Wywiad z Charlesem Strossem

Autor: Dawid "Fenrir" Wiktorski
2 czerwca 2012

D.W.: Dlaczego piszesz głównie science fiction? Czy to był twój świadomy wybór?

C.S.: Przeciwnie, modernistyczna realistyczna fikcja literacka wydaje się niepotrzebnie wąska, nieciekawa w rozległym obejmowaniu świata, w którym żyjemy, podczas gdy science fiction pozwala mi na odkrywanie zakamarków ludzkiej egzystencji – tych, które główny nurt, ze swoim naciskiem na prawdopodobieństwo, kazałby nam zignorować (trochę posługuję się stereotypami: aktualnie na obrzeżach głównego nurtu dzieje się wiele interesujących rzeczy wynikających z zainteresowania fantastyką. Ale tak właśnie to widzę, jeśli pozwolimy gatunkom na definiowanie tego, co piszemy, a nie odwrotnie).

D.W.: Czy podczas pisania jest dla ciebie ważne, aby być zgodnym z nauką, czy raczej używasz wyobraźni, by stworzyć swoje własne rozwiązania techniczne?

C.S.: Zależy od tego, co piszę i co staram się osiągnąć danym utworem. Ale generalnie chcę, aby moje utwory były wewnętrznie spójne – jeśli naginam lub łamię jakąś zasadę fizyki czy mieszam z syntetyczną biologią, chcę podejść do tego inteligentnie, wiedząc, co modyfikuję i znać tego konsekwencje. Jestem materialistą, a nie surrealistą.

D.W.: Jaki był twój pierwszy tekst? Wracasz czasem do niego, żeby porównać, jak pisałeś kiedyś, a jak piszesz teraz?

C.S.: Zacząłem pisać fantastykę, gdy miałem dwanaście lat. Moją pierwszą powieść napisałem trzy lata później. Jeśli znajdę którąś z tych prac, spalę ją. Jak zauważył Roger Zelazny, każdy może zostać powieściopisarzem – wystarczy, że najpierw napisze milion słów szajsu, żeby się nauczyć, jak pisać. Nie chcesz czytać moich wprawek pisarskich, możesz mi wierzyć.

D.W.: W jednej z twoich powieści („Stan wstrzymania”) poruszasz się w rzeczywistości MMORPG. Jak oceniasz ten rodzaj gier? Masz jakieś ulubione tytuły?

C.S.: Generalnie nie grywam w gry komputerowe. Pracowałem kiedyś jako programista z chłopakami, którzy trochę robili w branży. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych pracowałem także przy tworzeniu firmy działającej w Internecie (tzw. „dot com”). Pisałem oprogramowanie serwerów.
„Stan wstrzymana” początkowo nie miał być o grach MMO – zaczęło się od pomysłu tekstu opartego na faktach, właśnie o firmie „dot com”. Potem to zmieniło się w pomysł na historyczną powieść kryminalną osadzoną w okresie boomu „dot com” w końcu lat dziewięćdziesiątych. Koło 2002 roku dotarło do mnie, że za kilka lat nikt nie będzie zainteresowany tym zjawiskiem, ale zacząłem wtedy czytać ciekawe raporty o socjologicznych konsekwencjach gier MMO, wykorzystaniu wirtualnej waluty i pojawieniu się tzw. „gold farmers” itd. Jedna rzecz uderzyła mnie przede wszystkim: graficzne MMO to pierwsze formy rzeczywistości wirtualnej w rozumieniu cyberprzestrzeni Gibsona (Internet to takie „nic” - jak koncepcja cyberprzestrzeni z początku lat osiemdziesiątych), które odniosły rynkowy sukces. Czemu nie zbadać tego konsekwencji?

„Stan wstrzymania” napisałem przypadkowo, w okolicach 2005-06 roku. Aktualnie to nie jedyna powieść traktująca o MMO; poza olbrzymim „Reamde” Stephensona jest jeszcze „This Is Not A Game” Waltera Jona Williamsa. Ciekawie wypada porównanie tego nowego podgatunku z małą falą powieści napisanych w latach osiemdziesiątych po „Neuromancerze” Gibsona, w których cyberprzestrzeń odgrywała istotną rolę. To trochę jak porównywać powieści o badaniu Księżyca i Marsa z lat pięćdziesiątych z tymi napisanymi po historii Apollo.

D.W.: Czy twoja wizja eksperymentu przedstawionego w „Szklanym domu” była inspirowana eksperymentami wykonywanymi przez współczesnych naukowców, aby przetestować ludzką wytrzymałość w kosmosie?

C.S.: Nie. „Szklany dom” to powieść z bardzo niewiarygodnym narratorem. Porusza kwestię tego, jak przyszłe społeczeństwo nieśmiertelnych post-ludzi może sobie radzić z rehabilitacją nieśmiertelnych, których psychika została uszkodzona przez ekstremalnie nieprzyjemne wydarzenia – takie jak wojna. To także powieść o ignorancji wobec historii i aforyzmie „ci, którzy nie znają historii, są skazani na jej powtórzenie”. I w końcu, to książka o tym, co się dzieje, kiedy weźmiesz protokół eksperymentu więziennego ze Stanford i zastosujesz go do sztywnego podziału ról według płci (używając przykładu populacji, która zwykła mieć kompletną kontrolę nad swoją fizyczną anatomią i stanem psychicznym), wyśmiewająca pomysł, że post-ludzka populacja zaadaptowana do życia poza ziemią może utworzyć społeczeństwo przypominające nasze.

D.W.: Zdajesz się być na bieżąco z wieloma dziedzinami nauki. Jak tego dokonujesz?

C.S.: Mam szerokie zainteresowania czytelnicze. Każdego dnia. Mnóstwo nowych źródeł!

D.W.: Prawa autorskie to jeden z głównych motywów „Accelerando” i prezentujesz tam całkiem liberalne poglądy, choć będąc pisarzem, żyjesz przecież z własnej twórczości. Jak oceniasz burzę w mediach, jaka w ostatnich latach dotyczyła celowości limitacji dostępu do zawartości Internetu?

C.S.: Tak wiele dzieje się teraz w zakresie praw autorskich, cenzury i Internetu, że mógłbym o tym napisać książkę (tylko życie jest za krótkie).

D.W.: Czy sztuczna inteligencja w ciele kota w „Accelerando” jest twoim ukłonem do współczesnych osiągnięć w tym zakresie?

C.S.: Aineko w „Accelerando” to nie sztuczna inteligencja w ciele kota. To sztuczna inteligencja, która uznała, że łatwiej jest manipulować ludźmi, jeśli będzie używać skeuomorficznej kukiełki - w tym wypadku przybierając formę słodkiego, włochatego domowego zwierzaka.

D.W.: Co masz zamiar napisać w przyszłości?

C.S.: Moja następna powieść (powinna wyjść w lipcu 2012) to „The Apocalypse Codex”, czwarta książka z Laundry Files. Następnie we wrześniu we współpracy z Corym Doctorowem wydaję „The Rapture of the Nerds”.

Aktualnie piszę planowaną na 2012 rok powieść, swego rodzaju sequel do „Saturn's Children”, zatytułowaną „Neptune's Brood”. Będzie ona o oszustwach, finansowych strukturach niezbędnych do ubezpieczenia wolniejszej od światła międzygwiezdnej kolonizacji, i o nuklearnie napędzanych robotach–syrenach.

W kolejce za nimi jest moja zaplanowana na 2014 rok powieść „The Lambda Functionary”, ale, ponieważ jeszcze nie zacząłem jej pisać, powiem o niej tylko tyle, że to luźny sequel „Stanu wstrzymania” i „Rule 34”.

D.W.: Który z twoich tekstów w twojej ocenie jest najlepszy, a który najgorszy?

C.S.: Nie lubię bawić się w ulubione tytuły w temacie moich książek.

D.W.: Co preferujesz jako czytelnik: fantasy czy science-fiction?

C.S.: Zależy od nastroju.

D.W.: Gdybyś mógł zmienić jedną rzecz w literaturze fantastycznej, co by to było?

C.S.: Słaba reprezentacja kobiet i mniejszości, tak wśród autorów fantastyki, bohaterów w fantastycznych utworach, jak i pośród czytelników.

D.W.: Jak wygląda twój dzień jako pisarza?

C.S.: Nie mam wypracowanej rutyny pisarskiej, w przeciwieństwie do niektórych.

D.W.: Możesz sobie wyobrazić dzień, w którym zupełnie przestajesz pisać? Możesz sobie wyobrazić siebie bez pisania?

C.S.: Tak, przynajmniej przez jakieś kilka lat. NAPRAWDĘ trudno jest wciąż wpadać na nowe pomysły, mieć motywację i nie popaść w rutynę po dwudziestu powieściach. A jeśli masz pisać wciąż te same powieści co roku, możesz równie dobrze z tym skończyć i podjąć zwykłą pracę. To, co pozwala mi nadal pisać, to element zaskoczenia – moja zdolność do zaskakiwania samego siebie.

D.W.: Możesz sobie wyobrazić siebie jako uczestnika wizji, które kreujesz?

C.S.: W bliskiej przyszłości „Stanu wstrzymania” i „Rule 34”staram się ukazać przyszłość, w jakiej – gdzieś w tle - mógłbym żyć.
Nie utopia. Nie „Crapsack world” [miejsce, w którym wszystko, co może pójść źle, idzie strasznie źle – spełniają się najbardziej pesymistyczne warianty], w którym wszystko zmierza prosto do piekła. Tylko kontynuacja teraźniejszości, z nowymi i zaskakującymi dodatkami - to właśnie w taki sposób teraźniejszość byłaby widziana z perspektywy roku 1992 czy 1972.

D.W.: Co myślisz o ekranizacji twoich książek?

C.S.: Nie jestem jakoś strasznie zainteresowany telewizją czy filmem; jeśli ktoś chciałby zrobić film czy serial telewizyjny bazujący na moich książkach, to fajnie, ale moje życie będzie całkiem udane, nawet jeśli nigdy nie odwiedzę Hollywood.

D.W.: Jak wyglądał twój debiut jako pisarza fantastyki naukowej?

C.S.: To miało miejsce w 1986 roku, z opowiadaniem „The Boys”, opublikowanym w numerze 21 „Interzone” w Wielkiej Brytanii.

D.W.: Jak wygląda kwestia czytelnictwa w Wielkiej Brytanii? Borykacie się ze spadkiem liczby czytelników czy może pisarz może całkiem spokojnie żyć z pisania?

C.S.: Nie jesteś w stanie żyć tylko z pisania science fiction publikowanej na terenie samej Wielkiej Brytanii, chyba że jesteś jednym z pięciu czołowych autorów tego gatunku (fantasy sprzedaje się lepiej). Ale większość brytyjskich autorów ma tę przewagę, że może sprzedawać bezpośrednio w Stanach: my nie potrzebujemy tłumaczenia, a zatem dużo łatwiej jest sprzedać książkę agentom i redaktorom na amerykańskim rynku, choć są pewne różnice kulturowe, które mogą trochę namieszać, Myślę, że nam jest łatwiej niż – powiedzmy – autorom tego gatunku z Francji, Niemiec czy Polski.

D.W.: Ukończyłeś studia z zakresu farmacji i informatyki. Jaki wpływ na twoje teksty ma ukończona farmacja?

C.S.: Przygotowanie farmaceutyczne (co jest wynikiem złego wyboru zawodu, jakiego dokonałam wiele, wiele lat temu) daje mi – w stosunku do większości „czystych” pisarzy SF - dużo większą wiedzę z zakresu biochemii, cytologii, fizjologii i w ogóle nauk biologicznych. Nie jestem pewien, gdzie to się ujawnia i w sposób wyraźny kształtuje moją fantastykę, ale prawdopodobnie wywiera to po prostu generalny wpływ, o efektach widocznych w szczegółach tła.

D.W.: Która z wizji odhumanizowanej przyszłości wydaje ci się najmniej przerażająca?

C.S.: Wszystkie wizje odhumanizowanej przyszłości są jednakowo przerażające.

D.W.: Znasz jakichś polskich pisarzy i ich książki? A może nie są oni popularni czy w ogóle znani w Szkocji? Jak Polska jest postrzegana w świecie zagranicznych pisarzy fantastycznych?

C.S.: Obawiam się, że jedynym polskim pisarzem science fiction, jakiego znam, jest Stanisław Lem. I tylko kilka jego tekstów zostało wydanych w Wielkiej Brytanii w tłumaczeniu (do tego podobno nie są one jakoś szczególnie dobre). To znowu bariera tłumaczenia: tyle fantastyki naukowej wydaje się po angielsku, że trudno jest za tym nadążyć i angielskim wydawcom łatwiej jest nabyć prawa w Stanach, niż szukać gdzie indziej. Zwłaszcza że osoby, dla których język angielski jest pierwszym językiem, mają mniejszą szansę, by być sprawne w swoim drugim czy trzecim języku.

D.W.: Ty za dziesięć lat?

C.S: Mam nadzieję, że wciąż żywy. Mam nadzieję, że wciąż piszący zawodowo.

Stan wstrzymania

Autor: Charles Stross
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Wydawnictwo: Mag
Wydanie polskie: 2/2012
Liczba stron: 416
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788374802390
Cena z okładki: 35,00 zł



blog comments powered by Disqus