tygodni rozpoczniemy nową erę w polskiej fantastyce. Mam nadzieję, że wspólnie.



blog comments powered by Disqus