Wywiad z Andrzejem Sawickim


Nie uważa się za pisarza, ale pisze książki. Z wykształcenia jest chemikiem, ale pasjonuje się historią. Lubi fantastykę, choć nie pogardzi też "naukową cegłą". Oto Andrzej Sawicki!
 
 
Bartek Szpojda: Kazimierz Lux, postać autentyczna, niezwykle barwna: żołnierz, pirat, patriota – rzec by można, że wprost idealny bohater mnóstwa książek. Nie pytam więc skąd pomysł na takiego bohatera, ale dlaczego dopiero teraz? Czy "myśl" na Luxa tliła się od dawien dawna, czy też może to idea całkowicie spontaniczna? Gdzie go pan, jako pisarz, amator historii bądź chemik, po raz pierwszy spotkał? 
 
Andrzej Sawicki: Postanowiłem napisać powieść przygodowo-historyczną z czasów napoleońskich, zainspirowany, co chyba od razu rzuca się w oczy, Bernardem Cornwellem. Zbierając materiały o Polakach biorących udział w napoleońskiej epopei, siłą rzeczy natrafia się na mnóstwo ciekawych postaci. Kazik wyskoczył mi z przypisów w historycznych monografiach poświęconych Legionom, bo jako staruszek zajmował się próbą stworzenia historii tej formacji i historycy odwołują się do przekazanych przez niego informacji. Z ciekawości sprawdziłem kim był ów weteran i okazało się, że to właściwie gotowa postać do serii przygodowej. Miał żywot barwniejszy niż sam mógłbym wymyślić. Nie było zatem wyjścia – musiał zostać głównym bohaterem przygotowywanej powieści. Sam się o to prosił.
 
BSz: W pańskiej historii Kazik nie do końca działa z pobudek czysto patriotycznych. To pana pomysł, czy też Lux rzeczywiście nie był taki idealny? Na ile udało się go poznać?
 

AS: Służba w wojsku w tamtych czasach wyglądała zupełnie inaczej niż obecnie. Wielu żołnierzy było jednocześnie dzielnymi wojakami i awanturnikami, którzy ruszali na wojenkę w poszukiwaniu przygód, sławy i bogactwa. Polacy służyli wówczas we wszystkich chyba armiach świata. Kazik był jednym z niewielu szczęśliwców, którzy mogli służyć w wojsku, gdzie mówiono po polsku i noszono polskie mundury. Większość żołnierzy z legionów była nastawiona bardzo patriotycznie, Kazik również, choć może nie jest takie oczywiste, ale i sam patriotyzm nie jest przecież taki oczywisty, nawet dzisiaj. Do wielu rzeczy ten młody warszawiak musi jeszcze dojrzeć i zwiedzić kawał świata, by zatęsknić do kraju. Na ile udało mi się go poznać? Trudno powiedzieć. Kazik był, jak wielu weteranów, gawędziarzem, który lubił koloryzować, ale z relacji jego towarzyszy wiemy, że faktycznie był awanturnikiem i niepoprawnym kobieciarzem. Dziś nazwalibyśmy go seksistą, bo dzielił kobiety na kategorie, a ustalił ich osiem, pod względem ognistości w łóżku. Piracka drużyna, którą dowodził, uchodziła za największych pijaków i rozrabiaków na całych Karaibach. Aniołkiem zatem nie był. Zawsze jednak starał się pomagać Polakom w potrzebie, nigdy nie zapominał o swoich żołnierzach ani kompanach, z którymi służył. Kiedy dowiedział się, że Polska odradza się pod kierunkiem Napoleona, nie zawahał się  porzucić intratnego, pirackiego zajęcia i "dla ojczyzny ratowania rzucił się przez morze" (a miał dalej niż Czarnecki).
 
BSz: Ile wobec tego w pana książce fikcji literackiej, a ile prawdy?
 
AS: Trudno dokładnie określić. Kiedy siadam do pisania o przygodach Kazika, stukot klawiszy go chyba wzywa. Kazik staje mi za plecami i szepcze do ucha. Piszę to, co powie. Ile w tym prawdy, a ile moich konfabulacji, nie sposób ustalić.
 
BSz: Ale mogę założyć, patrząc na pański zawód i nie zdradzając zbyt dużo z fabuły, że "świecąca trucizna", motyw przewodni tomu I, to pomysł autorski...
 
AS: Trafione! Rzeczywiście wątek sensacyjny jest oczywiście wymyślony, ale wiele drobiazgów jest autentycznych – choćby łódź podwodna, którą projektuje doktor Hoffman. 
 
BSz: Skoro temat pana profesji ruszyliśmy, to szybkie pytanie – skąd u chemika zamiłowanie do historii i umiejętności pisarskie? 
 
AS: Jedno i drugie pojawiło się nagle i niespodziewanie. Jako chłopiec lubiłem bawić się żołnierzykami i chyba stąd zeszło mi po jakimś czasie na historię. Co do pisania, to kiedyś spróbowałem go z nudów, a gdy mi się spodobało, zacząłem mozolnie i w pocie czoła się go uczyć, co zresztą trwa do dziś.
 
BSz: Ku radości czytelników zapewne. Jaki rodzaj literatury jest panu bliższy – historyczna czy raczej przygodowa?
 
AS: Co do upodobań książkowych, poruszam się niczym elektron na orbitalu, czyli jestem zasadniczo we wszystkich miejscach naraz – tylko moja gęstość prawdopodobieństwa raz jest większa tam, a raz gdzie indziej. Lubię literaturę rozrywkową, bo od zawsze związany byłem z fantastyką. Nie pogardzę jednak naukową cegłą, łącznie z historycznym opracowaniem. Co do tworzonych przeze mnie dzieł kieruję się w stronę powieści przygodowych bez napinania się na tworzenie Literatury przez wielkie "L". Świadom jestem własnych intelektualnych ograniczeń.
 
BSz: Zdradzi pan co nieco z dalszych dziejów Luxa? Możemy liczyć na odrobinę "piracenia"?
 
AS: Spojlerowanie jest autorom surowo zakazane, ale coś chyba mogę zdradzić. Razem z legionami Kazik zawędruje wkrótce do Rzymu i będzie tłumił papieskie powstanie, a potem zmierzy się z potężną armią złej królowej, tj. weźmie udział w wojnie z Królestwem Neapolu. Niedługo później legiony znajdą się w potrzasku, atakowane jednocześnie przez Austriaków, Rosjan i Neapolitańczyków. Kazik dostanie się do niewoli, ale ucieknie z niej i w wojennym zamieszaniu zostanie doraźnie wcielony do francuskiej piechoty, by walczyć w bitwie pod Maregno. Wróci oczywiście do legionów, gdzie jako stary wiarus zostanie przesunięty do elitarnej kompanii grenadierów, jako ich sierżant. A potem dopiero się zacznie…
 
Nie wiem, ile z tych wydarzeń zdołam opisać i w jakim tomie, ale przygody Luxa w Rzymie właśnie powstają. W Szabli Sobieskiego zobaczymy, jak Polacy zachowywali się jako okupanci Wiecznego Miasta i w jakie kłopoty wpakował się tam Kazik.
 
BSz: Super! Jednak Lux Luxem, a i inne pomysły zapewne kłębią się w głowie. Prawda?
 
AS: Coś tam się kłębi. Tworzę także cykl nowelek sensacyjno-przygodowych o pierwszych warszawskich policjantach. Konkretnie o wydziale śledczym złożonym przez Augustyna Glińskiego, pseudonim Glina. To od jego nazwiska pochodzi określenie "glina", potocznie oznaczające policjanta.
 
BSz: To teraz temat na czasie, ale z zupełnie innej beczki. Matury. Czy pana zdaniem, książki takie jak Honor Legionu, oparte w dużej mierze na faktach, są dobrą propozycją uzupełnienia wiedzy choćby z historii? A może wręcz jej poszerzenia?
 
AS: Nie wiem, czy uzupełnienia, ale jako sposób na "polizanie" epoki, jak najbardziej. Co prawda nie mam zacięcia edukacyjnego i nie starałem się pisać rozrywkowej formy podręcznika do historii, ale prawdą jest, że czytelnik może dowiedzieć się z tego typu powieści bardzo wielu ciekawych rzeczy. Będzie dla minie bardzo satysfakcjonujące, jeśli jakiś młody człowiek po przeczytaniu Honoru Legionów zacznie sobie szukać czegoś więcej o Legionach. To pozytywny efekt uboczny powieści przygodowo-historycznych.
 
BSz: Na zakończenie – czego można życzyć pisarzowi? Połamania pióra? Rzeszy czytelników? Czy może genialnych pomysłów na kolejną książkę?
 
AS: O to trzeba by zapytać jakiegoś pisarza. Ja się za takiego nie uważam. Pisarz to dla mnie postać wybitna, mędrzec i erudyta, mistrz, żyjący Literaturą. Ja jestem tylko autorem, maluczkim, próbującym parać się tworzeniem literatury popularnej. Życzyć mi można tego, co wszystkim, czyli stopy wody pod kilem, by się nam dzieci rakiet nie czepiały, zdrowia, szczęścia i pomyślności, a przede wszystkim dużo pieniędzy.

Kampanie Kazimierza Luxa #1 - Honor Legionu

Autor: Andrzej W. Sawicki
Wydawnictwo: Erica
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 3/2013
Liczba stron: 360
Format: 140x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788362329786
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus