"Postawiłem na kota w worku". Wywiad z Bartłomiejem Juchą

Autor: Aleksandra Bacdorf
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
2 lipca 2016

Bartłomiej Jucha to świeży pisarz - dopiero po debiucie. Wydał w wydawnictwie Nokturn swoją pierwszą powieść, Bank Violettkäfer. Dział Depozytów Nadzwyczajnych, która przypadła do serca Oli Bacdorf. Nasza redaktorka złapała pisarza na konwencie Arkhamer 2016.

1. Bank Violetkäffer. Dział Depozytów Nadzwyczajnychzacząłeś pisać w wieku 18 lat. Skąd pojawił się pomysł?

Po prostu siedziałem, grałem w nudną grę i wpadł mi pomysł. To był jeden dzień, jeden impuls. Pamiętam, że były żniwa – napisałem chyba z pięćdziesiąt stron w tydzień, na zmianę z przerzucaniem zboża z ojcem. Później oczywiście to się wyciszyło - i bardzo dobrze, bo te pierwsze pięćdziesiąt stron było najbardziej pokreślone w redakcji. Wpływ na powieść miał także Tolkien – nie tylko Władca Pierścieni, ale w ogóle cała mitologia Śródziemia; to, jak autor budował świat fantasy, w jaki sposób wpływał na wyobraźnię nie opowiadając wszystkiego dokładnie, tylko zostawiając zawsze jakieś ramy na nasze własne wyobrażenia. Ale już wcześniej myślałem o tym, żeby napisać fantasy zakorzenione w naszej rzeczywistości, tak jak ma to miejsce na przykład w Harrym Potterze czy Opowieściach z Narnii, które stały się dla mnie jedną z wielu inspiracji.

W trakcie pisania pojawiały się dodatkowe inspiracje – zacząłem mieć kontakt z inną fantastyką, z innymi rodzajami kultury, pierwszy raz zapoznałem się z kulturą japońską, w tym z anime i mangą, co zmieniło charakter niektórych postaci, a także narracji. Zawsze ważne były dla mnie gry komputerowe – muzyka z nich przygrywała mi do pisania, przede wszystkim ta skomponowana przez Jeremy’ego Soule’a do Morrowinda i Obliviona.

2. Teoretycznie pisanie powieści zajęło Ci kilka lat. Jak to wyglądało w praktyce? To były uczciwie przepracowane lata, czy miewałeś krótsze bądź dłuższe chwile zwątpienia?

Wiadomo, krótsze i dłuższe chwile zwątpienia były. Na przykład teraz miałem dłuższą przerwę od pisania, przez ostatnie lata byłem skupiony na poprawianiu Banku, teraz zajęty jestem pracą. Ale miałem i większe przestoje, trwające czasem prawie pół roku, czasem parę miesięcy; a później nagle tworzyłem dwadzieścia stron w trzy dni i tak leciało. Można to porównać do pisania pracy magisterskiej. Stephen King mówił kiedyś o swoim pisaniu, że widzi cel, ale nie widzi drogi do tego i ja mam tak samo – wiem, jak to się skończy, ale nie wiem w jaki sposób dotrę do tego zakończenia.

3. Miałeś wsparcie w trakcie pisania?

Tak, w liceum poznałem dwóch przyjaciół, z którymi wszędzie chodziliśmy. Jeden był z Rzyk pod Leskowcem, które pojawiły się w mojej książce. Drugi był poetą i przez niego poznałem jego młodszego brata, który jest wyjątkową osobą. Wtedy pisałem coś zupełnie innego, jeszcze w gimnazjum, i on to wszystko przeczytał, poprawił. Gdy zacząłem pisać Bank Violetkäffer,też czytał kolejne fragmenty. Wysyłałem mu je, a on odsyłał:  „O rany! O co tu chodzi? Coś ty wymyślił? Czemu te drzwi są podwójnie tajemnicze? W ogóle co to wszystko takie tajemnicze w tej książce, że tajemniczymi schodami do tajemniczych drzwi?”. Bardzo dużo mi pomógł. Później, na studiach, mało komu się chwaliłem tym, że piszę. Jakoś tak wyszło z rozmów, że pracuję nad powieścią i okazało się, że mam bardzo oddane koleżanki, które wspierały mnie w tym czasie.. Teraz, gdy już wydałem Bank, wspierają mnie też znajomi z Gildii Fantastów.

4. Na różnych forach i grupach dla osób, które piszą i chcą to pokazać szerszemu gronu czytelników, często pojawia się pytanie, jak znaleźć wydawcę. Muszę więc spytać debiutanta: jak znalazłeś wydawcę?

Nie będę ukrywał, że miałem po prostu szczęście. Postawiłem trochę na kota w worku. Wysyłałem fragmenty do większych wydawnictw i czekałem, i mógłbym czekać do dzisiaj. Siostra wysłała mi link do jednego z portali z ogłoszeniami, gdzie promowało się nowe wydawnictwo szukające debiutantów. Pomyślałem sobie: „no co zaszkodzi”. Nic wtedy jeszcze nie mieli, nawet nazwy. Wysłałem im fragment; przeczytali i stwierdzili, że są wstępnie zainteresowani. Pogadałem z nimi i stwierdzili, że rozumieją moje obawy i że wrócimy do rozmowy. Gdy pojawiła się ich oficjalna strona, stwierdziłem, że można dać im zielone światło i udało się. Porada dla kogoś, kto próbuje coś wydać, żeby próbować i nie poddawać się, może brzmieć trywialnie, ale to po prostu działa.

5. W książce można znaleźć wiele dialogów, w których użyłeś, jak to zostało w samej powieści określone, „zniekształconego polskiego dialektu”. Sprawiało Ci trudność pisanie w ten sposób?

Nie, to jest tak, jakbyś była dzieckiem – wymyślasz własny, prosty język. Chciałem uzyskać taki efekt: czegoś, co zostało uproszczone przez kogoś, kto żyje w odciętej od cywilizacji krainie. W takich warunkach język się zmienia i zniekształca. Często też używałem słów z gwary z moich najbliższych okolic, które są tylko tam rozumiane.

6. Nie zdradzę fabuły pytając o coś, co wiadomo już od pierwszych stron. Wacław ma fobię na punkcie brudu i bakterii. Skąd ten pomysł? Taka postawa bohatera może autorowi nastręczać trochę problemów w trakcie pisania.

Może i dużo osób, gdy czytało moją książkę, czepiało się, że raz ta fobia jest, raz nie ma. Ale moim zamierzeniem było, żeby to nie była dla niego choroba, tylko bardziej takie zmanierowanie, lalusiowanie: tego nie będę robił, tym się brzydzę. Na pewno sprawiało to trochę trudności. Do stworzenia głównego bohatera mojej powieści, Wacława Willwooda, zainspirowały mnie przede wszystkim trzy postacie: po pierwsze detektyw Monk ze swoją bakteriofobią, po drugie kapitan William Laurence z serii powieści Naomi Novik Temeraire, który jest dla mnie wzorem takiego idealnego brytyjskiego dżentelmena, dla którego honor jest ważniejszy niż życie. Jeśli chodzi o trzecią inspirację, jest taki film, który nie wszyscy znają –Brazil Terry’ego Gilliama, opowiadający o dystopijnej przyszłości, gdzie główny bohater jest smutnym urzędasem.

7. W powieści znajdujemy kilka zwariowanych sytuacji. Skąd pomysły, na te wszystkie… zbiegi okoliczności?

Takie wygodne zbiegi okoliczności czasem się zdarzają. Nie ukrywam, że autor ułatwia sobie życie takimi rzeczami, ale czasem mnie też zaskakiwały niektóre rzeczy. Sądzę, że zbiegi okoliczności nie bolą aż tak w książce, która jest cała o magii.

8. Z wykształcenia jesteś kulturoznawcą, z zamiłowania graczem. Jak Twoje doświadczenia wpłynęły na powieść?

Doświadczenia kulturoznawcze nie miały za dużego wpływu:  książka zasadniczo była skończona, gdy poszedłem na studia. Ale później, już w trakcie poprawek oraz przy innych projektach, które mam w głowie, bardzo mi pomagało. Jeśli chodzi o gry, seria The Elder Scrolls dosyć mocno wpłynęła na powieść, ucząc mnie, jak budować ciekawy świat fantasty.

9. Ja zakochałam się w miejscu, jakim jest Bank Violetkäffer. Wiem, że już piszesz drugi tom i na tym nie koniec. Może zdradzisz nam coś więcej?

Planuję w sumie cztery tomy. Druga część ma na razie około  dwieście stron. Tak, jest zaczęta, jest w niej więcej dżentelmenów, ponownie odwiedzimy Królestwo Srebrnych Buków, napotkamy więcej pytań i więcej odpowiedzi. Na początku pojawia się nowy bohater, Alister (planuję kiedyś napisać o nim samodzielną powieść), banita z ukrytego Albionu, miejsca rządzonego totalitarnie. Gdy go tworzyłem, byłem akurat po lekturze mitologii fińskiej, tak więc postać odnalazła się w ukrytej krainie Pohjoli, gdzie jest ambasadorem i tłumaczem trolli. Trolle nie są, jak często bywa w RPGach, wielkimi łysymi grubasami, lecz bardziej skandynawskimi wielkimi zarośniętymi stworami. I to jest właśnie pierwsza rzecz, jaka spotyka Wacława na początku drugiej części: bohater czuje okropny smród i słyszy pukanie do drzwi, wchodzi przez nie jakiś dobrze ubrany dżentelmen, a za nim trolle z ubrudzonymi stopami, które robią mu po prostu masakrę na świeżo wypolerowanej podłodze. Później Antoni wraca ze sklepu z listem do Wacława informującym, że brat do niego przyjedzie za tydzień. List przyszedł do sklepu tydzień temu, więc trzeba bardzo szybko coś zrobić z tymi trollami, tym bardziej, że brat zjawi się ze swoją żoną.

10. Na koniec zapytam: masz może w planach jakieś opowiadanie?

Często piszę opowiadania, ale w końcu zdaję sobie sprawę, że chciałbym z tego zrobić powieść i kończę pisać, zostawiając projekt na później. Taki mam problem z zaczynaniem. Jestem bardziej człowiekiem powieściowym, ale próbuję wyłuskać opowiadanie. Ale mam już plany, inspirowane Tolkienem.

Dziękuję za rozmowę.

Bank Violettkäfer. Dział Depozytów Nadzwyczajnych

Autor: Bartłomiej Jucha
Wydawnictwo: Wydawnictwo Nokturn
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 12/2015
Liczba stron: 520
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788393850266
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,99 zł


blog comments powered by Disqus