Wywiad z Katarzyną Mlek


Wywiad z Katarzyną Mlek

Jak narodził się pomysł na Zapomnij patrząc na słońce?

Do napisania książki skłoniły mnie relacje kilku osób, dotyczące powtarzających się snów. Moi rozmówcy przywiązywali do nich ogromną wagę, twierdząc, że sny pomagają im w podejmowaniu decyzji, ostrzegają przed wypadkami czy zapowiadają szczęście. Niektórzy twierdzili, że nawiedzające ich we śnie postaci są ich duchami opiekuńczymi. To pierwsza z nici powieści – kruk. Druga to temat przemocy w rodzinie, który jest teraz tematem powszednim. Dużo się o tym mówi, dużo się o tym pisze. Chciałam zabrać w tej sprawie głos, ale nie relacjonując fakty, a wprowadzając czytelnika w świat dziecka doświadczającego tej przemocy fizycznej i psychicznej.

Zastanawiam się, czy można z czystym sumieniem nazwać powieściowego kruka duchem opiekuńczym. Pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie, oferuje wiedzę, która może pomóc zapobiec nieszczęściu, ale za jaką cenę... Nie od dziś wiadomo, że nie opłaca się być pośrednikiem między światami – to zawsze kończy się źle, przynajmniej dla samego pośrednika. A takim właśnie pośrednikiem jest mała Hanka. Pani wybaczy skojarzenie stricte filmowe, ale to mi przywodzi na myśl film z Richardem Gerem Przepowiednia – oparta na faktach opowieść o Człowieku-Ćmie (Mothman), który uparcie nawiedzał mieszkańców Point Pleasant w Zachodniej Wirginii, próbując przestrzec ich przed zbliżającą się katastrofą. W tym przypadku było to zawalenie się mostu Silver Bridge, w efekcie którego zginęło 46 osób. Mawiano również, że ludzie widywali Mothmana przed wybuchem reaktora w Czarnobylu. Tyle że zarówno te widzenia, jak i sama wiedza, którą przybysz przekazywał ludziom, nie były przyjemne. Komunikaty te nie były również klarowne, podobnie jak zagadki serwowane przez kruka. Tak jakby te stworzenia były ponad dobrem i złem – nie służyły ani jednemu, ani drugiemu.

I tu rodzą się kolejne pytania. Dlaczego właśnie kruk? I jakie są jego intencje? O ile to ostatnie nie jest już zbyt wielką dociekliwością ze strony zafrapowanego czytelnika.


Bardzo dziękuję za przypomnienie filmu, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Kompletnie o nim zapomniałam, a szkoda. Koniecznie muszę wypożyczyć płytę i raz jeszcze obejrzeć. Pani skojarzenie jest jak najbardziej zasadne, zwłaszcza, że niektórym Człowiek-Ćma przypomina ptaka, a od ptaka już niedaleko do kruka. Pisząc książkę, nie nawiązywałam  do filmu w sposób świadomy, natomiast nie wykluczam, że pewne kadry zostały w mojej pamięci i w pewien sposób zaowocowały. Także z tego powodu chętnie przypomnę sobie film.

Bardzo bliskie jest mi stwierdzenie, że Człowiek-Ćma stoi ponad dobrem i złem. Przekazuje, co ma do przekazania i znika, zostawiając ludzi z decyzją, co począć z posiadanymi informacjami. Los osoby, która go wysłuchała, jest Mothmanowi obojętny, ale krukowi już nie. Kruk wcale nie pragnie ocalić ofiar katastrof. On pragnie dręczyć bohaterki. A rozmowy o przyszłości są jedynie pretekstem, powodują uzależnienie Hanki i Sabiny od ptaka. One nie potrafią myśleć o niczym innym niż kruk. I o to ptakowi właśnie chodzi.

Kruka wybrałam z uwagi na wieloznaczność tego symbolu w literaturze. Interpretacje postaci tego ptaka są skrajnie różne, zależnie od kultury i kontekstu. Ponieważ potrzebowałam motywu spajającego opowieść, i to motywu niebanalnego, wybrałam właśnie kruka. Posiadałam koncepcję opowieści i do niej dopasowałam tę postać. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kiedyś też śnił mi się krukopodobny ptak, natomiast mój był kompletnie niegroźny. Po prostu lubił ze mną rozmawiać. Od lat się już u mnie nie pojawia.

Czyli dobrze odebrałam to ptaszysko w trakcie lektury – to taki złośliwy trickster, którego bawią ludzkie dylematy. A los Sabiny i Hanki, niczym w greckim dramacie, jest już dawno przypieczętowany.

A skoro mowa o przepowiadaniu katastrof – Zapomnij patrząc na słońce jest mocno zakorzenione w atmosferze Śląska, w całym tym brudzie, szarości, nicości i beznadziei. Robi to ogromne wrażenie, zwłaszcza na czytelnikach, którzy ze Śląska pochodzą (kłania się). W pewnym momencie w książce możemy przeczytać między innymi o zawaleniu się hali MTK w Katowicach – czy to celowy zabieg? Czy od początku wiedziała Pani, że napisze książkę o Katowicach takich, jakimi je wciąż pamiętamy? Bo odniosłam wrażenie, że samo miasto jest tu równie ważnym bohaterem, co Hanka, Sabina czy Kruk. Ta mentalność, to otoczenie, te wszystkie katastrofy i zbrodnie, które zostawiły trwałą szramę na lokalnej społeczności..
.

Tak, losy bohaterek są przesądzone. Także ze względu na to, że nie potrafią się one uwolnić od kruka. Nawet nie próbują przegonić go czy zabić. Niektórzy czytelnicy fragmentów rękopisu oprotestowali to podejście, kazali go topić w gorącej wodzie i tym podobne. Nic z tego. Bierność w zachowaniu Sabiny i Hanki wprowadziłam celowo. Są tak zaślepione podążaniem za złudzeniem, jakim kusi kruk, że nawet nie próbują kwestionować jego istnienia i pytać o intencje. Wydaje mi się, że wpadanie w taką pułapkę jest dla nas, ludzi, powszechne. Obrawszy raz drogę, niechętnie z niej schodzimy. Ale może dość filozoficznych dywagacji.

Istotnie, i miasto, i osiedle są w książce bardzo istotne. Zacznijmy od samych Katowic. W mojej książce chciałam pokazać bohaterów otoczonych czy też osaczonych przez wielkie miasto. Miasto jest moim zdaniem mało przyjazne człowiekowi. Pełne niebezpiecznych miejsc, niebezpiecznych ludzi. Wokół ten obojętny tłum, człowiek niby przebywa wśród ludzi, ale jest samotny. Nikt mu nie pomoże, nawet gdyby wołał o ratunek. I osiedle. Skupisko ludzi, którzy też są albo wrogo nastawieni, albo kompletnie obojętni na losy sąsiadów. Takich Tysiącleci jest w Polsce wiele, blok obok bloku, mnóstwo ludzi, nikt nikomu nie patrzy w oczy. Jakby to stłoczenie i wszechobecny beton, faktycznie jak Pani mówi, zostawiały w ludziach ślad. Mam dokładnie takie samo odczucie: stajemy się tacy, jak nasze środowisko. Od samego początku właśnie w ten sposób chciałam pokazać miasto i jego oddziaływanie na mieszkańców, a że padło na Katowice? Są mi bliskie, znam je, bywam często, wiem, że są podobne do kilkunastu innych miast w Polsce. Stąd taki wybór.

Wspomniała Pani, że Zapomnij... jest w dużej mierze opowieścią o przemocy – tej najbardziej drastycznej, czyli domowej, nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej. Mała Hanka jest idealnym przykładem dziecka wychowanego w takich warunkach – jest bystra, ma swój świat, pozornie wydaje się bardzo silna, ale jak przyjdzie co do czego, tęskni za swoim "oprawcą" i nie chce, żeby stała mu się jakaś krzywda. Tymczasem prezentuje Pani również drugie oblicze tej sytuacji – Sabina jest może wyrodną matką, ale nie ma tu postaci czarno-białych. Nawet za jej czynami stoi konkretna motywacja. Coś, co można zrozumieć, przynajmniej do pewnego stopnia. Czy w takich warunkach – w gąszczu niespełnionych marzeń i ambicji, w zamkniętym kole przemocy i bezsilności, w klaustrofobicznym światku obskórnych osiedli – jest jeszcze miejsce na jakąkolwiek nadzieję?

Myślę, że stawia Pani bardzo właściwe i bardzo ważne pytania o motywację. I Sabina, i Hanka mają bardzo dobre uzasadnienia swoich czynów. I jedna, i druga popełnia zbrodnię, oferując szereg sensownych wyjaśnień, na czele z tym, że dopuściły się morderstwa w dobrej wierze, sądząc, że będzie ono słuszne. Mają oczywiście wiele racji, ich argumentacja jest niezwykle logiczna. Pytanie, czy okoliczności, w jakich się znalazły, są faktycznie rozgrzeszające. A może w naszym życiu jest tak, że chociaż staramy się postępować dobrze, ostateczne efekty są przeciwne? Niezależnie od naszej motywacji, jak nie byłaby ona przesycona chęcią czynienia dobra, nie mamy wpływu na wynik. Nazywam to grą "i tak nie wygrasz". A jak z nadzieją? Czy wiedząc, że gram w tę grę, w której z góry wiadomo, że wygrana nie padnie, lepiej się z nią pożegnać? Powiem tak: próbowałam. Nigdy mi się nie udało. Nieważne, ile porażek ponoszę, nadal podejmuję decyzję, że – trzymając się porównania do gry – rzucę kośćmi raz jeszcze i jednak wygram.  

Wiemy już, że istotną rolę w powieści odgrywa samo miejsce akcji, które niejako wpływa na rzeczywistość. Jaką rolę pełni w takim razie przemoc? Nie da się ukryć, że Zapomnij... jest bardzo mroczną lekturą, a to głównie za sprawą wszechobecnego zła i agresji. Przemoc jest obecna nie tylko w codziennym życiu bohaterów, ale przesiąka nawet do ich snów. Nie ma od niej ucieczki.  

W mojej książce chciałam zwrócić uwagę na upowszechnienie się przemocy. Faktycznie, życie pokazanych w Zapomnij patrząc na słońce bohaterów jest nią wprost przesiąknięte, podobnie jak życie w świecie realnym. Wystarczy przeczytać ostatnich dziesięć doniesień prasowych, żeby stwierdzić, że przemoc występuje pewnie w przeszło połowie z nich. Ona nie tylko spowszedniała, ale wręcz dobrze się sprzedaje, jest atrakcyjnym towarem. Bardzo mnie to martwi. Wolałabym słuchać o sukcesach czy ciekawych odkryciach niż kolejnych morderstwach. Pokazując w książce ten nasycony przemocą świat, chciałam znowu otworzyć pewną dyskusję nad tym, czy i na ile jesteśmy się w stanie takiemu stanowi rzeczy sprzeciwić, czy możemy od niej uciec, czy też jesteśmy na nią w pewnym sensie skazani.

Czy może Pani zdradzić czytelnikom Gildii, nad czym Pani obecnie pracuje i co chciałaby Pani jeszcze osiągnąć w dziedzinie literatury (i nie tylko)?

Już w grudniu tego roku ukaże się zbiór opowiadań o Beskidach. Nosi roboczy tytuł Na wietrze diabeł przyjechał. Pod nim kryje się sześć niesamowitych historii o grasujących po lasach błędnych ognikach, diabłach i halnym, który obdarzony jest magiczną mocą i niezwykle złośliwy. Dalsze plany to powieść obyczajowa, lektura zdecydowanie lżejsza niż Zapomnij..., natomiast wydaje mi się nie pozbawiona uroku i pewnych ukrytych pod fabułą zagadek, która ma szansę trafić na półki w okolicach maja przyszłego roku. A tymczasem pracuję nad kolejnym materiałem, tym razem będzie to pewna niezbyt miła wizja przyszłości ludzkości.
Jako pisarz dążę do tego, aby tworzyć dzieła w każdym aspekcie perfekcyjne. To mój cel. Czy go osiągnę, to kwestia drugorzędna, ale sama podróż w jego kierunku jest wystarczająco ciekawa. Jeżeli chodzi o inne aspekty mojego życia, nie jestem zbyt wymagająca. Staram się nie być zbyt pazerną. Pazerność szkodzi.

 

Zapomnij patrząc na słońce

Autor: Katarzyna Mlek
Wydawnictwo: Oficynka
Miejsce wydania: Gdańsk
Wydanie polskie: 3/2013
Liczba stron: 256
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788362465682
Wydanie: I
Cena z okładki: 30 zł


blog comments powered by Disqus